Codziennik

Ach, co to był za weekend!

9 czerwca 2014
temat-rzeka11

Rewolucyjny, rzekłabym wręcz:) Zaczęło się od tego, że musiałam odpowiedzieć sobie jedno zajebiście ważne pytanie. Czy jestem już gotowa wypuścić się w miasto???


Wyjście! Ale nie na jakiś tam shopping, a na wieczorne wyjście. I nie z wózkiem, a z przyjaciółkami. I nie na sok, a na piwo. Cykl snu Matyldy się unormował. Po wieczornym (bezproblemowym już) zaśnięciu śpi ciurkiem kilka godzin, przebudza się dopiero nad ranem. Temat, wydawałoby się, ogarnięty. Także podjęłam tę męską decyzję. Tata zaopatrzony w całą instrukcję postępowania, zapasy pokarmowe zrobione (przecież wszystko, absolutnie wszystko może się wydarzyć), taksówkarz umówiony. Matylda coś tam jednak wyczuła, wszak matka nie zawsze układa ją do snu w pełnym makijażu. Był bunt na pokładzie, oj był. I gdy prawie już miałam o dwoływać całą akcję-zasnęła.

Powiem tak. Było mi to potrzebne! Fantastyczne miejsce. Wisła, piasek, niebo, muzyka i młodość w powietrzu. Ale przede wszystkim spotkania, spotkania po latach. Niekończące się (niedzieciowe) tematy, tyle śmiechu i wspomnień, i luz który udało mi się złapać. I choć wróciłam pół godziny przed wyznaczonym sobie czasem, a w taksówce nerwowo przebierałam nóżkami, czy wszystko w domu gra, to byłam mocno szczęśliwa, że jednak udało mi się to zrobić. Czasami tak trzeba. Dla siebie, dla higieny psychicznej i spojrzenie na otoczenie z innej niż wózkowa perspektywy.

A niedziela? Niedziela była dla nas. Zaczęłyśmy od pożegnalnego, bardzo późnego śniadania z dziewczynami. W związku z tym zaliczyłyśmy pierwszą podróż tramwajem. Pierwsze koty za płoty i teraz miasto stoi przed nami otworem.


Przed upałami schowałyśmy się w domu, ale późnym popołudniem udałyśmy się na Hush Warsaw, targi mody niezależnych polskich projektantów. Dwa słowa: pięknie i drogo. Cieszyłam się w sumie, że nie miałam przy sobie gotówki, bo pewnie straciłabym ją całą…w strefie kids…


Matylda. Niewzruszona nowymi trendami w modzie dziecięcej w zbliżającym się sezonie.

Zasnęłam z poczuciem dobrze spędzonego czasu, wypełniona energią, z naładowanymi bateriami na kolejny tydzień. I pomyśleć, że trochę słońca na niebie i człowiek jest w stanie góry przenosić.

Podobne wpisy

6 Komentarzy

  • Reply kasia_fd 9 czerwca 2014 at 14:05

    cudowny weekend! zazdroszczę Ci takiego wyjśćia, mi tego w macierzyństwie brakuje najbardziej. ale problem polega na tym, że nie mam z kim, tu gdzie mieszkamy.

  • Reply Domi Z 9 czerwca 2014 at 19:22

    Ależ ona jest przepięęękna ! :)))
    Dobre pierwsze wyjście ! Pamiętam swoje.. miałam identycznie ! :))
    A jak poszła Wam podróż tramwajem? Ja się ciągle zastanawiam co by było gdybym musiała jechać nim albo autobusem.. hm

    • Reply radoSHE 9 czerwca 2014 at 20:32

      Jeśli tramwaj lub autobus jest niskopodłogowy to nie ma problemu z wjechaniem wózkiem (chociaż myślałam, że będą):) Ale do tych wysokich standardowych z trzema schodkami raczej bym nie zaryzykowała. Prosić się o pomoc z wniesieniem i drżeć, żeby się nie wyrąbać na tej stromiźnie, o nie!:)

  • Reply Matylda 10 czerwca 2014 at 09:08

    Ale Wy śliczne jesteście! 😉
    A co do wyjścia to to pierwsze, wieczorne, bez dziecka zawsze jest stresujące. Ja mam za sobą dopiero takie dwa – a marcelina ma prawie 1,5 roku 😉

  • Reply Ruby Soho 12 czerwca 2014 at 00:50

    wspaniale! zdjęcia nad wisłą obłędne, prawie jak brooklyński most 🙂 Tęsknię za tym klimatem, tą wolnością, zwłaszcza w letnią gorącą noc – w erze przeddzieciowej w taką noc ciężko mi było w domu usiedzieć, a przecież jestem tą samą osobą, która lubi się bawić – i to nie tylko klockami, haha! Masz rację – higiena psychiczna jest potrzebna, oj tak!

  • Reply Wisła Warszawa – takiej jej nie znasz! | radoSHE 23 września 2015 at 21:24

    […] Zresztą mam do niego sentymentalny stosunek. To tu po raz pierwszy odcięłam mentalną pępowinę wychodząc wieczorem sama, czyli bez dziecka. Aż żal, że w tym sezonie letnim udało nam się odwiedzić tylko […]

  • Odpowiedz