Dziecko

Komu w drogę, temu czas

3 lutego 2015

Niby wiedziałam, że się zmienia, rośnie, dojrzewa. Ale w otoczeniu wciąż tych samych sprzętów, zabawek i ścian czas płynie wolniej, leniwiej. Zmiany zachodzą subtelnie, niedostrzegalnie, nieuchwytnie więc. Dorasta, a jakby to poza mną było. Trzeba nam było wyjechać, spojrzeć na Mati inaczej, gdzie indziej. I przerazić się, że wszystko co mówią o tym czasie co pędzi…to prawda.

Zrobiliśmy sobie rodzinno-turystyczny wyjazd. Z planami. I z pewną obawą czy je zrealizujemy. Bo bywa różnie. A tu proszę! Dziecko nam dorosło, i z pasażera stało się towarzyszem! I to takim „szytym na naszą miarę”. Ze swoimi prawami i oczekiwaniami, ale wciąż pogodnym i przeważnie wyrozumiałym. Mogłabym ponarzekać, że zima i siarczysty mróz nas zaskoczyły (w styczniu? srsl?), że noce wyjątkowo nie przespane były, że przeziębienie mnie teraz rozkłada. Ale…nie będę! 🙂

Dopiero wyjście poza codzienność daje mi ostrość widzenia. Łapię się na tym, że w rutynie dnia jakość naszego bycia wspólnego…bywa czasami średnia. Wspólne chwile łapane w pośpiechu pomiędzy obiadem a praniem. Przeczytane wszystkie książeczki, ale z trzy razy przy tym wstać trzeba; doprawić zupę, podkręcić gaz, odebrać telefon. Na spacerze rozmawiamy jak zawsze, ale głowa notuje już listę zakupów. Towarzyszę w budowie z klocków, ale myśli uciekają do swoich spraw. A wieczorem tęsknie spoglądam na zegarek wyczekując pory snu. Tak, bywa i tak.

A wystarczą takie dni jak te ostatnie. Gdy jesteśmy cali dla ciebie, cali dla siebie. Nic nas nie rozprasza, nie goni. Pozachwycać się czas mamy sobą. Ilu nowych rzeczy wtedy doświadczamy. Ile zaskoczeń i wzruszeń nam córko serwujesz… Zanim coś zbroisz, zawsze patrzysz, czy patrzymy. I śmiejesz nam się twarz uderzając klockiem w ekran laptopa. Im szybciej biegniemy, tym głośniej się śmiejesz i mocniej uderzasz. Łobuziaku, nawet mnie to przestało denerwować tutaj. Nie lubisz się przytulać, ale gdy tata przytula mamę, człapiesz z prędkością światła, żeby się przyłączyć. Jesteś przy tym tak strasznie, ale to strasznie zadowolona. Gdy marudzisz, a ja nie zwracam na to uwagi, ostentacyjnie klepiesz mnie po kolanie, komunikując „patrz, ja płaczę!”. Przerywasz „czytanie” tylko po to by na mnie spojrzeć i uśmiechnąć się. Tak pięknie i bezinteresownie, jak to tylko dzieci potrafią. Odkrywasz nowe miejsca, nawet się za mną nie obracając. Taaaaka duża jesteś. Tak się zmieniasz, tak zdecydowanie za szybko! A ja tego nie dostrzegam, bo mi ten obiad kipiący na gazie przysłania świat.

Ale popracujemy nad tym. Od dziś. Od zaraz.

      Zdjęcia: Olympus PEN E-PL-7

——————————————————————————————————————–
Na koniec ogłoszenie blogowe 🙂

Jeśli obserwujecie nas przez rss bloggera, proponuję w liście czytelniczej dopisać nasz nowy adres www.radoshe.pl. Domena blogspotowa jest wciąż aktywna, ale od pewnego czasu nowe wpisy dla Was widoczne..z trzydniowym opóźnieniem.

Obserwować nas można również poprzez ZBLOGOWANI oraz Bloglovin oraz Instagram. Przyłączysz się? 🙂

Podobne wpisy

5 komentarzy

  • Reply Mama na Wyspach 4 lutego 2015 at 08:09

    Fajnie, że udało Wam się wyjechać na chwilę i uciec od codziennych spraw. To chyba dobrze robi:)
    Pozdrawiam:)

  • Reply Paula W. 4 lutego 2015 at 11:55

    Te łobuzerskie wybryki to jakbym o swoim Franku czytała 🙂 Chyba by się z Matyldą dogadali 🙂 Piękne zdjęcia i jak zawsze piękny tekst 🙂 Matylda prześliczna ♥

  • Reply Zuzi Clowes 4 lutego 2015 at 20:15

    Wspaniały tekst. I czuję podobnie. Tylko, kurczę, te obiady się jakoś nie chcą same gotować, mieszkanie odgracać, a pranie prać:(

  • Reply Instytut Doświadczeń 4 lutego 2015 at 22:16

    Abstrahując od tekstu: gratuluję domeny 🙂 Big step, nie ma co! 🙂

    • Reply radoSHE 5 lutego 2015 at 08:09

      A wiesz, ta domena własna to całkiem długo już. Ale się nie afiszowałam, no ale skoro blogger mi zastrajkował to w końcu musiałam:)

    Odpowiedz