Dziecko

O pchaczu, który okazał się zbędny

19 lutego 2015
72

Wspominałam już kiedyś, że udało mi się poskromić mój szalejący konsumpcjonizm. Na nowe trendy, inspiracje, gadżety must have patrzę z przymrużeniem oka. Egzystujemy całkiem dobrze bez super maty piankowej, dziecięcego teepee i innych wynalazków niezbędnych ponoć w rozwoju dzieci. Dlaczego więc uwierzyłam, że bez pchacza nie przeżyjemy?

Uwierzyłam, bo internet skutecznie wmówił mi, że bez niego dziecko nie nauczy się chodzić. A już na pewno nauka ta potrwa dużo dłużej. Wiadomo, jak każda matka, nie chciałam, by trwała ona dłużej. Ponadto jak tu witać pierwszy rok życia bez pchacza z kokardą?? Dyspozycja wydana. Kasa przelana. Pchacz kupiony… Naprawdę nie wiem co mi wtedy oczy przesłoniło.

Zakupiony przez nas pojazd marki Boikido sam w sobie jest bardzo fajny. Jakościowo bez zarzutu. Kolorowy, radosny, dziecięcy. Dokładnie taki jak Matylda. Poza tym opatrzyły mi się te wszystkie białe wózeczki w stylu scandi. Gdy późną nocą składaliśmy chodzik, oczami wyobraźni już widzieliśmy, jak zachwycony Matik pomyka sobie z nim po mieszkaniu, po czym pewnego dnia (najpewniej następnego) puszcza rączkę…i idzie! Sama idzie. Pierwsze rozczarowanie przyszło szybciutko, bo już rano. Nasz prezent spotkał się z totalnym zlekceważeniem (nie to co karton po nim) Przez bity miesiąc Matylda omijała pchacz szerokim łukiem. A gdy lody pękły, utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że nie był to gadżet niezbędny.

Dlaczego NIE

  1.  Funkcję pchacza równie dobrze (jeśli nie lepiej) zastępuje stół, krzesła, komody na kółkach czy kartony po pampersach. Naprawdę, wszystko da się przepchnąć. Nawet rodziców.
  2. Pchacz nie ma funkcji hamulca (wiem, w ikeowskim urządzeniu jest). Mimo, że kółka poruszają się bardzo wolno, to Matylda początkowo rozwijała nim prędkości, przyprawiające nas o palpitację serca. Aż dziw, że poobijała się wtedy tak mało.
  3. Pchacz nie sprawdza się jeśli nie masz w mieszkaniu przestrzeni, w których ciągiem dziecko mogłoby przejechać 25 metrów. No minimum 15. Inaczej jesteś zmuszona/ny co chwila odklejać dziecko od ściany i zmieniać mu kierunek jazdy. Naprawdę, po dwudziestu minutach tej zabawy, masz dość.
  4. No właśnie, ściany. Są poobijane. Tyle w temacie, zdjęć brak.
  5. Zapomnij pchacza schować na noc. Zawsze, ale to zawsze wpadniesz na niego w drodze do łazienki, wydając z siebie siarczyste #$%^ i budząc przy tym cały dom i połowę sąsiadów.
  6. Na koniec dziecko tak czy inaczej zacznie chodzić odrywając się po prostu…od stołu, a ty uświadamiasz sobie, chodzenie z maluchem przyklejonym do twoich nóg, dałoby dokładnie ten sam rezultat.
  7. Nawet najbardziej bajerancki pchacz przegrywa atrakcyjnością z kablem od komputera, ładowarką, telefonem mamy i książką z obrazkami. Nawet z najbrzydszymi obrazkami.
  8. Kasę za pchacz można by było spożytkować na przykład inwestując w te fajne kozaki zimowe, na które wtedy było Ci szkoda.

To żadna anty reklama ani nic w tym stylu. Po prostu moja subiektywna opinia. Dałam sobie wykreować potrzebę, która była zbędna 🙂 Podobno w okolicy drugiego i trzeciego roku życia dziewczynki uwielbiają wozić wózkami swoje lalki. Podobno drewniane wózki cudownie sprawdzają się wtedy parkach i skwerkach, gdzie śliczne dzieci z lubością wożą w nich swój dobytek. Podobno. Tako rzecze blogosfera, bo w „moich” parkach tego zjawiska nie zauważyłam. Ale może się nie rozglądałam.  Pożyjemy zobaczymy.

Tymczasem nasz pchacz stoi (tfu. jeździ) i przynajmniej ładnie się prezentuje.

fot. Zdjęcia: Olympus PEN E-PL-7

 

Podobne wpisy

31 Komentarzy

  • Reply Domi Z 19 lutego 2015 at 22:25

    Trochę racji z tym pchaczem, chociaż Gosiak 15 mieszków ma już a sobie popcha od czasu do czasu. Ja jestem "za", tylko ogólnie kupiłam go za późno, powinnam wtedy kiedy zaczęła stawać przy meblach i stawiać przy nich pierwsze kroki a nie jak już zaczynała chodzić chodzić samodzielnie i się puszczać. Druga sprawa to taka że te plastikowe, już nie tak eleganckie, są zwrotniejsze, łatwiej dziecku skręcić, te drewniane są ciężkie i prawie że nieskręcalne. Lepszy chyba byłby pojazd o dwóch funkcjach: jeździk- pchacz, albo wózek dla lalek – pchacz. Kurcze, że też wcześniej na to nie wpadłam ! Ale jesteśmy matkami po raz pierwszy , możemy popełniać błędy 😀
    A pamiętam że sama Cię namawiałam ! Że w żłobie jest fun na pchacze ! No jest, ale to żłob, a w domu przydałoby się coś bardziej wielofunkcyjnego 😉
    Wasz wygląda pięknie więc co tam jedne kozaki mniej ;))))

    • Reply radoSHE 20 lutego 2015 at 07:57

      Sam pchacz dobra sprawa, o ile ma się odpowiednie warunki metrażowe, jak np. w żłobku. Wyobrażam sobie, że wtedy jest prawdziwy fun. Pewnie, że plastik o wiele zwrotniejszy i wygodniejszy, ale my matki myślimy DIZAJNEM 😉

  • Reply CookBookByFaye 19 lutego 2015 at 23:03

    Nic się nie martw pchacz się przyda do wożenia lalek, mowie z doświadczenia. Spacery z wózkiem i lalka której jesteś "babcią" 😉 Czad. Także wszystko przed Tobą 🙂 Pozdrawiamy 🙂

    • Reply radoSHE 20 lutego 2015 at 07:58

      Babcią??? Proszę, nie przerażaj mnie!

  • Reply Zuzi Clowes 19 lutego 2015 at 23:23

    Och, no ale całkiem ładny jest noooo….. I z bólem serca ale muszę przyznać że moje odczucia względem pchacza Mill (przedwczesny prezent roczkowy) są takie same. Właściwie mogłabym zrobić ctrl+c, ctrl+v, zmienić nazwę firmy, dorzucić zdjęcia (i tak, nawet mam zrobione!) i po robocie… Choć bardzo chciałabym się z Tobą nie zgadzać i uważać pchacz za uberpotrzebny… No bo taki piękny jest! To nie mogę. I się zgadzam. Buuuu.

    • Reply Ruby Soho 19 lutego 2015 at 23:36

      Pchacz Mill nie może nie być niezbędny!! Przecież on ma pacyfkę na przedzie 🙂

    • Reply Zuzi Clowes 19 lutego 2015 at 23:54

      Wiesz, on jest taki piękny, że mimo Mill nim pogardza (wciąż liczę na to że do niego dorośnie) wciąż szalenie się cieszę z tego prezentu… Estetykę ma mega (ta pacyfaaaaa) i mimo tego że nie jest niezbędny (jednak) to ile z pozostałych zabawek jest? No ile?

      Nie zamieniłabym na kozaki:)

    • Reply radoSHE 20 lutego 2015 at 08:03

      Pchacz z pacyfką??? No pojazd misją pokojową nie może być zbędny! Czekam na Wasze zdjęcia 🙂

  • Reply Ruby Soho 19 lutego 2015 at 23:35

    Piękny ten pchacz, ale zapewne masz rację. Widzisz, ja sobie tej potrzeby nie dałam wykreować przy Młodym, który pomykał po całym domu w towarzystwie stołeczka, lub całego wielkiego krzesełka do karmienia, z którym łaził dosłownie wszędzie! Gdy skończył 18 miesięcy dostał plastikowe autko od mojej cioci. Nienajgorsze jak na plastikowe, nie razi jakoś strasznie mojego poczucia estetyki, chociaż nie jest to metalowy retro – jeździk Villac (sama rozumiesz). Młody średnio autkiem jeździł za to Kropka szybko się z nim zaprzyjaźniła, i już od kilku miesięcy traktowała jako pchacz. Nauczyła się nawet zawracać samodzielnie (przepychając całe to ustrojstwo na wszystkie strony), gorzej z obijaniem ścian. Właśnie dlatego chwilowo wyleczyłam się z drewnianych wózeczków i cudnych metalowych jeździków, bo widzę jak moje ściany wyglądają po plastiku. Po metalu i drewnie może być tylko gorzej! Ale te wózki dla lal i tak mi się podobają! Chociaż rzeczywistość wygląda pewnie tak,że po zrobieniu zdjęć to matka – blogerka taszczy to cudo, wraz z dizajnerską lalą i pościela 🙂 A dziecko sobie biegnie obok!

    • Reply radoSHE 20 lutego 2015 at 08:15

      No właśnie. Próby przepchnięcia pchacza przez ścianę, no rozumiesz, staram się już to ignorować, ale bywa ciężko 🙂 Wózek drewniany fajny, jak ma się ogród, i nie trzeba taszczyć z sobą całego tego ciężkiego ustrojstwa (+dziecko). Nie bez powodu jedyne pojazdy dla lal, które napotykam w parku to te małe leciutkie i składane wózeczki najczęściej w kolorze pink 🙂

  • Reply . MartynaG.pl 20 lutego 2015 at 07:27

    Wasz pchacz wygląda super 🙂 Na pewno mała go wykorzysta jeszcze. Ja również mam problem z zakupami, który powoli rozwiązuje budujący się dom – wiadomo w jaki sposób. Bardzo dobry, prawdziwy post zawirający tak jak mówisz – nie antyreklamę ale własne doświadczenia i opinie

    http://www.MartynaG.pl

  • Reply greeneyekitty22 20 lutego 2015 at 07:55

    ale trzeba przyznac że pchacz śliczny:)

  • Reply Mama na Wyspach 20 lutego 2015 at 08:11

    A miałam już w łapkach tą sukienkę z H&M, teraz wiem, że muszę po nią wrócić:)
    Kupiłam pchacza za 3 funty, pięknie się prezentuje w małym pokoiku. Czy będzie używany? Pewnie nie. Ale jaki on piękny:)

  • Reply Makola 20 lutego 2015 at 08:42

    U mnie tylko na chwilę pojawił się pomysł z pchaczem, ale na szczęście szybko mi przeszło. Wyobraziłam sobie dokładnie to co Ty opisałaś 😉

  • Reply Paula W. 20 lutego 2015 at 14:43

    A ja akurat na pchacz się nie skusiłam 🙂 U nas w roli pchacza sprawdziła się duża gumowa piłka, którą kupiłam sobie będąc w ciąży z Frankiem, że niby będę ćwiczyć, w końcu znalazła dla siebie zastosowanie 🙂

  • Reply Katjuszka 20 lutego 2015 at 19:16

    Jeju jeju! Jaki to słodziak. Napatrzeć się nie mogę! A pchacz i u nas nie zdał egzaminu. 🙂

  • Reply Instytut Doświadczeń 21 lutego 2015 at 19:03

    Kurczę, a u nas pchacz się sprawdził. To znaczy jest potrzebny. Mniej jako pchacz, bardziej jako… rydwan 🙂 Polka wchodzi i każe się wozić. Pchała go faktycznie, jak uczyła się chodzić, ale… nauczyła się chodzić nie od tego diwajsu, ale kiedy zmieniłam jej buty na sztywniejsze. Nie poradzisz, każde dziecko inne 🙂

    • Reply radoSHE 21 lutego 2015 at 20:24

      A w jakie buty użytkuje Pola?

    • Reply Instytut Doświadczeń 25 lutego 2015 at 10:51

      Zaczynałyśmy przygodę od Ekotuptusi i te są świetne, kiedy dziecko uczy się stawać. Potem nie dość, że gumka przyciasna na nasze stópki, to jeszcze kostka chybotliwa. Zmieniłyśmy na polską firmę Emel i jestem nimi zachwycona. Nie tylko PIĘKNE, wzorów co niemiara, to jeszcze solidne i wygodne. Nic dodać, nic ująć. Pola uwielbia. Budzi się rano, każe całować się po stopach i woła "buuuuuu", co w wolnym tłumaczeniu oznacza BUCIK ;). Umie je założyć (na czubki palców) i rozwiązywać sznurówki. Zdecydowanie polecam buciki (emel.com.pl).

    • Reply Instytut Doświadczeń 25 lutego 2015 at 10:52

      Aaaa, zapomniałabym – wadą jest cena. Ale da się upolować taniej, np. w Nico (nie wiem czy w Warszawie jest, pod Krakowem mają jak coś…)

  • Reply Kaps Love 21 lutego 2015 at 20:18

    Ze wszystkimi podpunktami się zgadzam i większość przypasowałabym do innych zabawek w naszym domu. Niestety takie są uroki macierzyństwa, że czasem różowa wizja przysłania nam rzeczywistość. A pieniądze ahhh te pieniądze strasznie szybko wypływają z naszych portfeli. A najgorsze jest to, że przy wydawaniu na dziecko nawet ręka nam nie zadrży gorzej z tymi kozakami zimowymi ehh szkoda 🙂

  • Reply Olomanolo.pl 22 lutego 2015 at 17:49

    Pchacz sam w sobie jest piekny:). My też nie mieliśmy nic takiego i przeżyliśmy. Rzeczywiście internet sporo nam wmawia, my kupiliśmy Tepee bo takie piękne są…Stoi złożony w rogu pokoju, bo Olek nawet nie chce na niego patrzeć. Haha. Tak jest. To tak jak z zabawkami, nigdy nie wiadomo, cyzm sie dziecko zainteresuje…

  • Reply madame b 22 lutego 2015 at 18:19

    Pchacz wygląda bosko! Dobrze, że to przeczytałam, bo przechodziło mi to ostatnio po głowie. Syn wstaje przy wszystkim i próbuje robić sobie pchacz z mało stabilnego (do tych celów) jeździka. Karton nie wchodzi w grę, bo karton fajnie się je, a mebli z kółkami nie mamy. Ale może syn da sobie radę bez tego 🙂

    • Reply radoSHE 22 lutego 2015 at 20:56

      Nie odradzam, ale też nie namawiam:) Ale to, że Twój syn da radę bez masz pewne jak w banku 🙂

  • Reply Sylwia 23 lutego 2015 at 12:49

    matki są bombardowane nieustannie informacjami o tym co powinny kupić, o co powinny zadbać, w co powinny ubierać etc. Fajnie, że dzielimy się swoimi doświadczeniami:-) one znaczą więcej niż porady ekspertów:-) u mnie na blogu strzał w dziesiątkę:-) Mały, drobny, ale trafiony:-) Pozdrawiam:-) S.

  • Reply Pola 24 lutego 2015 at 15:15

    No trzeba przyznać, że ładny ten Wasz pchacz:)

    My nie kupowaliśmy, ani dla starszaka, ani dla młodej, z powodów, o których piszesz:) Ale dostaliśmy używany, po córce znajomych. Jest plastikowy, ale całkiem fajny, solidny i nawet niebrzydki. I powiem Ci, że przydaje się, synio wozi w nim swoje skarby, a córa właśnie robi przy nim pierwsze kroczki:)

    Matylda nie zdejmuje sobie tych przeuroczych opasek? U nas jest walka z bujną grzywą za pomocą spineczek. Jak uda się odwrócić uwagę, to się trzymają, ale coraz częściej niestety mała kojarzy, że oto pod ręką ma cudowny nielegalny przedmiot do brania do buzi;)

    • Reply radoSHE 25 lutego 2015 at 10:14

      Zapomniałam, a miałam właśnie napisać, że to chyba była ostatnia sesja z opaską i od dłuższego już czasu nie ubieramy, bo na głowie wytrzymują góra 10 sekund. Ale dobrze, bo już po prostu się uzależniłam od ich kupowania, takie tam matczyne szaleństwo 🙂

  • Reply Aga z makeonewish.pl 25 lutego 2015 at 22:44

    trochę mi takiego spojrzenia jak Twoje na niektóre rzeczy brakuje i chyba się właśnie dziś czegoś od Ciebie nauczyłam 🙂 Dziękuję Ci mądra kobieto!

  • Reply Konrad 27 lutego 2015 at 06:48

    Nasza Baghera ma rok i przebieg trzech długości dywanu, więc wiem o czym mówisz (swoją drogą, wydaje mi się, że drugi raz to komentuję. ale to może tylko kac).

  • Reply Agnieszka Semrau 3 marca 2015 at 09:19

    Jak to się stało, że jeszcze mnie u Ciebie nie ma? Piękny blog! Podoba mi się …wszystko. Dodaję do ulubionych i pozdrawiam ciepło 🙂 Aga

  • Reply Klaudia 30 sierpnia 2018 at 20:45

    My pchacz dostaliśmy jako prezent na roczek, u nas sprawdził się super 😉 nadal go w sumie mamy i mimo, że córka ma 3 lata to czasem wozi w nim misie czy lalki 😉 Teraz już wpadła w szał na punkcie drewnianego domku dla lalek więc zobaczymy jak długo jeszcze pchacz będzie obecny 🙂 Ale raczej nie oddamy, będzie dla drugiego malucha 🙂

  • Odpowiedz