Codziennik

Spacer ze szczyptą przygnębienia

30 marca 2015

Z dniem kiedy słońce na stałe wpisało się w obecną aurę, prześcigamy się w pomysłach kreatywnego wykorzystania weekendów. Żaden dzień nie może się zmarnować! Tym razem niemal z dumy pękliśmy, bo siebie samych genialnością myśli naszej zaskoczyliśmy! Idziemy do ZOO! I wszystko byłoby piękne, gdyby nie to, że było po prostu…smutne.
ZOO jako enklawa szczęścia dla zagrożonych gatunków.
– tak reklamuje się pobliski ogród zoologiczny.

Naprawdę? Nie sądzę.

ZOO spełnia rolę edukacyjną. Niewątpliwie. Pokazać dziecku zwierzęta na żywo, skonfrontować z kolorowymi obrazkami. To niezwykle emocjonujące i ważne doświadczenie dla malucha. Oczy robią się takie szerokie, takie naprawdę szerokie. Palec wciąż w trybie wskazującym, bo „to”, „to” i jeszcze „to”. I „to” wszystko żyje, porusza się i na wyciągnięcie ręki. Ciągły zachwyt na twarzy i buzia otwarta ze zdumienia.

Dla mnie doświadczenie dość smutne.

Dawno nie byłam, zapomniałam jak to jest. A może gdy byłam, fakt ten nie zwrócił mojej uwagi. Świadomość była inna. Może i wrażliwość inna też była. ZOO jest po prostu smutne.

Domyślam się że właściciele robią wszystko, aby jak najdokładniej odtworzyć naturalne warunki. Ale nawet najpiękniejszy wybieg…dżunglą nie będzie nigdy. Ptaki, tak piękne, że przywodzą na myśl dzieła sztuki-w małych klatach, obijają się o siatkę i siebie nawzajem. Apatyczne małpy, kangury, słonie, niezdolne do wykazywania swoich naturalnych zachowań. Tygrysy, lwy i niedźwiedzie śpiące całymi dniami. Bo co innego mają robić. Ile razy w ciągu dnia można tę samą zamkniętą przestrzeń przemierzyć. I ten goryl. Cały czas mam go przed oczami. Leżał do wszystkich plecami. Oczy otwarte, wpatrzone w jeden punkt. Palcem kręcił kółeczka w piasku. A z drugiej strony ludzie mu w szyby pukają i krzyczą. Żeby się odwrócił, do zdjęcia uśmiechnął.

 Serce się kraje.

I nie. Nie przekonuje mnie argument, że część zwierząt to przecież się w ogrodach tych urodziła. Że innego środowiska nie znają. To tak jakby powiedzieć, że człowiek od przyjścia na świat w klatce może mieszkać, bo przecież nie wie jak jest poza nią…Nie przekonuje mnie również argument o restytucji gatunków. Obok tych kilku/kilkunastu zagrożonych odmian…trzymanych w niewoli jest kilkaset, których życiu w środowisku naturalnym nic nie zagraża.

ZOO to po prostu bardzo dobry biznes.

Zastanawiam się nad słusznością takich wizyt z dzieckiem. Jaką wartość ma pokazanie śpiącego lwa czy słonia za kratami. Jak to się ma do ich prawdziwej natury i funkcji, które spełniają w ekosystemie. Porównamy, że w książeczce taki mały, a na żywo taki duży? Kurcze, no trochę mało. Czego więc nauczę swoje dziecko serwując mu taką lekcję? Że zamykanie zwierząt w klatach dla naszej radości jest ok?  Że są tylko eksponatami, a cena ich cierpienia równa się cenie biletu wstępu?

I to nie tak, że jestem zupełnie przeciwna takim miejscom. Mają i one pewnie swoje walory (jak radość dziecka). Nie mówię, że nigdy przenigdy do ZOO już nie pójdziemy, ani że zabronię pójść ze szkolną wycieczką. Ale gdyby się tak zastanowić. Przecież jest tyle innych możliwości mogących zaspokoić głód poznawczy dziecka. Gospodarstwa na wsiach i obrzeżach miasta. A tam prawdziwe stajnie, a w nich prawdziwe krowy, które najprawdziwsze mleko dają. Znam las, w którym sarny i jelenie, co rusz człowiekowi drogę zachodzą. A egzotyka. Jest w internecie.  O, na przykład TU. A kiedyś może i my zobaczymy ją na własne oczy.

 

Podobne wpisy

15 komentarzy

  • Reply evay 30 marca 2015 at 18:40

    za to stylowa Matyldy pierwsza klasa!

  • Reply Zuzi Clowes 30 marca 2015 at 20:04

    Mam podobne odczucia… Choć w berlińskim zoo zupełnie tego smutku nie widziałam. W chorzowskim, lokalnym, choć bywałam – często. I słonica, samotna jedna jedyna (a słonie to przecież takie stadne zwierzęta nie dla nich samotność!) chodząca w kółko niczym niespełna rozumu… Też mi się serce kraje. Nie sądzę, żeby nasze lokalne zoo było przesadnie intratnym interesem i widzę, że dbają o nie jak mogą. Ale co z tego. Czasem to po prostu nie wystarczy.

    • Reply radoSHE 30 marca 2015 at 20:19

      Dwa lata temu byłam w naszym chorzowskim ZOO, za dużo nie pamiętam, bo miałam pod opieką dwoje małych dzieci, skwar lał się z nieba, więc marzyliśmy tylko o wyjściu. Ale tę słonicę, jedną samiuteńką jak palec, pamiętam doskonale. I w tym budynku Akwarium, co jest obok wybiegu, pamiętam hipopotama, który stał w takim baseniku idealnie pod jego wymiary "skrojonym". Zero (dosłownie zero) przestrzeni, ani się obrócić, ani nic. I tak cały dzień, ku uciesze tłumów nad jego głową 🙁

    • Reply Mama Pana Adama 31 marca 2015 at 05:47

      Ja mam w ogóle wrażenie, że Chorzowskie jest jakby trochę zaniedbane. I smutku tam więcej niż w innych. W zagranicznych nie byłam, ale wydaje mi się, że we Wrocławiu jakoś tak lżej patrzyło się na zwierzaki. Większe wybiegi? W dalszej odległości od zwiedzających? Albo to tylko moje pochlebne życzenia

    • Reply Ruby Soho 1 kwietnia 2015 at 22:20

      Mam wrażenie, że czym mniej zadbane jest zoo tym bardziej nasza wrażliwość się uaktywnia. Gdy oglądałam zwierzęta w nowych "domkach" w chorzowskim, sporo tego ostatnio zrobili, małpy mają nowe budynki, wszystko eleganckie, ładnie wykończone – to mam całkiem pogodne samopoczucie. Hipcio w skrojonym na wymiar basenie wygląda na depresyjnego. Gdy tam byliśmy leżał pod wodą i nawet się nie pokazał. Nie dziwię mu się wcale. I ten słoń, czy też słonica. Miał duży wybieg, ale chował się w jednym kącie, łaził w kółko. Sam jak palec, a to przecież takie społeczne i inteligentne zwierzęta są 🙁 żal

    • Reply Drugi Numer 7 kwietnia 2015 at 19:29

      Ja byłam latem, też z dwojką pod opieką, ale sporo pamiętam (ze 2 lata temu też) i był to jeden z traumatyczniejszych wypadów w moim życiu. Poryczałam się nie raz. Hipopotam bardzo, ale to bardzo mi go żal. Wszystkich żal. Jak pomóc? Chodzić częściej, żeby z biletów było na ładne, nowe domki? Czy nie chodzić, aktywny protest, te sprawy? Szkoda myśleć.

  • Reply Polisz mam 30 marca 2015 at 20:11

    Ja tak się łapie emocje dziecioli, że zawsze wychodzę z zoo w cudownym nastroju…co do klatek i zwierząt to nie uznaje cyrku. On mnie zdecydowanie przygnębia, a traktowanie zwierząt zamiast do łez doprowadza mnie do płaczu…

  • Reply Matka Prowincjonalna 30 marca 2015 at 20:36

    My w wakacje wybraliśmy się do gdańskiego zoo i choć warunki były znosne, więcej nie pójdę.

  • Reply Aga z makeonewish.pl 30 marca 2015 at 21:44

    z tych samych powodów nienawidzę cyrków!!!! nigdy nie byłam i nie pójdę. tam zwierzaki mają jeszcze gorzej!!!! musza robić sztuczki, są karane i tresowane na naszą uciechę. żyją w klatkach bez wybiegów, te z zoo tez mają kiepso ale przynajmniej jakąs namiastkę normalności mają.. mam bardzo podobne myśli do Ciebie.. ale nikomu dotad o tym nie mówiłam, bo myślałam ze tylko ja tak uważam

  • Reply . MartynaG.pl 30 marca 2015 at 22:52

    Doczekać się nie mogę ciepłej niedzieli podczas której wybierzemy się do ZOO. A zgadzam się z Agą – cyrków nienawidzę po prostu! …

  • Reply Olomanolo.pl 31 marca 2015 at 07:21

    Mam neutralne podejście do Zoo, jest mi szkoda tych zwierząt, ale staram się o tym nie myśleć. Cyrków nienawidzę i im jestem przeciwna.
    I Zoo raczej nie jest dobrym biznesem, bo pochłania ogromne pieniądze.

  • Reply Konrad 31 marca 2015 at 07:34

    Olka w ZOO patrzyła tylko na ćwiiir (gołębie i wrony), jedną żyrafkę i jednego słonika. Reszta jej nie interesowała. A ZOO lubię, bardzo. Zwłaszcza Nosorożca. Zgadzam się jednak, że miejsce to trochę smutne, ze względu na specyfikę.

  • Reply Donna L. 31 marca 2015 at 14:26

    Zoo to okropne miejsce, przygnębiające. Czasem zarząd się stara, aby zwierzakom było jako tako, czasem rzeczywiście w ten sposób chroni się gatunki zagrożone wyginięciem. Niemniej jednak 95% zwierząt jest tam po prostu więzionych ku uciesze gawiedzi. Zabieranie dziecka do zoo mniej go uczy o zwierzątkach (więc sie naucyzłoby z książeczek i dobrych filmów przyrodniczych), więcej o tym, że człowiek czuje się panem całej przyrody.

  • Reply Lumpsterka 31 marca 2015 at 20:01

    A ja wcześniejsze wizyty w Zoo wspominam z ogromnym sentymentem, te gdy byłam jeszcze nianią. I do dziś pamiętam zachwyt Matiego, który karmił małe kózki, śmiał się, bo jedna z nich lizała go w rączkę, a potem nawet uciekła z zagrody. Ekscytację Tośki żubrem, zwłaszcza żubrem robiącym…kupę-to było ogromne WOW! Albo surykatki, które sobie dokuczały 🙂 I czekam na moją pierwszą wizytę z Polą, dziś radośnie reaguje na gołąbki, psiaki, kociaki i…wiewiórki w naszym parku. One nikogo się nie boją, a Mała aż piszczy na ich widok 🙂 A jak Matylda i jej wrażenia? Była zainteresowana? 🙂

  • Reply Kaaaciulkaaa 31 marca 2015 at 20:13

    Podobne odczucia miałam będąc kilka lat temu w łódzkim zoo… Część zwierząt stała jedno przy drugim bez ruchu, żal patrzeć…. Ostatnio będąc u znajomych pomyślałam o tym samym patrząc na klatkę z chomikiem, królikiem… Te zwierzątka dopiero mają mało miejsca, prawie nic, papugi to samo…. Zabiera się je z ich środowiska naturalnego i zamyka w małych klateczkach… rybki w akwarium okrągłym pływające w kółko na przestrzeni tak małej…

  • Odpowiedz