Podróże i miejsca

Mały kraj na wielkie decyzje!

9 kwietnia 2015
1062

Jest taki kraj, do którego lubię wracać. Destynacja pewnie banalna i maksymalnie spopularyzowana. Każdy był, każdy widział, każdy jest ekspertem. A jednak kocham to miejsce. Bo tam po raz pierwszy zakiełkowała myśl. Wtedy jeszcze głęboko w czeluściach głowy ulokowana, nieuświadomiona, spychana na margines. Ale już nie do unicestwienia i nie do wyplewienia. Zakiełkowała, rosła, aż wydawała owoc.

Od miesięcy czułam już tę pustkę. Praca, dom, zakupy, praca, dom…Krótkie dni, jeszcze krótsze wieczory. Czasami rozpacz, że się wypaliłam, że stąd to samopoczucie i brak czegoś czego określić nie umiałam. W weekendy chciałam poczuć. Że żyję. Koncerty, imprezy, spotkania, wyjazdy, przyjazdy. A to wszystko, by zagłuszyć ten głos co w głowie coraz głośniej łomotał. Że nie o to wszystko w tym wszystkim chodzi…

To były cudowne wakacje. Tylko my. Bez planów, bez zobowiązań. Gdzie nas oczy poniosą, tam pojedziemy. Co nam wyobraźnia podpowie, to zrealizujemy. Znaleźliśmy najpiękniejszy na świecie widok z tarasu, oszałamiał nas każdego dnia. W nocy szum fal wkradał się do pokoju, tak głośny, że nie dawał spać. I swoją palmę mieliśmy; na cichej pięknej i wpół dzikiej plaży. Każdego ranka o tej samej porze koło nas rozkładała się rodzina. Rodzice, dwoje starszych dzieci i jedno maleńkie. Może półtoraroczna dziewczynka. Obrazek jakich wiele i jakich widziałam tysiące…a mimo to nie mogłam oderwać od nich oczu. Zwłaszcza od tej kobiety, gdy tuliła maleństwo, przewracała się z nim w falach i zbierała kamienie. W ich gestach było…wszystko. Niesamowicie mnie wzruszały. To było dziwne.

Wieczorami przychodziliśmy pod tę naszą palmę z kocem, winem i świeżymi owocami. Chorwackie zachody słońca są najpiękniejsze na świecie. Niedaleko nas często lokowała się kobieta z synem. Rozkładali karimatę. Chłopczyk zawsze był już w piżamie bo zajmowali domek tuż na plaży. W ręku trzymał butelkę z mlekiem i tak zasypiał wpatrzony w gasnące niebo, wtulony w ramiona swojej mamy. A mnie wyobraźnia podpowiadała własne obrazy. Że kiedyś ja w ten sposób, z dzieckiem w ramionach, kończyć będę dzień.

Ten brakujące element mojej układanki. Wtedy go pojęłam. To nie było jak grom z jasnego nieba. Nie było też w tym tylko kalkulacji, że już wiek odpowiedni, sytuacja jasna i w sumie można by. To był proces długiego dojrzewania. Po prostu poczułam się gotowa. Pod tym słońcem chorwackim, na rozgrzanych kamieniach, z głupim kryminałem w ręku. Poczułam się gotowa.

Podobne wpisy

6 Komentarzy

  • Reply Pola 9 kwietnia 2015 at 13:41

    Ależ klimacik piękny…
    I rozmarzyłam się, zwłaszcza przy tym fragmencie o wieczorze na plaży z winem…

  • Reply . MartynaG.pl 9 kwietnia 2015 at 19:26

    Ja jestem po prostu zachwycona tym jak pięknie swoje wspomnienia ujęłaś w słowa 😉

  • Reply Paula W. 9 kwietnia 2015 at 21:41

    A u mnie decyzja sama się podjęła 🙂 I cieszę się bardzo, lepiej się ułożyć nie mogło 🙂

  • Reply Kamil 11 kwietnia 2015 at 19:21

    Ale tam ładnie 🙂

  • Reply Aga z makeonewish.pl 11 kwietnia 2015 at 22:06

    kocham Chorwację, my bylismy na Korculi. Kojarzę ten wyjazd z naszą spóźnioną o rok podróżą poślubną i ostatnimi wakacjami gdziekolwiek. a było to w 2011… tak mi tęskno za jakimkolwiek urlopem i wyjazdem poza okolicę

  • Reply Ruby Soho 13 kwietnia 2015 at 14:10

    Świetnie to opisałaś. Świadomie, u mnie było podobnie, chociaż – jak wiesz – w innych okolicznościach.
    Wizja chłopczyka z mleczkiem w piżamce na plaży rozczuliła mnie. Ach, nie miałabym nic przeciwko by własną rodzinę w takiej scenerii i przy zachodzącym słoneczku oglądac 🙂

  • Odpowiedz