Podróże i miejsca

Ruch jak na Marszałkowskiej!

28 maja 2015
PicMonkey-Collage13

Z tą Warszawą to nie jest prosta sprawa. No nie oszukujmy się. Nie jest ani spektakularnie piękna, ani zachwycająca. Ale mam do niej osobisty sentyment, bo przypomina trochę inne bliskie mojemu sercu miasto. Podobieństwa upatruję w tym, że jest ona tak samo … nieoczywista. A żeby pokochać, trzeba poznać. Miłością jeszcze nie pałam i pałać pewnie nie będę. Ale lubić, lubię coraz bardziej. Dlaczego? Chodźcie z nami na spacer widziany obiektywem…mojego telefonu.


Ponieważ mój mąż interesuje się przedwojenną architekturą Warszawy, każdy ale to każdy spacer, to wykład: Przed wojną było tak a tak, tu szedł rząd kamienic, tam kończyła się droga, zbudowali to po wojnie bo coś tam coś tam. Naprawdę minął się z powołaniem, powinien chyba zostać przewodnikiem wycieczek typu free tour. Ale dzięki temu jakiś tam ogląd, którego wcześniej nie miałam, teraz mam. Do tego przejrzałam x dokumentów i filmów przedstawiających powojenne zgliszcza, bo temat mnie wkręcił. A to sprawiło, że wkurzam się niemiłosiernie, gdy mówi się ot tak, po prostu, że Warszawa to paskudne miasto. I gdzie jej tam do Paryża czy Londynu i w ogóle nie warto przyjeżdżać i zwiedzać, bo oprócz hipsterów i celebryctwa, nic tu nie ma. A do tego brzydko!

O święta ignorancjo!

Nie wiem czy to kwestia współczesnej edukacji czy może nikt już dzieciakom w domach nie opowiada, że to miasto raptem kilkadziesiąt lat temu było tylko kupą kamienia. Że cały naród wspólnymi siłami przez kilka dekad ją odbudowywał. I nie jest to żadne pitu pitu, tak rzeczywiście było. A piękna nie jest, bo nam wschodni wiatr historii socrealizm przywiał. Ale jest. Nasza wszystkich. Choćby nie wiadomo jak bardzo była brzydka, nie mówmy o niej z pogardą.

Biznes rodzi biznes!

Gdyby tak przejść się po centrum miasta, ze wzrokiem wbitym w niebo, widok całkiem przyzwoity. Mieniące się srebrzyście drapacze sięgające chmur. Niczym w jakiejś dzielnicy biznesowej bardzo rozwiniętego miasta, typu Nowy Jork czy Tokio. No dobra, baaaardzo przesadziłam. Ale jeśli popuścisz wodze fantazji to z łatwością wyobrazisz sobie, że to tu właśnie korpo świat się rządzi, targety falują niczym wyborcze słupki, a odgłos szeleszczących banknotów staje się niemal słyszalny. Jest nowocześnie, wielkomiejsko i światowo (a już na pewno europejsko). Poza tym w tych szklanych ścianach pięknie odbija się zachodzące słońce. Lubię to.

Nowa dzielnica dla nowych ludzi

Gdyby tak wzrok opuścić trochę niżej widzimy typowe miejskie zabudowania. Dość specyficzne, bo to przecież ścisłe centrum miasta, wydawać by się mogło, że znajdziemy tu jakiś architektoniczny ład. ….A jest od sasa do lasa. Jedyną spójnością odznacza się Marszałkowska, gdzie socrealizm wyłania się pełną gębą. Powojenne władze stworzyły tu nową urbanistyczną wizję miasta, w myśl idei „ładu i równości społecznej”. I tak powstały jedne z najmniej atrakcyjnych powojennych zabudowań, czyli Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa, w skrócie MDM. Szare, smutne, zunifikowane, betonowe klocki. A jeśli w tym obszarze po bombardowaniach, zachowały się jakieś budynki, to wyburzali w nich balkony i malowali w tym błotnistym kolorze, żeby dopasować do reszty. Socrealizm nie znosił indywidualizmu.

Warszawa jak piękna kobieta

Ale wystarczy zboczyć z kursu i robi się naprawdę bardzo miło. Na przykład na takiej ulicy Koszykowej, Pięknej, czy Szucha. Mało mam  zdjęć, ale musicie uwierzyć że jest ładnie. Tutaj zachowało się nawet kilka przedwojennych kamienic, a część zrekonstruowano według przedwojennego ducha. Na Alejach Ujazdowskich zachwyca każda kolejna elegancka willa. Jest cicho, trochę nawet zielono, a stoliki na chodnikach kuszą nęcąco. Będąc w ścisłym centrum warto zboczyć z kursu najbardziej charakterystycznych dla miasta tras.

Jezus z Emilii Plater.

Warszawa jest intrygująca w swej nieoczywistości. Weźmy na przykład taką ulicę Emilii Plater, jedną z głównych w centrum. Modne restauracje i kawiarenki,  biurowce, drogie butiki, czynsze sięgające kosmosu…i on. Pan Jezus. W najbrzydszym chyba podwórzu, jakie kiedykolwiek widziałam. Stoi sobie bokiem do ulicy, a przodem do obskurnej kamienicy. Patrzy wprost na łupiącą się ścianę i śmietnik. I jest w tym obrazku coś ściskającego mnie za serce. Jaskrawy symbol ludzkiej samotności. Ale i nieskończonej wiary, że ktoś kiedyś się pojawi. Podobno nikt nie wie, kiedy figurka ta dokładnie pojawiła się w podwórzu. Być może pochodzi jeszcze z XIX wieku, kiedy mieszkańcy dzielnicy, dziękowali w ten sposób za wyjście cało z epidemii cholery. Pewne jest natomiast, że podczas okupacji, gdy wiele kościołów było zburzonych lub niedostępnych, to tu właśnie gromadzili się wieczorami ludzie na wspólne modlitwy.

I’m such a hipster!

Skoro o zjawisku tym była już mowa, zabieram Was w samo jego epicentrum. Plac Zbawiciela też znalazł się ostatnio na naszej trasie. Fakt. Tętni życiem niemal całą dobę. Fakt. Są tu fajne i i smaczne lokale. Fakt. Jest kolorowo i oryginalnie i wprost nie wypada wyglądać w tym miejscu zwyczajnie. Bardzo lubię taki klimat. Ale tutaj w ogóle nie rozumiem fenomenu tego miejsca. Zawsze odnoszę wrażenie, że wszystko jest tu odrobinę za bardzo na siłę, zbyt wymuskane, zbyt wystudiowane. A zjawiać się tu po prostu trzeba, bo tak wypada jeśli chce się być w imprezowym mainstreamie. To co najbardziej charakterystyczne to oczywiście tęcza, której autorką jest Julita Wójcik. Choć instalacji przypisuje się różne znaczenia, sama artystka mówi, że chciała, aby tęcza była po prostu i tylko piękna.

„Złote” czasy PRL-u

Mimo dynamicznego rozwoju miasta wciąż można jeszcze zobaczyć ślady bolesnej przeszłości. Na przykład ślady po kulach w ścianach budynków czy fragmenty muru getta. Ale bardziej rzucające się w oczy są jednak PRL-owskie relikty, które niektórych straszą, a u innych wzbudzają nostalgię. Na przykład wszech obecne bazarki i pawiloniki sprzed epoki, nie przystające niczym do niczego. Szyldy przedsiębiorstw, których dawno już nie ma, a w ciąż jeszcze z obłupaną farbą wiszą. Celowym zwrotem do historii Warszawy jest natomiast przywracanie życia przedwojennym neonom. Marszałkowska była najbardziej „zneonizowaną” ulicą Polski. Tworzenie neonów w pewnym okresie postrzegane było niemal jako sztuka. Neony nie tylko były elementem dekoracyjnym, ale również kreowały rzeczywistość. W latach 50/60-tych powszechne było reklamowanie na nich produktów, które nigdy nie pojawiły się na sklepowych półkach.

Żeby wyrobić sobie pogląd na temat jakiegokolwiek miejsca, nie wystarczy go tylko zobaczyć. Trzeba poznać i zrozumieć. Tylko wtedy nasza ocena będzie pełna. Przez lata prychałam na warszawską starówkę. Że nie ma duszy, klimatu, niczego. Że fake i komercha. Nie to co Kraaaków! I mimo, że przecież znałam historię, to nie uświadamiałam sobie jej ciężaru. A późnij ogarnęłam ten fakt naprawdę. Że przecież tego miejsca nie było, że było zrównane ziemią. Zwały gruzów wypełniały ulice do wysokości pierwszego i drugiego piętra. Można było postawić kolejne klocki, a można było podjąć się karkołomnego czynu, jakim była rekonstrukcja tego miejsca. Na Starym Mieście dalej nie odczuwam szczególnego ducha, ale teraz przynajmniej rozumiem jego historię. A ona wzbudza mój respekt.

Uff. Ktoś dotrwał do końca? Dziękuję! Mówi się, że jaki bloger takie zdjęcia, ale musicie mi to wybaczyć, lepszego sprzętu pod ręką nie miałam. Następnym razem lepiej się przygotuję…a zwiedzać będziemy Pragę 🙂

Podobne wpisy

30 Komentarzy

  • Reply Matka Prowincjonalna 28 maja 2015 at 18:23

    podoba mi sie ten wpis i zdjęcia z telefonu wcale nie gorszej jakości, niż te z lustrzanek 😉

  • Reply Irrines 28 maja 2015 at 18:35

    Za ok. 4 miesiące wyprowadzam się do Warszawy. Pierwsza opinia, z jaką się spotkałam, to "po co? przecież to takie szare miasto". Fakt, ale pojechałam tam sobie na weekend, żeby trochę pochodzić. Poszłam na Bulwary, nad Wisłę, spałam niedaleko Teatru Ateneum, więc gdzieś w tych okolicach trafiłam na obiad. Poszłam do Nienażartego, na Solcu. Dawno nie byłam w miejscu tak klimatycznym. Obsługa znakomita, danie przepyszne, wystrój elegancki, ale zarazem na luzie, a w tle leciała Kate Melua. Warszawa Warszawą, mnie urzekają wąskie uliczki w tych mniej znanych rejonach i fajne miejsca, gdzie można zjeść 😉 Np typowa naleśnikarnia, również na Solcu. Nie mogę się doczekać, aż jeszcze bardziej poznam to miasto, we wszystkich jego aspektach 🙂
    Zdjęcia i tak są dobre 🙂 Pokazałaś, to co chciałaś i to się liczy ! 🙂

    • Reply radoSHE 29 maja 2015 at 09:24

      Zdecydowanie nie jest szare (no, może poza centrum;)). Mnóstwo parków, zielonych skwerków i miejsc do przemierzania:) Wszystkiego dobrego w nowym miejscu! 🙂

    • Reply Misako - matka po japońsku 3 czerwca 2015 at 20:28

      wawka to najfajniejsze miasto w PL

  • Reply ms 28 maja 2015 at 18:57

    Bardzo dziękuję za ten spacer zaczytalam się i aż mi było żal jak post się Skończył mam nadzieję że oprowadzisz nas jeszcze po innych zakątkach wawy. A zdjęcia? Zdjęcia są klimatyczne buziaki i pozdrosy z szarych myslovicow

  • Reply Sieje Teje 28 maja 2015 at 19:12

    Ja bym wcale nie powiedziała, że to są zdjęcia zrobione telefonem 🙂

  • Reply Ruby Soho 28 maja 2015 at 20:50

    Ja, ja dotrwałam do końca! Bardzo interesujący wpis – o Wawie niebanalnie.
    I jeszcze bardziej się nakręciłam na porządny spacer po tym mieście – z lokalną przewodniczką ma się rozumieć 🙂
    Zdjęcia świetne. Jestem pewna że mój telefon nie ogarnąłby tego tak dobrze 🙂

    • Reply radoSHE 29 maja 2015 at 09:25

      Ok, który weekend w moim napiętym grafiku mam zarezerwować ?;)

  • Reply Polisz mam 28 maja 2015 at 21:50

    Ja pokochałam Warszawę dopiero kilka lat temu choć mieszkam w niej od zawsze…to miasto trzeba poznać i kocham ją właśnie za tą nie-oczywistość:))

    Ps. Praga to dzielnica mojego męża więc mam do niej ogromny sentyment:))

  • Reply Francuska Bombonierka 29 maja 2015 at 06:01

    Dzięki za ten post. Urodziłam się i wychowalam w Warszawie a nie było mnie tam juz 20 lat! Nie mogę się doczekać, aż pokażę ją dzieciom. Kocham to miasto, nawet starówkę, moze dlatego, ze warszawskie dzieci uczą się o tym, że tego miejsca nie było. Przynajmniej uczyły się 20 lat temu 😉 Czekam na dalsze warszawskie spacery.

  • Reply Retromoderna 29 maja 2015 at 07:40

    Bardzo ciekawy wpis. Ja w Warszawie bywam rzadko, ostatnio tuż przed ciążą, czyli w 2013 roku. 😉 Może zrobię podobny wpis o Krakowie.

    • Reply radoSHE 29 maja 2015 at 09:26

      Zrób koniecznie! Mimo, że Kraków znam od podszewki, to zawsze czytam relacje widziane innymi oczami, okazuje się wtedy, że nic nie wiem 🙂

  • Reply Pati Be 29 maja 2015 at 09:18

    Doczytałam do ostatniej kropki…Świetny wpis. Ja właśnie, pomimo nie za częstej bytności w stolicy mam słabość do tego miasta. Właśnie za te klimatyczne zakątki. Za ten powiew przeszłości. Fajnie jest no 😀

  • Reply kurs niemieckiego 29 maja 2015 at 12:54

    Pisz dalej ! Rewelacja 😀

  • Reply Komiteptol Blog 29 maja 2015 at 16:23

    Kurcze, ale świetna recenzja miasta! Zazwyczaj nudzą mnie takie posty, ale tego wciągnęłam do końca na jednym wdechu 🙂 Super! Szkoda, że Warszawa tak daleko i że zawsze jak tam jestem to w pośpiechu i przejazdem. Może kiedyś uda się wygospodarować kilka dni, aby poszwędać się po stolicy, a nie przelecieć ją raz dwa… / Agata

  • Reply Oh Deer Blog 29 maja 2015 at 20:44

    Agnieszka…po pierwsze to Ty powinnaś zostać przewodnikiem wycieczek a nie Twój mąż, a po drugie to na tym zdjęciu tęczy złapałaś chyba taxówkę z serialu 'Zmiennicy":) Dzięki za ten wpis, nie dość, że przyjemnie się czytało to jeszcze przyniósł wiele pięknych wspomnień jakie mam z Warszawą.

    • Reply radoSHE 3 czerwca 2015 at 13:39

      Zmiennicy! Bo to było zwiedzanie w duchu PRL 😉

  • Reply Kasia 2 czerwca 2015 at 08:39

    Do czasu studiów mieszkałam 30 km pod Warszawą. Czasami przyjeżdżałam tu na zakupy, ale bardzo nie lubiłam tego miasta, bo jego pęd i hałas mnie przerażały. Zawsze wracałam do domu z koszmarnym bólem głowy i rozbiciem. Teraz, kiedy tu mieszkam jestem zachwycona. Owszem, wsiąknęłam w warszawski pęd, ale lubię tu być, niektóre miejsca są naprawdę urocze!

  • Reply Magda Fou 2 czerwca 2015 at 08:48

    dziękuję za piękny spacer po Warszawie.. mieszkałam tam wiele lat w czasie studiów i po.. mieszkałam jakiś czas przy Pięknej, o której wspominasz, pamiętam, że kiedyś przyjechał do mnie kolega i poszliśmy na Stare Miasto od Pięknej przez Plac Trzech Krzyży, Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście.. był w szoku, że tak pięknie! uwielbiam Łazienki, Mały Rynek, mam sentyment do Warszawy 🙂 a turyści uwielbiają Polskę, może trochę też za te pozostałości wschodnich wiatrów 🙂 i mimo że teraz mieszkam w Rzymie i mam muzeum na świeżym powietrzu na wyciągnięcie ręki to natchnęłaś mnie na taki spacer z aparatem po Warszawie przy okazji następnej wizyty 🙂 pozdrowienia!

    • Reply radoSHE 3 czerwca 2015 at 13:40

      Rzym <3 Wybieramy się tam od miesięcy!

  • Reply Aleksandra Stromecka 2 czerwca 2015 at 09:54

    A ja kocham Warszawę, ale może dlatego, że od maleńkiego jestem z nią związana. Widzę zachodzące w niej zmiany i coraz bliżej jej do wielkich, pięknych, europejskich miast. Moim zdaniem ma ona klimat i lubię przespacerować się uliczkami, zarówno tymi bardziej turystycznymi, jak i mniejszymi. Piękne parki, wspaniałe restauracje i energia bijąca od tego całego zgiełku. Rozumiem też, że nie każdy to lubi.

  • Reply Sy 2 czerwca 2015 at 10:04

    Bardzo dobrze ogląda się Warszawę Twoimi oczami. Jezus zrobił na mnie duże wrażenie, będę musiała go odwiedzić osobiście. Czekam na relację z Pragi 🙂

  • Reply Aneta Pawlik 2 czerwca 2015 at 10:37

    W Warszawie byłam jedynie na 1 dzień i bardzo spodobał mi się rejon Saskiej Kępy 🙂 Denerwuje mnie kiedy ludzie zaczynają porównywać miejsce mówiąc 'Wygląda jak Praga, nie ma po co jechać'. Krótkowzroczność, bo każde miejsce jest niepowtarzalne. Czasami mówię 'To miasto jest jak Wiedeń i Budapeszt zmiksowane razem' bo brak innych słów, a te dwie stolice kocham nad życie i nie umiem inaczej określić tej atmosfery. A potem dodaję listę rzeczy wyjątkowych w każdym z miejsc gdzie byłam 🙂

  • Reply Mama Pana Adama 2 czerwca 2015 at 12:32

    No widzisz, a jak ja mówię mojemu K., że chętnie przejadę się do Warszawy, bo bywałam tylko przejazdem, to słyszę: "A po co – tam nic ładnego nie ma". A ja tam swoje wiem i zrobię nalot. Co jak co, ale w stolicy nie być swojej własnej to hańba:) Piękne zdjęcia!

  • Reply Pola 2 czerwca 2015 at 13:18

    Bardzo fajny wpis!

    Sama Warszawy za bardzo nie znam, choć pamiętam, że polubiłam całkiem podczas egzaminów wstępnych na studia (ale studiowałam w Lublinie w końcu).
    Muszę się kiedyś wybrać na porządne zwiedzanie, najchętniej właśnie z jakimś przewodnikiem ( i najchętniej bez nieletnich:) )

  • Reply Trzydziestka z VATem 2 czerwca 2015 at 19:24

    Bardzo ciekawy wpis. Pokazałaś miejsca, których ja jako rodowita nie widziałam Ciekawa jestem jak Waszymi oczami będzie wyglądał Stary Żoliborz 🙂

  • Reply Panna Oceanna 2 czerwca 2015 at 19:38

    Marzy mi się pojechać do Warszawy.Byłam jako dziecko jedynie i mało z tego pamiętam. Może w tym roku wyciągnę Arka na weekend 😉

  • Reply Zenja 2 czerwca 2015 at 21:00

    Uwielbiam odkrywać to miasto! Jest takie różnorodne i zaskakujące 🙂 Nie znam Jezusa z Plater, więc z chęcią Go zobaczę. Dzięki za to odkrycie 🙂 A ja polecam "poszlajać" się po kanajpach warszawskich z alternatywnymi metodami parzenia kawy. Mają klimat! 🙂

  • Reply powerpinkyx 10 czerwca 2015 at 21:10

    "Moja Warszawa" 🙂 Mieszkałam w tym mieście przez 1,5 roku i jeszcze zanim się tam przeprowadziłam to się zakochałam. Jeśli chodzi o Polskę, to nie wyobrażam sobie żeby mieszkać gdzie indziej. Ale zdaję sobie sprawę, że wiele osób jej nie lubi. Myślę, że to kwestia wspomnień, ludzi, przeżyć. Bo sama tak naprawdę nie potrafię wyjaśnić dlaczego tak bardzo ją kocham.

  • Odpowiedz