Dziecko

Dlaczego nie zachwycam się własnym dzieckiem?

15 czerwca 2015

W życiu młodej matki jest kilka okresów zachwytu nad własnym dzieckiem. Preludium mamy w okresie prenatalnym. Skacze nam potomstwo po żebrach, pęcherzach, wątrobach – a my dzierżąc na twarzy błogi uśmiech opowiadamy, że  rośnie „mały Messi, CR7, czy inny Lewandowski”. Mdłości wykręcają wnętrzości – ale to dobrze, znaczy że będzie inteligentne! A po porodzie jest jeszcze gorzej.

Pierwszy etap trwa konkretny kawał czasu! 

Młoda mama (w 99.9% pierworódka) rozpuszcza się jak cukier w herbacie w zachwytach nad swym potomkiem. Że nietuzinkowe, nieprzeciętnie mądre (bo przecież symptomy już u trzymiesięczniaka widać), niebywale komunikacyjne, niesłychanie rozwinięte i najpiękniejsze do tego. Wiedzą tą wciąż niestrudzenie dzieli się z całym światem (z całym to całym, włącznie z panią sprzedawczynią z mięsnego). Odczuwając przy tym lekka nutkę rozgoryczenia, gdy ktoś subtelnie usiłuje zmienić temat albo w zachwytach wtóruje odrobinę słabiej. Znacie to? Na pewno!  Trwa to kilka dobrych miesięcy. A później coś się dzieje. Hormony opadają? Mózg do swoich rozmiarów wraca? Pole widzenia się rozszerza? Nie ważne. Dostrzegamy, że każdy dzieć dla każdej mamy tak samo wyjątkowy i wspaniały, więc wybić z tym naszym małym cudem nie będzie jednak łatwo. A w związku z tym przychodzi uczucie opamiętania, no bo cóż właściwie świat interesuje, że  pod swym dachem chowamy iajnsztajna?!

I tu zaczyna się etap drugi.

W którym właśnie aktualnie jestem. Dziecko nadal cudowne, tu nic się nie zmieniło. Ale grupa odbiorców znacznie się zawęża. Proceder nieobyczajnego chwalenia ulega ukróceniu. Mąż, dziadkowie, najbliższe ciocie, wujkowie, kuzyni i oczywiście przyjaciółki. Bardzo ograniczone grono! Wiszę więc na słuchawce godzinami i  opowiadam chętnym-miłosiernym, co słuchać mnie jeszcze chcą, jakie to nasze dziecko w wyjątkowości swej zupełnie wyjątkowe. Ale skończyły się czasy, gdy pół nocy wpatrywać się mogłam w śpiącego malucha. Dziś cenię sobie BARDZO (bardzo, bardzo) każdą minutę osobno. A do spotkanych mam z noworodkami, raczących mnie słodkimi detalami, uśmiecham się z sympatią, acz delikatnym pobłażaniem. Przecież to byłam jeszcze ja rok temu! Im też to minie. Kiedyś robiłam zdjęcia na muzycznych zajęciach dla mam i ich dopiero co urodzonych dzieci. Oglądał te zdjęcia mój mąż (popatrz jaką Matik tu śmieszną minkę zrobił, ale popatrz, no wiem, że widziałeś, ale POPATRZ jeszcze raz!). No więc oglądał i rzekł w końcu, że na każdym, ale to na każdym zdjęciu widzi to samo. Mamy wpatrzone niczym w jaśniejące słońce, w te swoje leżące na kocykach zaślinione latorośle. I żadnej interakcji pomiędzy nimi. Faktycznie! Że ja tego w tamtym okresie nie zauważałam. Dopiero teraz, na tych samych zajęciach, my kobiety poznajemy się nawzajem, tematy rozszerzają kręgi daleko pozadzieciowe, a te ostatnie im dalej od nas się bawią, tym lepiej.

Podobno jest i etap trzeci (w który nie do końca wierzę)

Podobno przychodzi wraz z wiekiem. Podobno przechodzą do niego od razu mamy z ilością dzieci większą niż jeden. Albowiem wszystko jest już normą. Uśmiecha się? No uśmiecha, słodko. Jak każde dziecko co skończyło sześć tygodni. Chwyta zabawki, przewraca się na brzuch/plecy? To bardzo pięknie, ale czy naprawdę powód do takiej korby?  Trzeci etap to czas racjonalizacji, opanowania i spokoju. Dążę do tego, choć wiem że nie jest to perspektywa najbliższej przyszłości. Gdyż ponieważ inaczej nie umiem!

A napisałam to ja. Matka-totalna wariatka-na punkcie swojego absolutnie wyjątkowego dziecia! Wybaczcie, ale właśnie skończyła 1 i pół roku i duma i zachwyt po prostu mnie rozpiera!!!


Podobne wpisy

26 komentarzy

  • Reply Komiteptol Blog 15 czerwca 2015 at 20:06

    :))) Każdy etap ma swoje uroki chyba. I trzeba sobie pozwalać na właśnie te (z perspektywy czasu) nieracjonalne cieszenie się, że dziecko w żebra kopnie, a my zwijamy się z bólu. 🙂 I te setne przeglądanie jednego i tego samego zdjęcia. I cieszeniu się z każdego uśmiechu i podniesienia zabawki. To jest piękne, że są takie etapy, w których tak niewiele cieszy… Z łezką w oku będziesz je wspominała, jak Matylda pójdzie na pierwszą randkę i pojawią się problemy wieku dorastania. A będzie rozchwytywana, ja to wiem! 🙂 Także Mamuśka, trzymaj tą swoją słodycz i roczulaj się nad nią, póki nie da popalić jeszcze ;)))) / Agata
    P.S. Przez Twojego bloga umieram na imię Matylda 😉 Jak będzie mi dane mieć dziewczynkę, będzie Matylda! 🙂

    • Reply radoSHE 15 czerwca 2015 at 20:26

      Matyldy to super dziewczyny 🙂 :*

  • Reply Aga z makeonewish.pl 15 czerwca 2015 at 20:20

    Agucha tak myślałam, że ten tytuł to podpucha, bo jak się można nad piękną i taką rozmowną Mati nie rozczulać i nie zachwycać? To ja ciotka wirtualna mdłości przełykam by do Was tu zerknąć i się Radoshe`owym dziecieciem zachwycić, to i rodzona matka miałaby nie ahować i ohować? Pewnie że są dni kiedy mniej się zachwycamy, i tak jakoś normalnie jest, ale za chwilę są kolejne w których znów się nacieszyć brzdącem nie można. Mnie aktualnie Maja znów zachwyca. Zakochuję się w Niej codziennie..

    PS ale masz rację, mdłości w drugiej ciąży juz tak nie cieszą jak w pierwszej

    • Reply radoSHE 15 czerwca 2015 at 20:25

      Ależ ja się Matyldą wciąż zachwycam, z każdym dniem coraz bardziej, bo działa na nas jak jakiś narkotyk…tylko wiesz, już nie tak ostentacyjnie 😉 Trzymaj się Aga!

  • Reply mutrynki.pl 15 czerwca 2015 at 21:07

    Czyżby to piękny Wilanów? A Wy dziewczynki wyglądacie niewyjątkowo wyjątkowo 😉

    • Reply radoSHE 15 czerwca 2015 at 21:54

      Masz oko! Wilanów 🙂

  • Reply Żaneta Szołtysek 15 czerwca 2015 at 21:37

    Ten zachwyt to wpisany jest w uroki macierzyństwa forever 😉

  • Reply Drugi Numer 15 czerwca 2015 at 21:47

    A co jak nie weszłam w fazę drugą? Albo płynnie przeszłam w zachwyt kontrolowany? Bo w sumie wytrzymuję bez małej trochę, wkurzać mnie nawet zaczęła, ale nadal rozpuszczam się jak ten Twój cukier w herbacie (piękna fraza) co-abso-lutnie-dziennie. A, że dziecko mam, wiadomo ;), genialne, co widzą też inni (wiadomo!) to nie zadręczam publiki bliżej mi nieznanej (pani z mięsnego) ochami i achami nad Polką (bo wiadomo, że powinna sama się zachwycać, nie???) 😉 – z przymrużeniem oka wszystko! A Matik Twój piękny, więc zachwycaj się dalej (bez ściemy i kurtuazji).

  • Reply Paula W Domowym Zaciszu 15 czerwca 2015 at 22:33

    To mnie dopadł ten trzeci etap już 😛 Nie śledzę z miesiąca na miesiąc co Lenka powinna już umieć, jak to było przy Franku, ale gdy patrzę na nich dwójkę, jak np dziś Franek szalał w pokoju, a Lenka patrząc na niego śmiała się w głos to w taki zachwyt wpadłam, że wszystkim z którymi dziś rozmawiałam o tym opowiadam, jakby nie wiadomo co się wydarzyło 🙂
    Piękne zdjęcia, nie mogę się napatrzeć 🙂 A Matylda jak zawsze cudowna 🙂

  • Reply Ruby Soho 15 czerwca 2015 at 23:50

    Masz prawo się zachwycać, bo Mati to nie jest jakaś pierwsza lepsza mała dziewczynka (tylko jedna z najpiękniejszych małych dziewczynek jakie znam!!!) I ja Ci to mówię- taka matka, co rzadko się rozczula nad dziećmi.. to znaczy w środowisku domowym rozczula się non stop, ale przy tak zwanych "ludziach" lub na blogu musi zawsze okrasić swoją miłość jakąś nutką ironii, by nie było zbyt banalnie 🙂

    • Reply Ruby Soho 15 czerwca 2015 at 23:51

      a etap jaki mam? chyba piąty. Nie wiem ile ważą i ile mają zębów. nie wiem co powinny robić dzieci w ich wieku, i nie zaprzątam sobie tym głowy. Coraz częściej uznaję że najlepszą zabawką edukacyjną jest .. błoto. Jakoś się mimo wszystko rozwijają 🙂

    • Reply radoSHE 18 czerwca 2015 at 09:02

      super etap, ja już też nie patrzę co powinna umieć (bo wiadomo, że już wszystko umie, cnie? ;)) Ale zęby liczę dalej:)

  • Reply Mama Pana Adama 16 czerwca 2015 at 06:08

    Ja chyba na dobre ugrzęzłam w etapie pierwszym:) Ale mamie roczniaka jeszcze chyba można?:)

  • Reply Francuska Bombonierka 16 czerwca 2015 at 07:12

    A ja się Milą ponownie zachwycam, jeszcze bardziej niż Florkiem w tym wieku. Ale masz rację, bardziej dla siebie, nie nawijam w kółko o tym jak to mała się przewraca z boku na bok i jak to zabawki ładnie w rączce utrzymać potrafi. A potrafi! ;D

  • Reply Agata Adamczewska 16 czerwca 2015 at 11:34

    Ja się zachwycam strasznie i na każdym kroku i dlatego założyłam bloga, żeby nie wylewać tych zachwytów na wszystkie przyjaciółki i prywatny FB. No i daje upust swojej radości na blogu, w domu też ale z tymi co też tak się puszą i pękają z dumy nad Igorem. Z resztą jak patrzę na Twoją córkę, to sorry no ale NIE DA SIĘ nie zachwycać 🙂 cudna jest po prostu 🙂 Więc usprawiedliwiam się tym, że po prostu inaczej się po prostu nie da.

  • Reply Aga 16 czerwca 2015 at 12:05

    Ja przy drugim dziecku przechodzę etap "wszystko jest normalne". To cudowne jak moje dziecko się śmieje, wkłada stopy do buzi i gaworzy, ale nie jest to już takie odkrycie.
    Przy pierwszym nie mogłam się doczekać raczkowania, siadania, jedzenia czegoś innego niż mleko, a teraz? Upajam się spokojem i leżącym bobasem, który potrzebuje tylko świeżej pieluchy i mleka 🙂

  • Reply Monika Mo 17 czerwca 2015 at 04:54

    U mnie ten pierwszy etap zachwytu trwał około rok. Po pierwszych pulpecich urodzinach jakoś mi minęło. Jasne, że jestem zakochana w swoim synu, powtarzam mu każdego dnia jaki jest cudowny, ale nie mam już potrzeby trąbienia o tym całemu światu, pokazywania wszędzie zdjęć z jego słodkimi minkami i opowiadania o każdym jego milowym kroku.

  • Reply calareszta.pl 17 czerwca 2015 at 08:11

    Takie prawo matki, więc zachwycaj się do woli! Moje dzieci są dla mnie najpiękniejsze!

  • Reply Kasia Szreder, HaloMisiu 18 czerwca 2015 at 08:46

    Też jestem w drugim etapie. To dobry, zdrowy etap i to chyba naturalna kolej rzeczy 🙂 Co nie zmienia faktu, że uwielbiam mojego syna do nieprzytomności!!! 😀

  • Reply Oh Deer Blog 23 czerwca 2015 at 00:04

    Matyldzia jaka piękna sukienka…eno, eno:)

  • Reply Lumpsterka 23 czerwca 2015 at 21:06

    Ja mam czasem jeszcze czwarty etap "Zabierzcie to dziecko ode mnie" 😛

    • Reply radoSHE 23 czerwca 2015 at 22:25

      No oczywiście, że taki jest. Jak mogłam o tym zapomnieć !:)

  • Reply Toe Pain 22 grudnia 2015 at 21:19

    Your feet swell during running, as much as a full shoe size.
    Whether it’s in your neck, back, feet, or any part of the body, our bodies should not hurt, and we should not have to
    compensate for pain. When insurance companies stress preventive health, they always
    emphasize doctor exams over laboratory tests.

  • Pozostaw odpowiedź Aga z makeonewish.pl Anuluj