Codziennik

A miało być tak pięknie!

17 czerwca 2015

Dziś miał być bardzo motywujący post o kobiecym networkingu. Miało być inspirująco o możliwościach znalezienia ciekawej pracy w sieci. Miało być o wyzwaniach i pomysłach, które warto realizować. Ale nie będzie. Będzie o tym jak zrobić z siebie ofiarę losu i sierotkę roku w jednym. W godzinę czasu.

A więc plan wcale nie był z tych ambitnych, pfff…dostać się w miejsce A oddalone od miejsca B – o 1,5 kilometra. Banał. Co ja tam sobie będę tramwajami głowę zawracać. Poranek taki piękny, godzina taka młoda i ponad sześćdziesiąt minut w zapasie. I Matylda może zaśnie, co było by wysoce wskazane.  Po drodze jakieś Hebe się przyplątało, jakiś H&M się napatoczył. Ale LUUZ. Wciąż mam 40 minut, a do celu już pewnie mniej niż kilometr. Adres w głowie. Idziemy.

Pierwsza przeszkoda pojawiła się szybko. Most Poniatowskiego. Ja jestem na górze, a nie chcę górą, bo mój cel na dole. Próbuję więc zjechać. Krążę i szukam windy. Nie ma. Most za stary, windy nie ma. Zjazdu dla kółek też nie ma. Jak chcę sobie w dół zjechać to podobno jakimś parkiem tysiąc kilometrów dalej. Przybrałam więc minę pełną cierpienia i czekać wcale długo nie musiałam; miły starszy Pan zaoferował swą pomoc. Schody strome, kilku poziomowe, naprawdę długie. A Pan zziajany. Postawił nas na jakimś półpiętrze, pokierował na lewo i szybko uciekł. A na lewo…nie ulica jak się spodziewałam, a peron kolejowy PKP Powiśle! Gdzie ja w ogóle jestem??? No dżizas krajst! Biegnę do końca platformy i co znajduję się na jego końcu? Schody! I tu zaczynają się schody konkretne, bo peron pusty, oprócz dwóch chłystków żywego ducha nie uświadczysz. Tu już nie mogę zgrywać ofiary, muszę łapać kogokolwiek o najmniejszych chociaż znamionach siły. Trochę to trwało, ale jest! Udało się! Jesteśmy na dole.

Gdzie jest ulica Solec? Pytam jedną osobę, drugą, trzecią. Nikt nie wie, wszyscy nie stąd. W końcu łapię jakąś Panią w sile wieku i mam konkretną informację. (Pamiętajcie, w Warszawie o drogę pytajcie tylko starsze pokolenie). Wpadam na moją ulicę, a tam numer 115! A ja mam być pod numerem 4! A więc sprint! Wciąż mam jakieś 25 minut w zapasie. Biegnę chodnikiem, slalomem omijam przeszkody. A w myślach złorzeczę. Pierwsze zdania na posta układam, na mail do stołecznego urzędu treść tworzę! Co to w ogóle ma być!!! Stolica! Pchi! A gdzie udogodnienia dla matek z dzieckiem. Dla niepełnosprawnych. Gdzie windy, podjazdy, zjazdy, objazdy. I to nie na jakichś peryferiach, tylko w samiuteńkim centrum Warszawy. Po prostu wstyd! No więc tak sobie skargi w głowie składam, i biegnę przy tym i obserwuję jak numery na budynkach powoli spadają. Już 64, już 48….Jestem zgrzana, spragniona, wyglądam jak po maratonie. Dobrze, że chociaż Matik śpi. Dojdę na miejsce, odpocznę, kawy się napiję, więc mi i ten wk*** na okoliczności przejdzie. Kto wie, może nawet nic nie napiszę. Dochodzę do numeru 20….a tu koniec! To znaczy niby nie koniec, bo ulica ciągnie się dalej, ale koniec jakichkolwiek zabudowań. No tak nie może być! Teraz to ja już naprawdę pędzę. Po jednej stronie płynie Wisła, po drugiej rosną chaszcze. I znowuż żywego ducha niet, żeby zapytać o jakąś podpowiedź. Biegnę, biegnę, wydaje mi się że już z minimum kilometr wzdłuż tej rzeki biegnę. Czemu nie ubrałam trampek tylko jakieś przyciasne baletki? W końcu jest!!! Taksówkarz! Moje wybawienie! Kto jak nie on wskaże mi drogę. Taksówkarz podrapał się po głowie i rzecze – nie ma takiego adresu jak Solec 4, przynajmniej on nie zna. Teraz to się już porządnie wkurzyłam i peroruję swoje – że przecież ja mam zaproszenie od poważnej instytucji, a na zaproszeniu jak byk taki adres widnieje! Gość się, aż za głowę chwycił. Mapy jakieś powyciągał. 20 lat pracuje w zawodzie, a w życiu takiej zagwozdki nie miał. No nie wie i tyle, ale w domu wieczorem tę zagadkę Solca 4 na pewno sobie rozwikła. Yhy, suuper.

No niech mnie kaczki podziobią, teraz to już muszę znaleźć ten adres. To już się kwestią ambicji stało! Ach jaką jak skargę wysmaruję! Kto to widział tak kiepsko miasto oznaczyć. Stolica, phi!!! Wyciągam telefon, może tam zadzwonię, podpytam o drogę…i wtem CO JA PACZĘ???….na zaproszeniu adres Smolna 4. Smolna! Nie Solec! Skąd ja wzięłam ten Solec się pytam? Myśl Agnieszka, myśl. Przekuj tę porażkę w jakikolwiek sukces. Sprawdzam na googlu, Smolna wcale nie tak daleko, zresztą dopytam po drodze. Na zegarku 10.10, ale gdyby się tak mocno rozpędzić, gdyby tak w ruch kółka puścić, to za 20 minut będziemy na miejscu. Na pewno nie wyrzucą skonanej mamy, przecież żałość i trud mam wymalowane na twarzy!

A więc odwrót. Ludzi uprzejmi tacy. W prawo, w lewo, w prawo. Już prawie jestem. Już prawie witam się z gąską, bo to ostatni odcinek chyba. Jest 10.40, ale damy radę! Ostatni Pan mi radzi – wyjdzie Pani tylko po tych schodach do góry, skręci Pani w prawo i zaraz za 300 metrów będzie Pani na miejscu. Zaraz, zaraz! Jakie schody???? Schody na górę Mostu Poniatowskiego, bo jak się okazało, wcale nie musiałam nimi schodzić….

Dziękuję. Już mi ulżyło. Nie będzie chyba tajemnicą, że na miejsce nie dotarłam. Stojąc przed tymi nieszczęsnymi schodami w głos się roześmiałam, no bo jak można, no sami powiedzcie jak można tak nie ogarnąć…? A morał tej bajki jak prawda objawiona: zawsze sprawdzaj DWA razy adres, pod który zmierzasz.

Ale przynajmniej poszłyśmy na fajny spacer 🙂

A gdybyście chciały dowiedzieć się na jakim spotkaniu zależało mi tak bardzo odwiedźcie Klub Przedsiębiorczych Mam. Bardzo fajna społeczność, pomagająca w aktywnym powrocie mam na rynek pracy. Kiedyś się z nimi spotkam 😉

Podobne wpisy

44 komentarze

  • Reply . MartynaG.pl 17 czerwca 2015 at 20:17

    Ile razy źle przeczytałam adres to głowa mała 😉 ale km zrobiłaś, kto przeczyta to się pośmieje – rozrywki czytelnikom więc dostarczyłaś 🙂

    • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:21

      i sobie zakwasów na dwa ni:)

  • Reply mutrynki.pl 17 czerwca 2015 at 20:27

    O dziewczyno jak tylko to przeczytałam to od razu mi się przypomniały moje warszawskie wojaże i adresowa pomyłka. Ja taki słoiczek warszawski, ale co jak co Krakowskie Przedmieście to wiem gdzie jest, mapy mi nie trza. Szukam mojego numeru dochodzę już do kolumny Zygmunta, numery się skończyły, pytam taksówkarza gdzie jest jakiś ciąg dalszy, a on na to, że NI MA. W momencie strach i zimne poty, sięgam jeszcze raz po adres, a tam co widzę? Jak wół ALEJA KRAKOWSKA! Gdzie ja oczy miałam…

    • Reply radoSHE 17 czerwca 2015 at 20:43

      Haha, ufff! Nawet nie wiesz jak mi ulżyło po Twoim komentarzu 😉 🙂

  • Reply Aga z makeonewish.pl 17 czerwca 2015 at 20:45

    A niech Cię te kaczki podziobią gapo jedna 🙂 A tak na serio, to jakbym o sobie czytała. Jestem czasami tak roztrzepana że SZOK. SZOK!! Ale choć na spotkanie nie trafiłaś, dzięki Twojej pomyłce my miałyśmy super czytadło na wieczór 🙂

  • Reply Zakładnicy codzienności 17 czerwca 2015 at 20:51

    uśmiałam się 🙂 ta nauka z czytania adresów na pewno nie pójdzie na marne 🙂

  • Reply madame b 17 czerwca 2015 at 21:47

    Z jakiś miesiąc temu byłam w odwiedzinach u brata w Warszawie. Do południa brat pracował więc z synkiem zwiedzaliśmy centrum Warszawy, I w skrócie TRAGEDIA! Ciągle schody, brak normalnego przejścia dla pieszych, narobiłam się kilometrów jak głupia. Co się kogoś pytałam o drogę to albo nie wiedzą, albo po schodach, a jak nie po schodach to nikt nie wie. Psioczyłam strasznie, że stolica, że centrum, a wózkiem nigdzie nie dojadę.

    • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:22

      To akurat smutny i prawdziwy fakt 🙁

  • Reply Ruby Soho 17 czerwca 2015 at 22:03

    Ale spacer po Wawie zaiste bardzo fajny 🙂
    Uśmiałam się dzisiaj u Ciebie, naprawdę!

  • Reply Francuska Bombonierka 18 czerwca 2015 at 05:59

    Hahahaha piękna historia. Ja się tak kiedyś w Gdańsku zgubilam (wstyd i hańba), nie jest z Tobą tak najgorzej 😉

  • Reply Konrad 18 czerwca 2015 at 06:57

    Most Poniatowskiego to nie miejsce dla mam z wózkiem. Sam kilka razy zgubiłem się w Warszawie jedno to nic przy 200 kilometrowej wycieczce, która okazała się nadaremną. Jechaliśmy do Klienta, adres potwierdzała koleżanka, gdy przyjechaliśmy okazało się, że nikt na nas nie czeka bo firma się przeniosła.

    • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:23

      Ach, gdybym Ci kiedyś opowiedziała jak zrobiliśmy 400 km nadaremno to byś dopiero zwątpił 🙂

    • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:23

      ps. z winy faceta 😉

    • Reply Konrad 23 czerwca 2015 at 07:51

      Po powyższym wpisie nawet nie pomyślałbym, że z Twojej 🙂

  • Reply Mama Pana Adama 18 czerwca 2015 at 07:25

    Widzę, że nie tylko w Krakowie jest multum schodów do pokonania dla rodziców z wózkami:D miałaś taki fitness w ciągu jednego dnia, że podziwiam za determinację;)

    • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:24

      W sumie nie ma za co podziwiać, bo z własnej winy i tak nie trafiłam:)

  • Reply Drugi Numer 18 czerwca 2015 at 07:29

    Sounds like me 🙂 A tak na poważnie to… CZY TY JESZCZE STAWAŁAŚ ZDJĘCIA ROBIĆ? 😉

    • Reply radoSHE 18 czerwca 2015 at 08:57

      No co Ty! Zdjęcia robione już na "właściwym" spacerze W końcu musiałam zrobić użytek z aparatu, który przez pół miasta tachałam 🙂

  • Reply Pola 18 czerwca 2015 at 08:25

    Haha, niezła wycieczka… Też miewałam podobne przygody;)

    A społeczność ciekawa też się wydaje:)

  • Reply Kasia Szreder, HaloMisiu 18 czerwca 2015 at 12:05

    Haha, przysięgam, miałam podobnie. Byłam w Warszawie na szkoleniu, Szukałam jakiejśtam ulicy nr 123 i godzinę krążyłam. Załamałam się prawie. Spojrzałam jeszcze raz – 132. A to jeszcze było w takim miejscu, że musiałam się porządnie nachodzić. Czasami ręce mi przy samej sobie opadają.

    • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:25

      haha, high five 🙂

  • Reply Iwona z Oh Deer Blog 18 czerwca 2015 at 21:40

    Hahaha ale się uśmiałam Agnieszka:))) Bardzo mi poprawiłaś tym wpisem, po pierwsze bo ja sama często się gubię a po drugie bo kiedyś mieszkałam przy moście Poniatowskiego i mam z nim wiele miłych (w przeciwieństwie do Ciebie haha) wspomnień:) Buziaki!

    • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:26

      pewnie mieszkałaś jeszcze w tym życiu, gdy nie poruszałaś się z czterema kółkami z przodu 🙂 ale nie ma tego złego, przynajmniej odkryłam fajne miejscówki na dole 🙂

  • Reply Pudełko Mamy 18 czerwca 2015 at 22:25

    Wybacz, ale uśmiałam się… 😀 Ja ostatnio umówiłam się na ulicy Kminkowej i zdenerwowana dzwonię, że już jestem i czekam… na co słyszę w odpowiedzi "ja też jestem". Mówię, że to niemożliwe bo stoję przy wykopach. "Wykopy na Kminkowej?". I w tym momencie dotarło do mnie, że nie stoję na Kminkowej tylko na Koperkowej… cóż… podobnie 😉

    • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:28

      Kminek, Koperek – co za różnica, też bym pomyliła 😉

    • Reply Pudełko Mamy 19 czerwca 2015 at 22:57

      Prawda? Bez różnicy 😉

  • Reply lifeloversdiary 19 czerwca 2015 at 10:36

    Nowy Jork nie lepszy w tym temacie! Metro…tia niby wejście dla inwalidów ale wyjścia, windy brak, ile to mój biedny małżonek się nadźwigał.. Pomyłki adresowe i nam znane, a ile nazwisk przekręciłam 😉

    • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:31

      szok powiem Ci, ale wielu europejskich miastach system wind w metrach to jakaś porażka, nie wiem o czym ci ludzie myślą konstruując infrastrukturę dla wózków, bo na pewno nie o tym jak coś ułatwić potrzebującym.

  • Reply Młoda Mama 19 czerwca 2015 at 12:17

    Mi kiedyś ktoś powiedział abym nigdy będąc w Warszawie nie pytała o drogę bo zawsze usłyszę: NIE WIEM, NIE JESTEM Z STĄD.
    Dlatego wezmę głęboko do serducha Twoją radę by pytać o drogę osoby starsze.
    Pozdrawiam

  • Reply radoSHE 19 czerwca 2015 at 13:31

    Zdecydowanie tak! Zawsze to usłyszysz 🙂

  • Reply Olga Kustra 23 czerwca 2015 at 07:06

    Są i pozytywne strony – pozwiedzałaś Warszawę, dotleniłaś się i nawet mały fitness w międzyczasie się wkradł 😉

  • Reply Anna Jot. 23 czerwca 2015 at 07:23

    Uwielbiam schody! Jak jeszcze z pojedynczym wózkiem zakasałam rękawy i mocno zdeterminowana byłam w stanie je pokonać tak teraz z podwójnym… 16kg wózek +12 jedno dziecko + 12 drugie dziecko +odzież torby i inne gadżety to dobrze ponad 40kg wyobrażasz sobie wtargać to po schodach… 😉 Fitness niezły miałaś to fakt 😉

    • Reply radoSHE 23 czerwca 2015 at 22:24

      no przyznam się, że jednego sobie też nie wyobrażam taszczyć po schodach, co nie znaczy że nie próbowałam 🙂

  • Reply Umi i. 23 czerwca 2015 at 07:32

    Ja raz jechalam do innego miasta. Na mapie sprawdziłam dojazd i bez problemu znalazłam się w wyznaczonym przez siebie miejscu. Problem był tylko taki, że miejsca którego poszukiwałam tam nie było bo… Źle przepisałam nazwę ulicy i wylądowałam na po drugiej stronie miasta:-p

    • Reply radoSHE 23 czerwca 2015 at 22:22

      Jak dobrze, że jest nas więcej!

  • Reply Kilkuetatowa Mama 23 czerwca 2015 at 08:18

    Znam to uczucie, heheeh Ja kiedyś na pożegnainie szefowej szefowej szefowej przyszłam do jednej knajpy a okazało się, że cała impreza jest w filii tej knajpy ale totalnie po drugiej stronie Krakowa 😀 Taxi, czekoladki na przeproszenie, że się spóźniłam i było OK. Ale stresik był LOL

  • Reply Aleksandra Stromecka 23 czerwca 2015 at 14:19

    A ja z tym Solcem też mam historię. Kiedy pierwszy raz umówiliśmy się (ja i mój chłopak) na oglądanie mieszkania na Solcu obydwoje sprawdziliśmy na google maps w którą stronę, po zejściu z mostu musimy pójść (o dziwo każdemu pokazało inny koniec Solca). O dziwo byliśmy dość wcześnie na Solcu (ja uradowana, że w końcu się nie spóźnimy), więc nie spiesząc się zbytnio zaczęliśmy się przekomarzać. W końcu stanęło na zdaniu mężczyzny. Idziemy, idziemy, idziemy. Numerki niby maleją jak trzeba, tylko jakoś tak te nieparzyste tylko idą w dobrą stronę, a parzystę wręcz odwrotnie (my mieliśmy znaleźć parzysty numer bloku). Doszliśmy niemal do końca, a tu naszego bloku nie ma. Pytamy ludzi – oczywiście starszych. Na co oni, że to w złą stronę poszliśmy. To tam, na drugim końcu. A zegarek pokazuje godzinę spotkania. Na całe szczęście właścicielka byłą wyrozumiała i od kilku lat mieszkam na Solcu, ale to dość specyficzna ulica, która nie wiadomo gdzie się kończy, a gdzie zaczyna.

    Ja mam morał taki, że zawsze mam stawiać na swoim. 🙂

    • Reply radoSHE 23 czerwca 2015 at 22:18

      Haha, dokładnie tak z tym Solcem jest, dobrze, że Wam przyniósł szczęście 🙂
      Dobry morał, muszę częściej o nim pamiętać!

  • Reply Lumpsterka 23 czerwca 2015 at 21:04

    To prawdziwy trening"schodakowską" miałaś 😛

    • Reply radoSHE 23 czerwca 2015 at 22:16

      Haha! 😀 😉 Żadne skalpele mi już nie straszne 🙂

  • Reply zamiastburzy 24 czerwca 2015 at 11:16

    Ja czasami gubię się nawet jak adres, pod który mam dojść jest dwie ulice dalej. Ostatnio zgubiłam też drogę do domu z galerii, bo przebudowali parking. A mój narzeczony gdy wychodzę rano do pracy, zawsze powtarza mi jak mantrę "tylko się nie zgub" 🙂
    Cudne zdjęcia 🙂 I cudne maleństwo 🙂

  • Reply Puncture Wounds 12 marca 2016 at 22:43

    Incredible points. Outstanding arguments. Keep up the amazing spirit.

  • Reply Shinbone Fractures 13 marca 2016 at 15:04

    Thanks , I have recently been searching for info about this subject
    for ages and yours is the best I have found
    out till now. However, what concerning the conclusion?
    Are you certain in regards to the source?

  • Pozostaw odpowiedź zamiastburzy Anuluj