Bo przecież nie ma nic ważniejszego

22 lipca 2015
67

Patrzę wstecz. Jestem zupełnie inną matką, niż byłam jeszcze rok temu. Najpewniej za rok znów to powiem. A to wszystko dlatego, że z każdym dniem kocham bardziej. Nie myślałam, że to jest możliwe, a jednak jest. To proces, który podlega ciągłym przeobrażeniom. A jak człowiek kocha bardziej to i bardziej odczuwa, bardziej przeżywa, bardziej jest w stanie poświęcić wszystko. I dużo bardziej się boi.

Trochę ponad rok temu napisałam taki tekst. O strachu. To było po pierwszej poważnej chorobie Matyldy. Trzydniówce, która obeszła się z nami wyjątkowo mocno. Z perspektywy czasu – nic poważnego, ale wtedy zderzenie z chorym dzieckiem, było dla mnie prawie jak armagedon. A sama poczułam się jak żołnierz na linii frontu, gotowa zwalczyć każdą przeciwność losu. Wydawało mi się wtedy, że mam ogromną siłę. Że w razie zagrożenia stanęłabym na wysokości zadania. Skupiona, opanowana i skoncentrowana na celu, gotowa wyciągnąć pomoc i środki nawet spod ziemi. W końcu kobiety takie są. A matki to już w ogóle.

Dziś już nie jestem tego pewna.

Może dlatego, że dostrzegam dużo więcej i wiem, że to wszystko czystą loterią jest. Może dlatego, że zaangażowałam się emocjonalnie w kilka historii dzieci walczących o życie. Każdy dzień rozpoczynam od sprawdzenia co u nich słychać, czy środki zostały zebrane, czy leczenie daje pozytywne skutki. Czy żyją. Może dlatego, że mam maleńką wiedzę, co przeżywają mamy stojące przed najbardziej dramatycznymi decyzjami i mamy czekające na powrót swych dzieci z sal operacyjnych. One mają siłę. Jak same mówią czerpią ją chyba z księżyca, a przy zdrowych zmysłach trzyma je tylko nadzieja. I miłość, bo ona jest odpowiedzią na wszystko.

Czasami mam wrażenie, że sama rozleciałabym się w pył. Że pękłoby mi serce. Że patrzeć na cierpienie swojego dziecka to za dużo dla zwykłego śmiertelnika.

Bo jak się kocha tak bardzo, że niemal do szaleństwa, to jak w takiej sytuacji zimną krew zachować. Jak odegnać rozpacz i zmusić się do działania. Trudno sobie to nawet wyobrazić, zresztą po co nam wyobrażać, po co stawiać się czyjejś roli, skoro wszystko u nas bez komplikacji się toczy. To egoistyczne, wiem. Ale zarazem ludzkie. Patrzę na moje dziecko i dziękuję, że jest zdrowe. Bo przecież nie mamy monopolu na spokojne i szczęśliwe życie. Każdy ze scenariuszy mógłby dotyczyć i nas. Niby zawsze o tym wiedziałam, ale ostatnio odczuwam to jakoś szczególnie. Łapię chwile i po raz pierwszy wiem co to znaczy. Wdycham jej zapach, bo nie wiem jak długo będzie pachnieć maleńkim dzieckiem. Zniecierpliwienie wyparowało. Nie chcę już stracić, żadnych wspólnych momentów. Jest mi głupio za wszystkie, które już straciłam, bo zawsze było coś ważniejszego. Pozornie ważniejszego, bo przecież nie ma nic ważniejszego.

I tulę ja teraz dużo częściej. Właściwie cały czas ją tulę, nawet kiedy ona już wcale tego nie chce.
I noszę na rękach kiedy tylko zapragnie, i już się nie wkurzam, że mogłabym w tym czasie przecież świat zbawić.
Przestałam narzekać, że nie zasypia już o 20-tej. Pakuję w nosidło i wychodzimy na kolejny spacer.
A kiedy przez godzinę przemierza tam i z powrotem tę samą kałuże, po prostu jej towarzyszę. Dla mnie to głupie sześćdziesiąt minut. Dla niej wokół tej kałuży kręci się cały wszechświat.

I jest mi (nam) z tym dużo piękniej.

Zmiana perspektywy. Dobrze robi na mózg. Polecam.

**********

Apel! Te dzieciaki wciąż czekają na naszą pomoc.

Julka
Błażej
Jaś 

Pomóżmy im, proszę.


*zdjęcia robione aparatem marki Olympus OM-D E-M10

Podobne wpisy

19 Komentarzy

  • Reply Misako Hime 22 lipca 2015 at 12:05

    doskonale wiem o czym piszesz, w końcu….

  • Reply Paulina Cieślak 22 lipca 2015 at 12:07

    Hmmm, zasiadłam do tego tekstu odganiając się od dzieci i powarkując, że chciałabym wreszcie dopić moją (zimną oczywiście) kawę… A tu taki atak zza węgła;) Skończyłam i poszłam się dalej bawić w statek na przewijaku…
    Rację, masz, rację Aga. Jak często, nie mając odpowiedniej perspektywy totalnie nie doceniamy największych cudów, które nam się dostały zupełnie za darmo…
    Pisałam o tym zresztą kiedyś, wyrzucając sobie, że jestem czasem jak ktoś, kto jedząc czekoladę fantazjuje o bezach;) Bycie (ze zdrowymi) dziećmi każdego dnia to piękny dar od Losu, a ja i tak wyję do księżyca czasem…

    Pozdrawiam!

    • Reply Agata - Ruby Times 23 lipca 2015 at 11:17

      10/10. Miałam napisać mniej więcej to samo – odganiam się tutaj od Stworów, a tu atak z zaskoczenia 🙂
      Ale oczywiście, Aga – co prawda, to prawda.. Też się łapię na tym, że będzie mi brakowało tych momentów. Wszystko płynie, dzieciaki rosną zatrważająco szybko. Młody zaraz idzie do przedszkola i jest coraz mniej "mój", a coraz bardziej "swój" własny. Jeślu teraz będę się od nich odganiać, to ta karma kiedyś wróci. Kiedyś on powie" mama nie mam czasu". więc może lepiej wziąć się w garść i czerpać z chwili ile się da:)
      Buziaki!!

  • Reply Kasia Harężlak - MummysWorld.pl 22 lipca 2015 at 12:54

    Tej zmiany perspektywy nauczył mnie wolontariat. Jestem wdzięczna za to, że pomagając innym, sama nauczyłam się bardzo wiele. Doceniam każdą chwilę a w tych gorszych szybko doprowadzam się do porządku, nie pozwalam sobie na narzekanie. I dobrze mi z tym!

  • Reply Paula W Domowym Zaciszu 22 lipca 2015 at 13:29

    Aga jak zawsze pięknie ubrałaś to w słowa 🙂 Uwielbiam Cię za to 🙂 Ja trochę tak przegapiłam przy Franku jak byłam w ciąży z Lenką, ale teraz nadrabiam i cały czas próbuję dotrzeć do mojego męża, że nie ma rzeczy ważniejszych, że ten czas już nigdy nie wróci i cieszę się najbardziej z tego, że mogę być z nimi 24h 🙂

  • Reply Anonimowy 22 lipca 2015 at 14:14

    Ach…jaka piękna ta Matylda:)te oczka:)
    superowa dziewczynka:))))
    Ana

  • Reply Góralska Mama 22 lipca 2015 at 21:09

    Miłość do dziecka rośnie z każdym dniem…. Nie mam pojęcia jak to możliwe..
    Ps: Matko jedyna ale piękne zdjęcia ! Jaka piękna Matylda <333

  • Reply Lumpsterka 22 lipca 2015 at 21:46

    Każda z nas miewa chwile, gdy ma swojego dziecka po prostu dość i złości się na nie, na siebie. A potem trafia na historię rodziny, w której wydarzyła się jakaś tragedia i wtedy zaczyna doceniać to, co ma. Często na chwilę, by za kilka dni znowu wkurzać się o byle g. Zawsze takie tragedie rozwalają mnie od środka, bardzo się z nimi utożsamiam, chyba jak każdy rodzic 🙁 To takie banalne, a zarazem prawdziwe, by czerpać z chwil, bo one tak szybko ulatują 🙁 aż za szybko…Buziaki dla Was :*

  • Reply Wazna pisze 23 lipca 2015 at 08:24

    Oj jak się z Tobą zgadzam. Ostatnio sama mam mnóstwo takich myśli i za chwilę mój blog stanie sie monotematyczny, bo tylko bym o tym pisała. I w momentach największego kryzysu mowie sobie: "Łap kobieto tę chwilę. Ona już nie wróci.."

  • Reply Francuska Bombonierka 23 lipca 2015 at 09:08

    Ja się teraz boję do kwadratu! I do kwadratu doceniam! Że piękne, że silne, że zdrowe! Chociaż dalej często się wkurzam i czasem mam ochotę się wysłać na księżyc… to codziennie wieczorem w duchu za to szczęście dziękuję. Są. Nie ma nic ważniejszego.

  • Reply Aga z makeonewish.pl 23 lipca 2015 at 11:13

    utożsamiam się z każdym słowem. każdym. moja empatia mnie czasami meczy. bo czasami zamiast sie zrelaksowac, ja mysle o innych i roztrzasam wszystkie problemy świata… ale masz racje, to pomaga docenić to co się ma.

    "I tulę ja teraz dużo częściej. Właściwie cały czas ją tulę, nawet kiedy ona już wcale tego nie chce." robię to samo 🙂

    PS u Ciebie dziś taki piekny wpis, a u mnie wyjatkowo wrecz odwrotnie… kryzys jak stad do Warszawy

  • Reply Renata Jurgała 23 lipca 2015 at 11:25

    My cieszymy się każdą chwilą, tulę moje dzieci ile wlezie… zaraz wracam do pracy, to nadrabiam 🙂 Od urodzenia Eryka boję się o niego, urodził się z chorobą genetyczną i za parę miesięcy będzie miał operację w związku z usunięciem bardzo dużego znamienia z pleców, z jednej strony boję się że będzie operowany, a z drugiej, to znamię jest dla niego bardzo niebezpieczne… więc ciężkie czasy przed nami, ale musimy to przejść. Nie wiem jakie mną emocje będą targały jak to się zacznie…

    P.S. Śliczna córcia i ma takie duuuże piękne oczy 🙂

  • Reply Tutaj Mamy 23 lipca 2015 at 12:09

    Znam te uczucia. Świetny tekst.
    Zuza

  • Reply lifeloversdiary 24 lipca 2015 at 16:13

    Trudne momenty albo kogoś załamią albo wzmocnią. Sytuację znam od drugiej strony, kiedyś to moi rodzice wyczekiwali pod salą operacyjną. Trzeba cieszyć się każdym wspólnym dniem, niewiadomo przecież co przyniesie jutro.

  • Reply evay 24 lipca 2015 at 19:05

    koleżanka z pracy opowiedziała ostatnio przez jaki koszmar przechodzi jej siostra ze swoim dzieckiem. i pokazała zdjęcia. serce pęka. jedna wielka loteria.

  • Reply Młoda Mama 27 lipca 2015 at 05:59

    Grunt to dać na luz i od razu wszystko pięknie się układa.

  • Reply Marta 29 lipca 2015 at 06:32

    Pięknie napisane 🙂 ja jestem co prawda dopiero na początku tej drogi, bo Stasiek ma 2 tygodnie ale mogłabym tak na niego patrzeć i go tulić cały czas i już widzę że urósł… aż się boję pomyśleć, że ten oczny urlop tak szybko zleci :/
    Ps. Miałam dać Ci znać jak urodzę, więc dwa tygodni temu urodził się Stasiek i teraz się docieramy i uczymy siebie nawzajem:)

    • Reply radoSHE 29 lipca 2015 at 08:11

      Marta! Gratulacje. Wszystkiego dobrego dla Ciebie i Staśka 🙂 Całujemy!

    Odpowiedz