Codziennik

Wpis, w którym trochę się tłumaczę

13 września 2015

Znacie to. Słabszy dzień, tydzień, miesiąc. Chwyciło mnie gdzieś w połowie sierpnia. Chwyciło i nie chciało puścić. Może to przez te liście, które szeleszczą już pod nogami. Może przez tych kilka rozczarowań, które spać w nocy nie dają. A może przez poczucie, że zanim się dobrze nie rozpędziłam, już stanęłam w miejscu. Niby wiem, że cała nasza moc sprawcza w głowie, ale gdy brak impulsu do działania, to i żadne zaklinanie rzeczywistości nie pomoże.

Blog leży i kwiczy. Nie pisałam, nie czytałam, nie komentowałam, nie włączałam nawet komputera. Przepraszam Was, moje ulubione blogerki i blogerzy. Kompletnie nie wiem co u Was słychać. Nadrobię. Edytując kolejny i kolejny tekst w nowym szablonie, (który jeszcze nie hula, a miał hulać) zadawałam sobie pytanie: na-co-do-cholery-mi-to-wszystko. Miałam tyle planów, ale przecież plany mają to o siebie, że się czasem nie realizują. No trudno, przeżyję. Czytelnicy cieszą bardzo, ale pogoń za słupkami i zasięgiem, nigdy mnie nie kręciła. Może ktoś odczułby chwilowy smutek, ale przecież wiem, że jestem zaledwie kroplą w morzu newsów, którymi zalewane są nasze feedy. Równie dobrze mogłabym do szuflady pisać, a zdjęcia do rodzinnych albumów wklejać. Ile bym dzięki temu czas zaoszczędziła. Mogłabym…mogłabym…wtedy tyle zrobić. Wszystko mogłabym zrobić. No tak dużo, że sama teraz nie wiem co konkretnie. Ale mogłabym.

Gdy sobie tak milczałam. Jeden dzień, drugi, piąty, dziesiąty – przyszedł mail A później kolejny. I ktoś mi wiadomość prywatną wysłał. Ktoś o mnie wspomniał na swoim blogu. A ktoś zagadał na ulicy. I tyle dobrych słów. Motywujących. Konkretnych. Kurcze, no! Nawet odjeść w zapomnienie sobie spokojnie nie można 😉 A zawsze tak mam, gdy przychodzi jesień. Jesieni szczerze nienawidzę. Chowam moją wiarę, nadzieję i zapał głęboko pod wełnianym kocem. Samoocena trzęsie się w posadach. Wymyślam tysiąc pretekstów, dlaczego czegoś nie mogę i nie potrafię zrobić. Głupie to i infantylne. Wiem.

Przez kilka ostatnich dni podumałam sobie czego chcę, czego oczekuję i co mogę jeszcze zrobić dla tego mojego skrawka rzeczywistości. I czy warto w ogóle, ale skoro dostałam jasny przekaz, że warto, to chyba warto. Nic nie przychodzi łatwo i o pasję również należy dbać i podkładać do ognia, żeby się żarzyło. No chyba, że stagnacja to stan, w którym czujemy się dobrze. Gdzieś ostatnio przeczytałam, że jeśli bloger jest z siebie zadowolony, to znaczy że się skończył. A ja jestem z siebie bardzo niezadowolona. Poczekajcie więc. Wrócę!

A poniżej ostatnia porcja zdjęć z naszych nadbałtyckich wakacji. Tym razem półwysep Helski. Naprawdę ciężko będzie wytrzymać cały rok bez tych widoków.

 *zdjęcia robione aparatem marki Olympus OM-D E-M10

Podobne wpisy

7 komentarzy

  • Reply CookBookByFaye 13 września 2015 at 23:45

    Nawet mi tu nie próbuj odchodzić w zapomnienie, bo moje życie straci sens!
    Dzień bez zaglądnięcia co dzieje się u mojej ulubionej Radoshe to dzień stracony, tak jak już Ci ostatnio pisałam uwielbiam Cię czytać, nie rezygnuj z tego bo robisz to świetnie, zabawnie, z zadumą i dużą mądrością 🙂 Masz swoje dwie mysłowickie fanki i wiele innych w świecie blogowym dlatego warto warto warto. Ja też miewam takie dni, bo nie mam co ugotować bo do kuchni nie chce sie wchodzić a znowu trzeba gotować itp. Ale potem myślę sobie że jednak są osoby które mnie czytają które próbują moich przepisów i jest mi lepiej i wiem że jednak robie to po coś. 🙂

  • Reply Lumpsterka 13 września 2015 at 23:47

    U nas podobnie bardzo, przerwa, która może nas podkopać, ale czułam, że chcę zmienić trochę kierunek, wygląd bloga. Nie pędzę za słupkami, nie lubię bawić się w towarzystwo wzajemnej adoracji, czekam jeszcze chwilę i wracamy 🙂 Czasem chyba dobrze zrobić sobie przerwę? 🙂 I nie macie aż tak znowu długiej przerwy 🙂 Pozdrawiamy i całusy dla Matyldy 🙂

  • Reply Kasia Harężlak - MummysWorld.pl 13 września 2015 at 23:50

    Piekne zdjęcia!
    Nie przepraszaj, to Twój blog i prowadź go tak, jak czujesz. Wierni czytelnicy tu będą.

  • Reply Oh Deer Blog 13 września 2015 at 23:50

    Ani mi sie waz podejmowac zadnych glupich decyzji:))) Buziakiiiii

  • Reply Natalia Jarocka Blog 14 września 2015 at 10:42

    Nie jesteś pierwszą i nie ostatnią blogerką, którą łapie „blogowe” zmęczenie. Każdy czasem potrzebuje od niego odetchnąć czy to na dłużej czy krócej. Wypocznij i wracaj 🙂

  • Reply Esencja 18 września 2015 at 07:26

    Aga, dobrze, że o tym napisałaś. To bardzo szczerze i prosto od Ciebie. Myślę, że wiele blogujących osób często przeżywa to samo. Na szczęście są rzeczy i działania oraz ludzie, którzy powstrzymują nas przed popełnianiem głupot. Za fajnie piszesz, zbyt dobrze Ci idzie i zbyt dobrze się w tym czujesz, żeby z tego rezygnować. Zwątpienie, zmęczenie, wypalenie dopada każdego i w każdej dziedzinie. Myślę, że wakacje są też sporym wyzwaniem dla nas, bo wyjazdy potrafią zdezorganizować naszą codzienność i choć bardzo przyjemne i potrzebne, to jednak zakłócające nasz normalny tryb życia. Z drugiej strony wyjazdy są inspirujące i warto z nich wyciągać to co najlepsze. Jak z życia. Odpocznij i wróć na całego kiedy poczujesz, że to właśnie jest ten moment. Jak zwykle przepiękne zdjęcia.

  • Reply Toe Pain 30 listopada 2015 at 10:27

    It has clear massaging gel and it works very well with open toe shoes.
    Flat feet have various degrees of arch degradation when the
    body’s weight is on them. „Frozen” immobile toe and ankle joints gain mobility.

  • Odpowiedz