Codziennik

Easy like sunday morning

5 października 2015
11

Gdy dziecko budzi Cię przed szóstą rano w niedzielę. Gdy słońce znajduje szczelinę pomiędzy zasłoną a ścianą i bezlitośnie śmieje Ci się prosto w twarz. Gdy sąsiadka z góry postanawia zacząć dzień wcielając się w polski odpowiednik Celine Dion. Gdy pod prysznicem przez przypadek lejesz na siebie strumień lodowatej wody. Wiedz, że coś ważnego musi się dzisiaj zdarzyć.

I zdarzyło się tyle, że na jeden pełniutki dzień wyemigrowaliśmy z Warszawy. Na spontanie i w trzydzieści pięć minut zebrani, co wydawało mi się, jest niemal nie do pomyślenia. Wyemigrowaliśmy na wieś prawdziwą gdzie kury, gęsi, owce, kozy i konie. Gdzie ropucha wielka jak dwie dłonie wspinała mi się na nogę. Gdzie dziecko moje ze szczęścia dwa metry nad ziemią lata. Gdzie my uśmiechnięci i z twarzą skierowaną do nieba. Gdzie barszcz pyszny ukraiński jedliśmy na kocu. Trochę zimny, ale kto by o to dbał. I gdzie pajdy chleba ze smalcem i pietruszkowym pesto pochłanialiśmy jak szaleni. I wino takie dobre. Ichniejsze. Porzeczkowo-słodko-cierpkie.

Gdy człowiek sobie tak leży na hamaku wystawiając twarz do słońca i gdy wie, że tych minut dla siebie ma raptem dziesięć albo piętnaście, to nie sprzeniewierza ich na myślenie o głupotach. Ani o żadnych ważnych rzeczach, takich jak lista zakupów na dzień następny. Skupia się człowiek na sobie, patrzy głęboko tam w środek i do porządku się przywołuje. Do pionu stawia! No bo na cholerę się rano o te skarpetki na podłodze strzępiłam. Ze złości buzowałam, że nawet w łazience oka pomalować w spokoju nie mogę, bo wiecznie coś ktoś wtedy akurat chce. I po co się tak irytowałam, że włosów nie umyłam, a przecież padłam jak kawka wieczór wcześniej. A Matyldę ubrałam w nową sukienkę, a tu masz. Trzy minuty i plama na środku z borówki, którą sobie właśnie malowniczo rozgniotła. I skąd ona w ogóle tę borówkę wzięła?!

Jakie to ma znaczenie. W taki dzień jak dzisiaj, jak wczoraj, jak jutro. Wszystkie przecież utkane z takich samych momentów. I smak wina jeszcze na moim podniebieniu. Porzeczkowy. I cierpko-słodki.

16 15 14 12 13 10 9 6 5 4 3 2 1

Podobne wpisy

12 Komentarzy

  • Reply paulkaw 5 października 2015 at 22:38

    O rany, gdzie to tak pięknie? I że jeszcze gęsi?? Tęsknię za takimi klimatami, dziś to na polskiej wsi ciężko krowę spotkać 🙁

    • Reply radoSHE 6 października 2015 at 10:47

      Pod Warszawą to piękne miejsce! Powsinogi jesteśmy i trochę po tych wsiach jeździmy, ale powiem Ci, że gęsi widziałam pierwszy raz od wielu wielu lat 🙂

      • Reply paulkaw 7 października 2015 at 23:43

        No gęsi to ja już dawno nie widziałam. Na wsi się wychowałam, a teraz tam krowy nie uświadczysz, mój tata biedny z kartonu się nie tknie 😛

  • Reply Aga z makeonewish.pl 5 października 2015 at 22:43

    zarówno tekst jak i zdjęcia – nic dodać nic ująć. też staram się dość często nie myśleć o niczym i po prostu czerpać garściami z tu i teraz. a że mieszkam na wsi to mi to tak łatwo przychodzi.. w ogrodzie, w lesie, na spacerze po polnej drodze. i cóż że buty Mai potem wyglądają nie jak nowe tylko jak po 5 straszych braciach. ale mamy w zamian wspomnienia, opalone policzki, świeże powietrze w płucach i piękne zdjęcia 🙂

    • Reply radoSHE 6 października 2015 at 10:47

      Otóż to 🙂

  • Reply Kasia 5 października 2015 at 23:02

    takie chwile są bezcenne. Trzeba się nimi karmić, delektować je spokojnie. przecież w koncu to jest w życiu ważne. ta nasza codzienność :))) pozdrawiam cieplutko. piękne zdjęcia:)

  • Reply www.calareszta.pl 6 października 2015 at 14:32

    Przepięknie tam a i Pani taka ładna 🙂 Zazdraszczam klimatu, będę takiego szukać w ten weekend bo mi się marzy taka jesień choć na jedną niedzielę.

  • Reply WWW.MAMORKI.COM 6 października 2015 at 17:23

    Ach, jak cudnie! Jak mi się marzy taka jesień, taki jeden dzień. W szkockim klimacie to niemal niemożliwe. Tymbardziej spoglądam na te zdjęcia i czuję to ciepło, radość, sielankowość, szczęście… jeszcze raz, ach! <3
    Diana

  • Reply Renia Hanolajnen | Ronja.pl 7 października 2015 at 02:21

    Przepięknie! My też spędziliśmy cudowną niedzielę za miastem, ale nie w tak malowniczych okolicznościach. Nigdy bym się nie spodziewała TAKIEJ pogody w październiku – żal nie skorzystać… ale co ja tu o pogodzie gadam ;)))

  • Reply Call of duty balck ops 3 download 7 października 2015 at 08:10

    It’s very trouble-free to find out any matter on web as compared
    to books, as I found this paragraph at this web page.

  • Reply Esencja 7 października 2015 at 11:31

    Rany, Aga, jak ja lubię takie klimaty. Chłonę każdy zapach (cząsteczka po cząsteczce), promień słoneczny i obraz. Totalny slow life – bardzo potrzebny nam od czasu do czasu.

  • Reply Asia 7 października 2015 at 21:05

    Fantastyczna niedziela, zwłaszcza że chyba ostatnia tak ciepła w tym roku. Zazdroszczę zorganizowania się w pół godziny do wyjścia, bo u mnie to się kończy stanem przedzawałowym. I co tu zrobić, żeby zwalczyć ten perfekcjonizm, co by właśnie takich chwil gdzieś po drodze nie przeoczyć.

  • Odpowiedz