Studia? Wróciłabym. Ty również!

9 października 2015

W osiedlowych spożywczakach zrobiło się tłoczniej.  W tramwajach głośniej.  Ławki i skwerki w parku oblepione ludźmi, których nie znam. W ulubionym pubie brak wolnego miejsca, a przecież całe wakacje stało i czekało. Na ciebie właśnie! Na dodatek kolejka po kawę w Małpce, jak stąd do gdzieś nad morzem. A natężenie ruchu w centrach handlowych przypomina przedświąteczną gorączkę. Wystarczy rzut oka i już wiesz. Studenci wrócili do miasta!

Odkąd skończyłam studia, a raczej odkąd na dobre ugrzęzłam w PRAWDZIWYM dorosłym życiu, gdzie już tylko praca, dom, kasa, rachunki, a jeśli spontan to tylko ten kontrolowany….październik nastraja mnie, delikatnie mówiąc, nostalgicznie. Bo jakkolwiek chciałabym ten fakt wyprzeć z mojej pamięci – lata przypadające na czas studiowania były latami najlepszymi. Bezdyskusyjnie. Człowiek tkwi w tym dziwnym stanie. Niby dorosły, a jednak dzieciak. Alkohol w sklepie legalnie kupi, ale wielkiej odpowiedzialności nikt od niego wcale nie oczekuje, bo młodość rządzi się swoimi prawami.

A teraz co. Jesteśmy dojrzałymi ludźmi z dojrzałymi problemami (tak, Ty również!). Osiągnęliśmy wiek (nie bójmy się tego powiedzieć głośno) średni lub prawie średni. A teraz najgorsze. Czasu nie cofniemy. Młodsi nie będziemy. Beztroscy bardziej niż wtedy byliśmy – również się nie staniemy.

Co więc robimy, żeby nam lżej na duszy było?
Racjonalizujemy.

Bo ja się już wyszalałem/łam

Na Boga! To największa ściema jaką od lat słyszę od znajomych i którą sama kiedyś jak w paciorku klepałam. Co to znaczy, że się już wyszalałam? Czy można się tak po prostu wyszaleć raz a porządnie, że na całe życie starczy. Przecież to bzdura. Wiem, wiem. Kolejny etap to kolejne zobowiązania, wyrzeczenia i cele. Ale gdy jadę w tramwaju z grupką studentów, a oni opowiadają o melanżu roku to im zwyczajnie zazdroszczę. Oczywiście nie zamieniłabym znów swojego życia na imprezę trwającą od piątku do piątku, od października do czerwca, z ewentualnie przerwą na histeryczną nauką w sesji.  Ale chciałabym czasem poczuć ten nieskrępowane luz. Bez wizji dziecka, pracy i kaca następnego dnia z tyłu głowy. Przyznaj się. Tak w głębi duszy również tego potrzebujesz i potrzebować będziesz. Zawsze!

Jedzenie? Jakie jedzenie!

Dziś obiad to musi być obiad. Przede wszystkim zdrowy, pożywny i codziennie. W diecie koniecznie dużo owców i warzyw – najlepiej z dobrej ekouprawy. Jajka tylko od kur z wolnego wybiegu. Cukier? Precz! No chyba, że po kryjomu. Fastfood z raz na miesiąc się zdarzy, a i tak sumienie ci przy tym zadrga.  A pamiętasz jak się jadało na studiach? Zasada była jedna. Ciepły posiłek w ciągu dnia musiał być. I był. Gorący kubek na przykład. A jeśli człowiek chciał zaszaleć to i nawet pierogi mrożone zakupił. Obwarzanki sprzedawane pod uczelnią były podstawowym składnikiem diety każdego. Na tych obwarzankach i kawie (i piwie) to człowiek tygodniami ciągnął. I żył! Zapewne nikt z nas nie wróciłby do tamtych schematów żywienia….ale przyznać musicie jedno. Za smak zupki chińskiej VIFON dałbyś się czasami pokroić.

Byliśmy tacy nieodpowiedzialni!

Czy ty też czasami zastanawiasz się jak udało się przeżyć ten okres bez uszczerbku na życiu i zdrowiu? Ja często! Wszak ilość sytuacji potencjalnie zagrażających naszej egzystencji znaczenie przewyższała dopuszczalne normy. Ten szczególne okres pomiędzy byciem dzieckiem, a byciem dorosłym. To szczególne przeświadczenie, że mogę wszystko i nic nie ma prawa stanąć mi na drodze. Zaczynasz imprezę w akademiku, kończysz na nad polskim morzem i nie wiesz jak się tam dostałeś? Nocna wycieczka w góry, tak dla funu, chociaż żadne z was nie zna szlaku. Współdzielenie pokoju z zupełnie obcymi ludźmi, a przecież każdy może być conajmniej szaleńcem. Eksperymenty wszelakie maści i chociaż wiesz, że najpewniej odbiją ci się one czkawką, eksperymentujesz dalej. Wszystko to luuuz. Byliśmy tacy na wskroś i w poprzek nieodpowiedzialni! Ale nie duś tego w sobie. To były GENIALNE czasy!

Bo najważniejsza jest stabilizacja, a nie jakieś
fiu bździu w głowie

Jesteśmy na wskroś zdefiniowani. Wiemy, którą ścieżką potoczy się nasza kariera zawodowa. Najczęściej wiemy już z kim chcemy spędzić życie. Planowanie rodziny odbywa się w oparciu o racjonalne i twarde argumenty. Wiemy w jakim kraju/mieście mieszkać będziemy…. Na studiach nic nie wiedzieliśmy. Ale nie staliśmy na rozdrożach, bo na dylematy życiowe czasu nie było. Spalaliśmy się w miłościach, przyjaźniach, emocjach wszelakich. Wszystko było takie intensywne. Dziś powiesz, że infantylne, ale przecież sam do końca w to nie wierzysz. Bo już nigdy później wiara w to, że uda się wszystko, nie była tak silna.  Pamiętasz?  Ja doskonale.

A wróciłbyś?
Ja tak. Całkiem często.

Ps. Dziwna sprawa. Przeszukałam dziś wszystkie moje archiwa w poszukiwaniu adekwatnych studenckich zdjęć. Okazało się, że chyba nie zajmowaliśmy się taki przyziemnymi sprawami jak selfiki w akademickiej toalecie, bo zdjęć jak na lekarstwo. Do foty powyżej mam sentyment. Ten samochód przez długi czas stał na krakowskim Kazimierzu, a ja mijałam go dziesiątki razy w drodze na towarzyskie spędy. Brakowało mi go, gdy w końcu zniknął.

 

Podobne wpisy

11 komentarzy

  • Reply aga z www.makeonewish.pl 9 października 2015 at 23:49

    Nie dalej jak dzis uslyszalam w radiu piosenke ktora zawsze porywala mnie i przyjaciolki na spontaniczna impreze w czasach studenckich. Spojrzalam w dol i zobaczylam swoj 6 miesieczny ciazowy brzuch. Nie zostalo mi nic innego jak wyslac przyjaciolkpm sms „dziewczyny tesknie!”

  • Reply Esencja 10 października 2015 at 08:37

    Ja już pracowałam na studiach, więc nie pamiętam okresu aż takiej beztroski i choć dobrze wspominam czasy studenckie, to powiem Ci szczerze, że wolę swoje dzisiejsze życie. Ja je po prostu kocham 🙂 Dużo więcej mogę, dużo więcej widzę i dużo więcej chłonę 🙂

  • Reply www.MartynaG.pl 10 października 2015 at 08:37

    To są właśnie fantastyczne wspomnienia! A wspomnienia są po to, by do nich wracać, by zatęsknić za dobrymi czasami (podobno) 🙂

    Nie ma co ukrywać, w tym dorosłym życiu bywają chwilę, że piepszłoby się to wszystko w cholerę i poszło poszaleć 🙂 Jak „za starych dobrych czasów”

  • Reply www.calareszta.pl 10 października 2015 at 08:46

    Niektóre rzeczy na studiach były super. Na przykład to jedzenie – pamiętam smak zamrożonych pierogów, jedzonych o 4 nad ranem w akademiku (!). Uważam jednak, z perspektywy, że mogłam lepiej wykorzystać ten czas i imprezować, ale też zaangażować się w działalność studencką. Najlepiej ze studiów wspominam dziekankę. Rok przerwy od nauki, był punktem zwrotnym w moim życiu!

  • Reply Asia 10 października 2015 at 11:31

    A ja myślałam, że moja tęsknota za kilkudniowym melanżem to wina tego, że się NIE wyszalałam na studiach.

  • Reply Konrad | fathersday.pl 13 października 2015 at 09:10

    Nie dalej jak wczoraj rozmawiałem o tym z M. Nie wrócił bym jednak na studia – nie wspominam tego czasu aż tak dobrze, jednak liceum to inna sprawa. Również mam raptem kilka zdjęć i to sytuacjach nie nadających się do pokazywania na blogu 🙂

  • Reply Niebieski Stoliczek 13 października 2015 at 14:09

    Ja aż tak strasznie nie tęsknię. Z niektórych rzeczy zwyczajnie wyrosłam. Nie chce mi się zarywać weekendów na imprezach. Nie mam ochoty znowu przeżywać sesji. Jasne, chętnie wróciłabym do beztroski i nie da się ukryć że znalazłam kilka zmarszczek na twarzy, ale to teraz przeżywam swoje najpiękniejsze lata 😉 Szczęście to stan umysłu;)

  • Reply Hania 13 października 2015 at 22:28

    Przez pół roku po studiach pracowałam tak intensywnie, że w końcu musiałam wrócić do bardziej studenckiego życia. To znaczy właśnie do zdrowego żywienia i spania około ośmiu godzin na dobę. Dorosłe życie potrafi być dużo bardziej nieodpowiedzialne.

  • Reply Mama Pana Adama 14 października 2015 at 21:05

    Wiesz, że z tymi zdjęciami to chyba prawda?:) Jakby się zastanowić, to ja chyba raptem kilka posiadam i to raczej z jakiś wyjazdowych wypraw studenckich, gdy pędziliśmy ‚gdziebądź’, bo tak nam się zachciało. Ach! Jakże było cudnie:) Czy chciałabym wrócić? Nie – za dobrze mi teraz:) Ale fajnie mieć co wspominać i zatęsknić. A jeśli tak jak jak, ma się możliwość raz na ruski rok co prawda, ale jednak, spotkać ze znajomymi ze studiów – wtedy nadrabia się zaległości:) Tylko rano jakoś głowa bardziej boli niż dawniej;)

  • Reply Zuzi Clowes 19 października 2015 at 20:40

    Kurde, Aga…. Nie wróciłabym! Uwielbiałam studia do tego stopnia że z rozpędu skończyłam trzy kierunki, ale… mimo wszystko – nie wróciłabym. Na jeden melanż, albo dziesięć – tak. Do wieczorów z nosem w książkach – też. Ale to studiowania i bycia zależną od rodziców, choćby finansowo (potem już pracowałam, ale pierwsze trzy lata na dwóch kierunkach siedem dni w tygodniu – średnio było jak) – nie. Do dziesięciu kilo więcej które miałam ze względu na dietę o której piszesz – też nie. Do zawirowań emocjonalno-zakochańczych i na śmierć i życie – też nie nie i jeszcze raz nie. Choć jeszcze zupełnie się nie wyszalałam 🙂

  • Reply MEGI 15 czerwca 2016 at 22:11

    Lezka w oku sie kreci Agus…:)

  • Odpowiedz