Codziennik Dziecko

Oddychaj głęboko, czyli słów kilka o życiu z (prawie) dwulatkiem!

13 października 2015
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kojarzycie takie obrazki, w których dwoje dorosłych leży wyczerpanych na kanapie, a mały człowiek długości 90 cm. roznosi chatę. Tak się mniej więcej czujemy po ostatnim weekendzie. Jak rozjechani przez walec. W-A-L-E-C.  A kojarzycie te kawały, w których rodzice małych dzieci cieszą się z poniedziałku, bo to oznacza powrót do pracy? Zrozumiałam ten dowcip dziś rano, gdy za naszym ojcem i mężem zatrzaskiwały się właśnie drzwi wyjściowe. Gdyby nie to, że zajęta byłam ścieraniem kremu Nivea z włosów, ścian, szyb i podłogi – wstałabym i wyszła. W piżamie bym wyszła.

Ok. Żart. Oczywiście, żebym nie wyszła. Na zewnątrz 5 stopni, a ja w piżamie? Nie ma mowy! Ale prawda jest taka, że życie z około dwuletnim dzieckiem podsuwa nam niekonwencjonalne, a czasem desperackie pomysły. Jest to życie fascynujące, pełne emocji, często wzruszeń. Ale momentami jest też najnormalniej w świecie trudne i męczące. Naprawdę, okres niemowlęctwa wydaje mi się przy obecnym stanie bułką z masłem. I nie chodzi mi o nieproporcjonalny wręcz przyrost domowych obowiązków, które pojawiają się wraz z chodzącym toddlerem. I o to pranie, które trzeba robić niemal codziennie. I prasowanie, które w związku z tym nigdy się nie kończy. I nawet o tę podłogę co wiecznie w okruszkach, puzzlach, klockach. W zasadzie to również jest kaszka z mlekiem.

Bo w życiu z (prawie) dwulatkiem najbardziej męczy mnie walka…z samą sobą.

Kiedyś vs dziś

Byliśmy wychowywani w latach, w których dominującą metodą wychowawczą. było sprowadzanie dziecka, tylko do roli dziecka. Dziecko chowane było w ramach, na które składały się następujące formuły – podziel się, pobaw się, nie płacz, nic się nie stało, bądź grzeczny, bądź grzeczna, dziewczynka/chłopiec tak się nie zachowują i tak dalej. Każde epoka to inne obowiązujące nurty i tendencje. W wychowywaniu to samo. Cieszę się, że przyszło mi mieć Matyldę w czasach, gdy tak duży nacisk kładzie się na podmiotowości dziecka, na podążanie za jego potrzebami, na akceptację i rozumienie jego zachowań. Nie trzeba z nikim walczyć, nikogo przekonywać do swoich decyzji. Dziś nikogo już nie dziwi spanie z dzieckiem czy całodniowe noszenie w chuście. Argumenty nie rób tak bo się przyzwyczai nie mają racji bytu. To jest współczesna norma, o której się mówi i którą się propaguje. Nie tylko w dyskusji publicznej. Widzę to po innych rodzicach i widzę to po sobie. Czasami nie mogę uwierzyć w to, że jeszcze kilka/kilkanaście lat temu metody wychowawcze promowane w popularnym programie Super Niania wydawały mi się jedyne i słuszne. Moja rodzicielska świadomość od tego czasu uległa totalnemu przeobrażeniu. Dziś nie wyobrażam sobie w moim domu instytucji karnego jeżyka. A jednak droga, którą przeszłam od tamtego do obecnego etapu była długa i kręta. Składały się na nią liczne rozmowy, obserwacje, złe wzorce, lepsze wzorce, a przede wszystkim konfrontacja z różnymi, zupełnie nowymi, sytuacjami. Możemy przeczytać sto poradników, ale nikt nam nie da rozwiązania jak postąpić w newralgicznej sytuacji. Możemy mieć w głowie wypracowany model zachowań, a i tak wzory w naszej pamięci zapisane będą dominować.

Schematy w naszych głowach

Taki przykład. Kiedy w życiu Matyldy zaczął się etap świadomych i pełnoprawnych zabaw w publicznych miejscach dla dzieci, mój mąż zadał mi pytanie. A co  w przypadku, gdy ktoś zabierze jej zabawkę, a co gdy ona komuś ją zabierze, a co jeśli pojawi się konflikt. Jak się zachować? W duchu się uśmiechnęłam, bo uświadomiłam sobie, że przecież sama musiałam nauczyć się pewnych rozwiązań. Rozumiecie. NAUCZYĆ! Nie były one dla mnie czymś naturalnym, dla mojego męża też nie i wiem, że dla wielu rodziców również. W naszej głowie wciąż mocno funkcjonuje schemat: dziecko powinno się dzielić, bo wyrośnie na samoluba. A przecież to bzdura, dzieci mają prawo czuć się posiadaczami swoich rzeczy. Zresztą na wszystko przyjdzie czas. Pierwsze piaskownicowe konfrontacje to była moja osobista walka. Dziś nie mam z tym problemu, ale wymagało to przełamania kilku barier. Jeśli moja córka nie ma ochoty podzielić się swoją własną zabawką, to ją tym wspieram, a nie powtarzam jak mantrę, że to źle i trzeba inaczej. Gdy ona zabiera zabawkę innemu dziecku, a ono jest temu przeciwne, tłumaczę dlaczego nie będziemy się nią bawić. Gdy sytuacji tej towarzyszy nam rodzic, który oburza się zachowaniem swojego dziecka (częste!) kategorycznie nakazując mu przekazanie zabawki, odchodzę aby nie eskalować emocji. Brzmi trywialnie, ale rodzice wiedzą, że to problemy dnia powszedniego.

Życie na krawędzi!

Zresztą to sytuacja pierwsza z brzegu. Ta walka u z własnymi ograniczeniami, rozgrywa się nie tylko na placu zabaw. Życie z toddlerem jest nieprzewidywalne. A przecież wiadomo, że brak poczucia pewności i stabilizacji są głównymi czynnikami stresogennymi. Żyjemy więc w ciągłym stresie. Podróżujemy, nie zamykamy się z potomstwem w domu, staramy się być wyluzowani. Ale zdarza się, że towarzyszy nam ten podskórny, często nieuświadomiony lęk. Co dzisiaj się wydarzy. Bo że coś się wydarzy, to raczej pewne. Znamy to wszyscy. Dziecko rzuca się na ziemię się na środku alejki/ulicy/chodnika i nie pójdzie dalej. Dziecko ma zawsze inny plan na wędrówkę pomiędzy sklepowymi regałami. W restauracji dziecko upodobało sobie miejsce na zapleczu, tuż obok szefa kuchni i za nic z niej nie wyjdzie. Kolejny wieczór siedzicie w trójkę na kanapie i czytacie o słoniach, bo wasz słodki maluch zbojkotował wasze plany na romantyczny wieczór. I tak dalej i tym podobne. Podobno statystyczny 2-3 latek kłóci się ze swoimi rodzicami 20-25 razy na godzinę. Brzmi uroczo, gdyby nie to, że czasem bywa to cholernie męczące.  Wiecie co może człowieka trafić. Szlag może trafić.

Jestem Rodzicem przez wielkie R!

Zasadniczo w trudnych sytuacjach mamy zawsze dwa wyjścia. Możemy wpasować się obraz typowego rodzica, znaczy rodzica mającego przewagę. Pacyfikujemy maleństwo, pakujemy do wózka czy łóżeczka i głuchniemy przez kilka/kilkanaście minut na jawne i głośne głosy protestu. Bo w końcu kto tu ma racje? Ja, rodzic czy ty, dziecko? Rozwiązujemy problem krótko i skutecznie. Nie cackamy się. Oszczędzamy czas i nerwy, które i  tak najczęściej mamy już w strzępkach. Komu się to nie zdarzyło? Każdemu się zdarzyło. Zwłaszcza, gdy sytuacji towarzyszą dodatkowe okoliczności, jak wizja spóźnienia do pracy, umówiona godzina spotkania czy smażące się właśnie naleśniki. Ale to kiepska droga. Dająca szybkie rezultaty, ale mająca destrukcyjne konsekwencje. Każdego dnia toczę z sobą kilkadziesiąt wojen. Jestem rozdarta pomiędzy rosnącą złością i chęcią szybkiego załatwienia sprawy, a świadomością, że moje dziecko potrzebuje zrozumienia. Zdarza się, że kończę dzień z poczuciem porażki…

Ale zdecydowanie częściej jestem zwycięzcą

Ponoć rodzicielstwo kształtuje charakter. Nie w sposób się z tym nie zgodzić. Każdego dnia uczę się jak poskramiać swoje frustracje i złości. Każdego dnia znajduję dodatkowe rezerwy cierpliwości, chociaż naprawdę wydaje mi się, że ten zbiorniczek już dawno wysechł. I tłumaczę ze stoickim spokojem. Raz, drugi, setny. Można się tego wyuczyć. Tego stoickiego spokoju właśnie. Można się też nauczyć słyszenia potrzeb dziecka. Nie jest to łatwa sztuka, ale dostępna absolutnie dla każdego. Ta umiejętność rozwiązuje połowę naszych kryzysów. Można wypracować też sobie niekończące się pokłady akceptacji dla najbardziej niestandardowych zachowań dziecka. Można stać się mistrzem szukania kompromisów, choć nie jest powiedziane, że zawsze się one znajdą. Wszystko można, jeśli tę pracę zaczniemy od siebie. Problemem nie jest bowiem ów słynny bunt dwulatka, który niczym innym jest, jak naturalnym elementem jego rozwoju. Problemem jest, jaką postawę wobec tego (i innych) etapów wybierzemy. A jeśli pozbędziemy się filtrów, które nakładają nam wspomnienia, otoczenia i doświadczenia – może być tylko lepiej!

A jeśli nam nie wyjdzie, można wreszcie usiąść, wziąć głęboki oddech i pomyśleć jesteś super, jutro zaczynamy od nowa. A uwierzcie, ostatnio oddycham bardzo głęboko.

 

 

Podobne wpisy

23 Komentarzy

  • Reply aga z www.makeonewish.pl 13 października 2015 at 21:28

    Ja z dnia na dzien widze ile sie jeszcze musze nauczyc jako mama. Ponosze porazki popelniam bledy lamie zasady. Jestem slaba. Na szczescie jestem tego swiadoma i mam zamiar nad soba pracowac.
    Ps Matylda ty piekna istoto :*

  • Reply www.MartynaG.pl 13 października 2015 at 21:44

    Obawiam się co będzie za te pół roku. Im jest starszy, tym coraz sprawniej idzie mu logiczne myślenie – robi się cwaniakiem zatem zaczyna testować naszą cierpliwość. Mam wrażenie, że czasami jest zbyt mądry i marzę o tym, by powrócił mu ten głupiutki rozumek 😛

  • Reply Zośka 13 października 2015 at 21:53

    Ja znalazłam swoją drogę gdzieś pomiędzy rozumieniem potrzeb , a jednak byciem w niektórych sytuacjach tym bardziej tradycyjnym, pacyfikujacym rodzicem. I powiem szczerze, że robię to bez wyrzutów sumienia i z przekonaniem, że tak jest dla mojego synka lepiej. Mam dla niego bardzo dużo szacunku, ale nie wyobrażam sobie nie zabrać go, nawet przy protestach, z zaplecza restauracji :-). Mam też taką osobista refleksję, że rodzicielstwo wiążące się z tak dużą koncentracja na potrzebach dziecka, o jakiej się teraz często czyta, jest potężnym, emocjonalnym wyzwaniem dla rodzica. Poprzeczka jest po prostu bardzo bardzo wysoko. Ja z całą świadomością swoją obnizylam i jest mi z tym dobrze. Nawet jeśli wsadze czasem małego do wózka pomimo placzu, to myślę, że taki system w naszym przypadku generalnie działa lepiej, niż ciągle wystawianie swojej cierpliwości na próby i tłumienie irytacji. Dodam jeszcze, że pięknie piszesz o tym rodzicielskim wysiłku:-), pozdrawiam!

    • Reply radoSHE 16 października 2015 at 10:22

      Zgadzam się z Tobą. Najważniejsze to znaleźć odpowiedni balans, który będzie dobry dla dwóch stron. Dzięki za komentarz!

  • Reply paoolkaw 13 października 2015 at 22:05

    Pięknie to napisałaś. Zwłaszcza o tej nieprzewidywalności 😛 „Co się dzisiaj wydarzy?” Choć ostatnio dogadujemy się z Frankiem coraz lepiej, to nigdy niczego nie można być pewnym 😉

  • Reply Kasia 13 października 2015 at 22:31

    Wiesz Aguś, ja po prostu rozmawiam z Różą, wszystko z nią „omawiam”, wszystko „za i przeciw”, staram jej się dawać zawsze jakiś wybór np. na śniadanie kaszka czy naleśnik?. Powiem Ci, że w porównaniu z Ritą, gdzie jednak byłam młodym dziewczęciem, tutaj już mam taki spokój. Ale i tak Młoda upodobała sobie teraz biegi w sklepie. No dziczyzna po prostu. Ach i jej słynne „rzuty na taśmę” 😀 już coraz rzadziej. Zawsze wtedy brałam ja na ręce i mocno przytulałam rwące się ciałko. Aż do uspokojenia. I tłumaczyłam,a ona zawsze „aha taaa” jakoś to działało i działa do dziś. I powiem Ci, że ten czas tak szybko mija, dzieci tak szybko rosną (Ri skończyła właśnie 13 (!!!) lat), że w momencie kryzysu sobie to przypominam 🙂 (ach i nie, nie jestem święta, podejrzewam, że moja łacina ewoluowała na poziom hard level :D)

    • Reply radoSHE 16 października 2015 at 10:27

      Łacina Matki i jej ewoluowanie! Powinni książkę o tym napisać 🙂 Pozdrawiam Was!

  • Reply Agata - Ruby Times 13 października 2015 at 23:34

    Tekst baaardzo mi bliski. Codziennie toczę takie właśnie wojny, niejednokrotnie idę spać pokonana, a źródełko mojej cierpliwości wygląda raczej jak wyschnięte Morze Kaspijskie 🙂
    Ale cóż. Jutro też jest dzień 🙂

    • Reply radoSHE 16 października 2015 at 10:28

      No weź. Godzina 10.300, a u nas już całkowita susza na pustkowiu 😉

  • Reply anjanka 14 października 2015 at 14:48

    Ja jestem obecnie oklapłym rodzicem. Już drugi tydzień córka niby chora i siedzi w domu, nie w przedszkolu. Mam ciągle toczącą się wojnę. Dzieci 2 i 4 lata kochają się, bawią razem, a za chwilkę bija, wyrywają sobie zabawki, kłócą się, wrzeszczą, płaczą drąc sie najgłośniej jak potrafią. masakra. W tym wszystkim ja, a mąż w pracy dzisiaj na dodatek w dalekim mieście i wróci wieczorem. Mam ochotę iść i nie wracać przez kilka godzin…
    w takich chwilach mam zdecydowanie dużo zrozumienia dla sposobów Super Niani, chociaz ogolnie kobiety i jej metod nie znoszę.

    • Reply radoSHE 16 października 2015 at 10:33

      Rozumiem i prawie czuję Twoje zmęczenie! Trzymam kciuki i życzę szybkiego powrotu córki do przedszkola 😉

  • Reply Mama Pana Adama 14 października 2015 at 21:01

    Mój problem polega na tym, że generalnie w życiu słabo znoszę własne porażki, także te wychowawcze. Więc jeśli już takie mi się zdarzają, to oczywiście stawiam siebie na najwyższym podium wszystkich winnych. I chociaż ostatnio też staram się głęboko oddychać i tłumaczyć tę zawiłą rzeczywistość mojemu 16-miesięcznemu Bąblowi (czy 16-miesięczny Bąbel z tego cokolwiek rozumie to inna inszość…), to czasami najzwyczajniej w świecie nie ogarniam i brakuje mi cierpliwości. Żadne tam ZEN nie jest mnie w stanie uratować:) Tak naprawdę to dopiero teraz odkrywam, że z opiekuna zrobiłam się rodzicem. Bo przecież już nie jestem tylko ta od karmienia, kąpania, zmiany pieluch i usypiania na rękach, ale przede wszystkim od bycia wsparciem dla malucha eksplorującego świat, a może nawet nieco w nim zagubionego. Tak, zdecydowanie dopiero teraz mogę czuć się rodzicem:) A czy udany ze mnie rodzic? Jak cholera:D

    • Reply radoSHE 16 października 2015 at 10:37

      Nic sobie nie zarzucaj! Jesteś świetnym rodzicem 🙂 I to właśnie mam na myśli. Pierwszy rok to bardzo prosty i schematyczny zakres obowiązków. Mamy być blisko i dostarczać pożywienia. Teeeeraz to się dopiero zaczęły prawdziwe wyzwania 😉

  • Reply Ania 14 października 2015 at 23:49

    Mądry tekst!

  • Reply Zuzi Clowes 16 października 2015 at 00:19

    Uwielbiam ten tekst!

    • Reply radoSHE 16 października 2015 at 10:38

      Dzięki! Ja też go lubię, bo pomaga mi ułożyć w głowie kilka rzeczy 🙂

  • Reply Matylda 17 października 2015 at 14:40

    Wstyd się przyznać, ale dawno nie zaglądałam, a tu takie wspaniałe zmiany! Świetny wygląd strony, a do tego tekst, który pochłonęłam jak gąbka. Sama w wypowiedziach jestem lakoniczna, więc chociaż u innych poczytam. W sumie każdy powinien powtarzać sobie jak mantrnę JESTEM RODZICIEM, JESTEM ZWYCIĘZCĄ! 🙂

  • Reply www.calareszta.pl 19 października 2015 at 09:52

    No coż, łatwo nie jest, ale przecież da się. A Twoja córka jest bardzo do Ciebie podobna! Dużo siły życzę!

  • Reply OhDeerBlog.com 26 października 2015 at 12:12

    Macierzynstwo nie zawsze jest latwe, ale to takie niesamowite, ze jako rodzice mam tak ogromny wplyw na te nasze male ludziki. Damy rade!:) Matylda jest przeslodka<3

  • Reply Dwa lata | radoSHE 13 grudnia 2015 at 23:23

    […] indywidualność, tym bardziej nasza cierpliwość wystawiana jest na próbę. Czasami musimy oddychać bardzo głęboko, czasami musimy wręcz zagryzać wargi. Ale nie przejmuj się! Jesteśmy dorośli, poradzimy sobie […]

  • Pozostaw odpowiedź radoSHE Anuluj