Inspiracje Podróże i miejsca

Czy Van Gogh może inspirować?

8 grudnia 2015

Nie lubię klasycznego malarstwa. Chociaż nie … to za dużo powiedziane! Po prostu nie czuję tego formatu sztuki. Nie ronię łzy na widok Mona Lisy. Nie czuję ciężaru powagi obcując z oryginałem Matejki. Nawet Salwador Dali na żywo nie zrobił na mnie ostatnio wrażenia. Wstyd przyznać! Odrobinę mnie nawet znudził. Być może ktoś powie ignorantka i zapewne będzie miał trochę dużo racji. Jak więc się stało, że od kilku dni w mojej głowie wciąż tylko….Van Gogh!

Wszystko jest kwestią prezentacji

W sztucę lubię dynamikę, ruch i energię. Jeśli mam możliwość obcować z wyższą jej odmiana wybiorę teatr lub dobry koncert. Oglądanie obrazów na białych ścianach nie dostarcza mi żadnych wyjątkowych przeżyć, nie mówiąc już o tym, aby zostały one ze mną na dłużej. Ale TA prezentacja malarstwa klasycznego poruszyła mnie bardzo! Instalacja multimedialna Vang Gogh Alive to ponad 300o dzieł, listów i zdjęć wyświetlanych za pomocą  wielkoformatowej, ruchomej grafiki z wielokanałowym dźwiękiem jakości kinowej. Brzmi jak s-f? Wyobraźcie sobie zatem, że wchodzicie do dużego ciemnego pomieszczenia wypełnionego dźwiękiem, barwami i ruchem. Każda powierzchnia galerii – ściany, kolumny, sufit, a nawet podłoga przemieniają się w pasjonującą opowieść o życiu i twórczości mistrza. Sensoryczne przeżycia. Gra zmysłów. Sztuka inaczej. Promocyjne hasła organizatorów wystawy nie są tu ani trochę na wyrost.

Zanurzyć się w Van Gogh’u

Przez cały okres licealny na drzwiach mojego pokoju wisiała reprodukcja obrazu Kawiarnie Nocą. Uwielbiałam ten obraz, ale nie skłoniło mnie to bynajmniej do przyjrzenia się bliżej sztuce Van Gogha. Dzięki tej wystawie to się udało. Van Gogh Alive to podróż po najdalszych zakątkach życia malarza, w których powstawały jego dzieła. Wraz z każdym kolejnym cyklem obrazów przenosimy się do Holandia, w której artysta przyszedł na świat, następnie do Paryża, Arles, aż w końcu do Saint-Rémy, gdzie zmagał się chorobą psychiczną. Oglądaniu towarzyszą dźwięki muzyki klasycznej, która odpowiada nastrojom artysty, jakie towarzyszyły poszczególnym etapom jego życia. Szczęśliwy i spokojny okres życia to muzyka lekka i przyjemna. Dziełom z okresu szpitala psychiatrycznego towarzyszy muzyka niepokojąca. Im bliżej jego śmierci tym bardziej dramatyczne utwory. Całość dopełniona jest cytatami z listów artysty, które namiętnie pisał przez całe swoje dorosłe życie. Znakomicie oddawały jego aktualny stan ducha.

Tak w życiu, jak i w malarstwie mogę sobie poradzić bez pana Boga. Nie mogę natomiast istnieć ja – człowiek cierpiący, bez czegoś większego ode mnie, czegoś, co wypełnia całe moje życie – bez siły twórczej.

Sztuka inaczej

Projekt Van Gogh Alive budzi kontrowersje. Według niektórych ekspertów nowatorski format prezentacji zakłóca informacje o obrazie i sprzeczny jest z intencją samego autora, który przecież przygotowywał dzieła do ekspozycji w galeriach. (Też mi argument. Że też autor nie przewidział jak zmultimedializowany będzie XXI wiek). Zgadzam się, że cyfrowy przekaz nie pozwoli dostrzec charakterystycznej grubej i „tłustej” faktury dzieł artysty, nie oddaje też intensywności jaskrawych barw. Daje za to coś innego. O wiele bardziej znaczącego i przekładalnego. Gdy stoisz w ciemności po środku ogromnej sali i osaczają cię obrazy, które powstały w najtrudniejszym okresie choroby psychicznej malarza, to ten mrok jego duszy zaczynasz dostrzegać w każdym pojedynczym obrazie. I dzieje się rzecz przedziwna. Zaczynasz tę sztukę rozumieć. To doświadczenie, które dla takich laików ignorantów jak ja, jest nieosiągalne w tradycyjnej galerii sztuki.

Czy Van Gogh może inspirować?

Czy malarz XIX wieku może czymkolwiek inspirować współczesnego odbiorcę? Okazuje się, że dobrze przedstawiony temat może głęboko zaciekawić i skłonić do odkrywania faktów, o których w życiu człowiek sam z siebie bym nie przeczytał. Cóż mnie więc w Van Goghu zaintrygowało? Zacznijmy od końca. Artysta zmarł w wyniku rany postrzałowej. powszechnie przyjmuje się, że to było samobójstwo, ale UWAGA…broni nigdy nie znaleziono. Czy to nie co najmniej dziwne? Po zawodzie miłosnym został kaznodzieją, został jednak wykluczony z kościoła za nadmiar…gorliwości! Nie znał słowa odpoczynek. Żył kawą i alkoholem. Kochał kolor żółty. Podobno wcale nie odciął sobie ucha, a skaleczony został podczas pojedynku z innym artystą, Gauginem. Twórczość Van Gogha trwała ZALEDWIE 10 lat, w tym pierwsze 5 był to czas prób i nauki. Przy czym malarstwem zajął się na poważnie dopiero tuż przed 30-tką.

Sami powiedźcie.Czy fakt, że ktoś odkrywa swoją drogę w takim późnym wieku, a mimo to zapisuje się w pamięci potomnych na wieki, nie jest INSPIRUJĄCY? 😉

Wystawę Van Gogh Alive można zwiedzać już tylko do 14 lutego  w Centrum Wystawowym przy PGE Narodowym Warszawa. radoSHE rekomenduje. Bardzo! 🙂

Podobne wpisy

4 Komentarzy

  • Reply evay 8 grudnia 2015 at 22:36

    to w wolnej chwili zobacz serial, który mi uratował życie i właśnie ten odcinek, który nawet Mama oglądała:
    http://zalukaj.tv/serial-online/61066/vincent_and_the_doctor_.html
    http://www.dailymotion.com/video/x2cuoit_doctor-who-s05e10-vincent-and-the-doctor_tv

  • Reply Iwona z Oh Deer Blog 8 grudnia 2015 at 22:36

    Skoro rekomenduje sama Radoshe to na pewno warto pójść! Może mi się uda, kto wie, kto wie:)

  • Reply Agata - Ruby Times 9 grudnia 2015 at 00:51

    Zazdraszczam tej wystawy, gdy byłam jeszcze ..ekhm.. młoda pochłaniałam wszelkie książki o Van Goghu, o jego twórczej drodze, wypisywałam cytaty z listów do brata i ogólnie miałam jazdę. Do tej pory czuję sentyment do jego malarstwa, które z kolei otworzyło przede mną drogę ku zainteresowaniu się „poważniejszymi”, starszymi twórcami, którymi Vincent się inspirował. A mimo upływu lat na ścianie sypialni wciąż wisi symboliczny „Siewca”, którego po prostu uwielbiam <3
    Gracias za ten wpis!

  • Reply Konrad | fathersday.pl 9 grudnia 2015 at 08:52

    Gdy byłem w Luwrze to po godzinie szedłem jak otępiały, nawet gdy mijałem Rafaela de Santi to nawet nie zwracałem uwagi. Malarstwo klasyczne bardzo doceniam jednak nie na tyle wieszać reprodukcje na ścianie. Nadmiar jednak mnie przytłacza. Lubię bardzo impresjonistów. Moim ulubionym z kolei jednak malarzem obok Modriana jest Emile Friant – zafascynował mnie gdy pierwszy raz zobaczyłem jego obrazy w muzeum w Nancy. Jego reprodukcja wisiała u mnie w pokoju przez lata.

    A wystawa przednia.

  • Odpowiedz