Podróże i miejsca

5 miejsc, które odwiedzę w tym roku!

26 stycznia 2016
kkk

Wyobraź sobie taką sytuację. Masz budżet. Ograniczony (Malediwy odpadają), ale jednak. Masz kilka długich weekendów wolnych lub nadspodziewanych dni urlopowych na krótki wypad. Masz dziecko, które w razie potrzeby możesz zabrać ze sobą, ale możesz też podrzucić do dziadków. Twój wybór. Masz chęć, zapał i wyobraźnie. Masz również do wyboru pięć lokalizacji, w których podładujesz baterie. Aktywnie czy też pasywnie. W Polsce i w Europie. Gdzie jedziesz?

Gdy w weekend segregowałam zdjęcia do albumy, uświadomiłam sobie, że w 2015 roku zrealizowaliśmy prawie wszystkie kierunki, o których marzyliśmy. Była zimowa Warmia, wiosenny Kazimierz nad Wisłą, majowy Berlin, wakacyjne Bory Tucholskie oraz Bałtyk i moja absolutna wisienka na koniec roku – samotna (czyli bezdzietna) wyprawa do Rzymu. Udało się to zrobić bez stresu, bez rujnowania domowego budżetu i bez zawiedzionych oczekiwań. Pierwsze dwa czynniki zawdzięczam racjonalnemu planowaniu i poszukiwaniem najbardziej adekwatnych do naszych potrzeb i możliwości ofert. Ostatnia jest wynikiem pojawieniu się w naszym życiu Matyldy. Otóż prawda to jest powszechnie znana, że w podróżowaniu z maluchem oczekiwania drastycznie maleją. Nie ma się co spinać, i tak wiesz, że nie zobaczysz wszystkiego. Grunt, żeby nie padało i noce były przespane, a możesz wtedy mówić, że urlop był idealny. Tak, podróżowanie z dzieckiem wiele utrudnia, ale też wiele ułatwia.

Początek roku to i planowanie. Planuję kolejne miesiące. Określam cele. Wizualizuję siebie za pół roku, za dziesięć miesięcy (podobno pomaga). Rozgryzam wielkie egzystencjalne zagadnienia (jak co roku, cóż…) W tym wszystkim nie mogę odpuścić realizacji jednej z moich większych pasji – czyli podróżowania. Jestem łatwym typem podróżnika, bo nie potrzebuję wiele. Wystarczy krótki i niskobudżetowy, ale aktywny pobyt w miejscu, które chciałam zobaczyć, a baterie naładowane na dłuższy okres. Każdego kolejnego roku w moim pachnącym nowością kalendarzu, oprócz celów zupełnie życiowych, zapisuję destynacje, które chcę osiągnąć. Im więcej mi się uda, tym więcej mam energii i poczucia wewnętrznej satysfakcji. Podróżowanie działa na mnie jak fotosynteza na rośliny zielone. A ponieważ czuję, że w tym roku energii będę potrzebowała wiele, żadnego z kierunków nie odpuszczę! No dobra. Minimum 3 na 5 musi zostać zrealizowane.

1. Bieszczady

Bieszczady mają mooooc! Ale najbardziej poza sezonem. Najlepiej wczesną wiosną, gdy zima resztkami sił próbuje wtrącić swoje trzy grosze. Raz udało się nam być w Bieszczadach początkiem kwietnia. Chicho, dziko, pięknie. Na szlakach byliśmy jedynymi ludźmi. W miasteczkach i wsiach wiatr hulał, a znalezienie otwartej knajpy graniczyło z cudem. Było obłędnie. Gdy kilka miesięcy później zobaczyłam, jak w szczycie sezonu wygląda popularna trasa na Połoninę Wetlińską (a wyglądała jak Krupówki w sylwestrową noc), pomyślałam, że to wielka strata poznawać tę przestrzeń w takich okolicznościach. Bo Bieszczady to cisza. Zreszą nie muszę nikomu tłumaczyć. Kto był, widział i poczuł, ten wie. Mam nadzieję, że my również poczujemy to po raz kolejny!

13 11

2. Podlasie

Być może ktoś jest zaskoczony, kierunek to mało popularny. Turystycznie nierozpropagowany i pomijany. Podczas gdy zachód Polski ma świetny PR turystyczny, jej przeciwległy odpowiednik tkwi w świadomościowym niebycie. Konotacje, które wiążą się z tym rejonem są jednoznaczne. Dziury w drogach (Pani, w jakich drogach! – wyprostował mnie taksówkarz, z którym podzieliłam się ostatnio moim pomysłem) i białoruscy przemytnicy. Któż chciałby tam jechać. Otóż ja bym chciała, bo przecież wiem z licznych źródeł, że to miejsce wyjątkowe. Przez jakieś dziwne niedopatrzenie, nie składanie i ciągłe „nie po drodze” kompletnie nie znam tych rejonów. Właściwie sama nie wiem od czego zacząć. Im bardziej zgłębiam ten kurs, tym więcej punktów chciałabym zobaczyć. Jezioro Hańcza na Północnym Podlasiu, Małą Litwę, czyli sejneńszczyznę, Dolinę Rospudy, Szlak Tatarski, Białowieżę….i tak dalej. Im bardziej bezludnie i dziko, tym lepiej. Na pewno, któryś z długich weekendów zostanie odpowiednio w tym celu spożytkowany. I nie odpuszczę, naprawdę nie odpuszczę, spędzenia nocy w wagonie kolejowym, a dokładniej mówiąc w tym Carskim Wagonie!

 DSC_0889fot. Wojciech Jakubiukwww.pixart.com.plwww.jakubiuk.comtel. 608059925
fot. rospuda.pl, carska.pl

3. Glendoria. Mazury ze szczyptą dekadencji

Ponad rok temu dowiedziałam się o tym miejscu i od tego czasu jest na mojej krótkiej liście „must to visit”. Glendoria to jedna z najbardziej nietypowych i romantycznych miejscówek na noclegowej mapie Polski. Wśród łąk i i zielonych pastwisk rozpościera się 40 hektarowy teren, gdzie czas płynie odmiennym rytmem. Slow life na końcu świata – jak mówią właściciele. A pośród tej nieograniczonej dzikiej przestrzeni, znajdują się wygodne i designerskie apartamenty. Pomyślicie sobie, że takich miejsc na Mazurach jest mnóstwo. Tak! Ale Glendoria oferuje dużo więcej… na przykład glamping, czyli możliwość wypoczynku w przestronnych i klimatycznych pokojach namiotowych. Ta opcja nęci mnie najbardziej. Jeśli dodać do tego niezliczoną ilość ławek, hamaków, sof – porozrzucanych po całym terenie, klimatyczny basen z widokiem na łąkę, czy SPA ulokowane w samym sercu dzikiego lasu…to czy można wyobrazić sobie bardziej relaksacyjną przestrzeń? Nie sądzę! Chcę!

PicMonkey Collage PicMonkey Collage2fot. glendoria.pl

4. London Baby!

Przez lata w ogóle nie ciągnęło mnie do Londynu. Podczas, gdy moi znajomi śmigali na lowcostowe weekendy, tylko po to by pooddychać angielską aurą, ja kręciłam zdegustowana głową. Przecież jest tyle innych fantastycznych kierunków. Po co po raz 10-ty tam jechać. Przyznam, że było to spowodowane nie tyle moją ignorancją, co niechęcią, którą nabawiłam się do tego miasta wiele lat temu. Podczas podróży na północ Anglii kierowca mojego autokaru zboczył z trasy i wjechał w samo centrum tłocznego i zakorkowanego Londynu. Kluczyliśmy po mieście 3 godziny zanim udało mu się wyjechać. A przecież w pewnej małej angielskiej wiosce, 500 km dalej, czekał na mnie transfer na dalszą podróż! A że spóźniłam się spektakularnie, pół nocy spędziłam na obskurnym dworcu, czekając na kolejny transport. Zdegustowało mnie to na pół życia. No cóż, Londynie. Dojrzałam i przebaczam. Jestem skłonna przyjechać i skorzystać z wszystkich, najbardziej nawet turystycznie oklepanych, atrakcji.

anglia-autobus-ulica-londyn LondonEye_JA-JP9512752066_1366x768

5. Barcelona

Gdybym miała wskazać drugie najpiękniejsze, moim zdaniem, europejskie miasto (bo wiadomo co na pierwszym miejscu), przypuszczam, że mogłaby to być Barcelona. Tak mi podpowiadają obrazy głęboko ukryte w mojej pamięci. Wszak zdarzyło mi się raz być w Barcelonie, ale w swojej młodzieńczej głupocie przesiedziałam ze znajomymi większość czas w Hard Rock Cafe! Musicie zrozumieć, kiedyś Hard Rock Cafe robiło na człowieku naprawdę ogromne wrażenie. Dużo większe niż jakiś tam Gaudi! Dziś do tematu podeszłabym dużo ambitniej, bo o Barcelonie wiem więcej, niż o wielu polskich miastach. Czuję w kościach, że ta podróż będzie moją tegoroczną wisienką na torcie!

Park Guell in Barcelona, Spain

Ok! Wasza kolej!
Planujecie w tym roku jakieś podróże życia?
Albo chociażby roku? 🙂
Podzielcie się!

Podobne wpisy

24 Komentarzy

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 27 stycznia 2016 at 11:30

    Bieszczady też planujemy wiosną.
    I w ogóle chcemy sie pokręcić po Polsce, dawno nas tu nie było;)
    Barcelonę bardzo lubię, byłam parę razy, do Londynu ciągle mnie nie ciągnie.

    Mamy taki cichy plan wybrać się w podróż Litwa-Łotwa-Estonia, zobaczymy, co z tego wyjdzie, bo to podróż zamarzona już parę lat temu, gdy nie wiedzieliśmy, że będziemy mieć córkę z chorobą lokomocyjną;) Ale kto, wie, może do wakacji będzie lepiej.

    Pozdrawiam, przy okazji Podlasia wpadajcie na Lubelszczyznę:)

    • Reply radoSHE 31 stycznia 2016 at 11:57

      Łotwa-Litwa-Estonia też mi się kiedyś bardzo marzyła. Tak czy inaczej dzięki za przypomnienie tego kierunku 🙂
      Daj znać, jak wam się skonkretyzuje termin Bieszczad. Może się gdzieś na szlaku spotkamy 🙂

  • Reply Marta @Francuska Bombonierka 27 stycznia 2016 at 11:45

    Fajnie plany, uwielbiam Bieszczady i Barcelone 🙂 my w tym roku jak zwykle kilka razy na weekend do Ligurii a oprocz tego Bordeaux i Les Landes, Alpy wysokie, Marsylia, trojmiasto, no i moze jeszcze „gdzieś” promem, znów Korsyka albo Sardynia, zobaczymy. Uwielbiam planować wakacje 😀

    • Reply radoSHE 31 stycznia 2016 at 11:59

      Ach! A ja uwielbiam miejsce, w którym mieszkacie i Wasze podróże 🙂

  • Reply Karolina | Mrs. Lifestyle 27 stycznia 2016 at 12:12

    Wstyd się przyznać, ale tylko w Barcelonie byłam, co prawda wiele lat temu na obozie, ale bardzo chciałabym tam wrócić, już jako dorosła osoba, zupełnie nie uzależniona od grupy wycieczkowej 🙂 I zupełnie nie znam tej części wschodniej Polski, myślę sobie, że bardzo dużo tym tracę. Ja nawet nie byłam na Mazurach i za każdym razem wstydzę się, kiedy o tym pomyślę 😉 W tym roku nasze podróże będą bardzo ubogie, a to ze względu na Ludzika, który w maju do nas dołączy, ale odbiję sobie za rok, a co! 🙂

    • Reply radoSHE 31 stycznia 2016 at 12:02

      Będziecie mieć więc wyjątkowe i piękne wakacje! A później cały świat przed Wami, odbijecie sobie na pewno! 🙂
      Ps. Umknął mi ten fakt. Ale gratulacje!

  • Reply ladymamma 27 stycznia 2016 at 14:46

    Ja marzę w tym roku skromnie o Sopocie i Mazurach, z różnych względów natury biologicznej nie będziemy mogli sobie pozwolić na dłuższą podróż…;) Ale wiem, że morze w tym roku musi być moje!!!!Nie odpuszczę choćby się waliło i paliło…!;)

    • Reply radoSHE 31 stycznia 2016 at 12:07

      Spędziliśmy w zeszłym roku prawie dwa tygodnie w Sopocie. Zakochałam się w tym mieście i możliwościom podróży, które daje. Chociaż następnym razem jak Trójmiasto, to Gdynia Orłowo :)Nie odpuszczaj!

  • Reply kuba 27 stycznia 2016 at 17:38

    W ciemno wybieram Londyn i wymarzoną Barcelonę, ale zdecydowanie prym wiodą Bieszczady. Tam się odbywa każdy urlop!

    • Reply radoSHE 31 stycznia 2016 at 12:07

      Serio? No to już wiem, gdzie się zgłosić, gdy będę potrzebować praktycznych porad 🙂

  • Reply Kasia 27 stycznia 2016 at 19:09

    jak będziesz w Londynie to wpadnij na herbatkę!

    • Reply radoSHE 31 stycznia 2016 at 12:11

      A wiesz, że chodziło mi to już z tyłu głowy! Dam znać 🙂

  • Reply Agata - Ruby Times 27 stycznia 2016 at 20:42

    Wspaniałe plany! Londyn zawsze chętnie, uwielbiam tamtejsze muzea i życie nocne, Barcelona – no cóż, mam podobne wspomnienia do Twoich, chociaż zamiast w HR Cafe chodziłam po sklepach. Niby coś tam widziałam, Park Gaudiego zrobił na mnie wrażenie, ale było to jakieś 20 lat temu i niedosyt mam całkiem zrozumiały. Poza tym, to miasto jest tak pięęęknie położone i wcale nie bardzo drogie. No, marzy mi się, ale niekoniecznie z dziećmi. Raczej jako odskocznia 🙂
    To Podlasie brzmi super, zwłaszcza te noclegi! Wow, ja też bym chciała! A na Mazurach jest sporo takich fajnych miejscówek z klimatem, też musze zrobić research może kiedyś (za rok pewnie, lub dwa) pojedziemy tam z naszym wielkim stadem zaburzyć im tę legendarną ciszę wrzaskiem trójki małoletnich dzikusów..

  • Reply Agata - Ruby Times 27 stycznia 2016 at 20:44

    A w tym roku to sama wiesz: porodówka, te sprawy. Chociaż liczę na jakiś mały wyjazd w lecie, gdzieś w promieniu 100 km od domu (pewnie góry), ale to pod warunkiem, że wymienimy nasz pojazd na coś, co mieści 3 foteliki. W obecnej sytuacji musielibyśmy jeździć na dwa auta 😀

    • Reply radoSHE 31 stycznia 2016 at 12:15

      Lol. Noe jeździć na dwa auta to nie za bardzo. Swoją drogą wybór i kupno samochodu dla rodzin więcej niż 2+ to jest wyzwanie!

    • Reply Esencja 31 stycznia 2016 at 15:27

      Odbijesz sobie potem Agata 😉

  • Reply Esencja 31 stycznia 2016 at 15:33

    Ty wiesz, że to dobry pomysł z takim zaplanowaniem podróży na cały rok? Chociaż główne punkty/cele. Ja w tym roku obowiązkowo Bałtyk (nasza Białogóra), tradycyjnie urodzinowo gdzieś z psiapsiółami (każda z nas bierze po jednym dziecku i tradycyjnie któraś będzie w ciąży 😉 ), a w tym roku wypada na Rzym, więc zgłoszę się do Ciebie po wskazówki. Zapowiada się też kilkudniowy fitness camp w Barcelonie (byłoby cudownie), no i po raz trzeci z rzędu mam ochotę na Chorwację, ale chyba wymyślę jednak coś innego. Poza tym marzą mi się fajne Mazury. No i czas wybrać się na kolejną sentymentalną podróż do miasteczka kojarzącego się z najfajniejszym okresem – dzieciństwem – Wieluń. Poza tym niezmiennie zamierzam wpadać jak najczęściej do Łodzi i chłonąć to miasto wszelkimi zmysłami.

  • Reply Beata 4 lutego 2016 at 22:44

    Aga ale natchnęłaś mnie na początki rozmyślań o wakacjach! Nie wiem jeszcze co zrobimy z najdłuższym urlopem ale mam już w głowie pare weekendów na wyjazd a jednym z nich jest Warszawa!Strasznie mamy ochote na Warszawe w tym roku i zrobie wszystko by to zrealizowac! tylko tak by sie nie pokrylo w czasie z Twoimi top 5 do odwiedzenia w tym roku!Tak tak koniecznie spotykamy sie w tym roku w Warszawie, co Wy na to?:)maj czerwiec mam w głowie.. Buziaki!:)

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:32

      Jeszcze pytasz?! Na pewno się nie pokryje! W maju i czerwcu Warszawa najpiękniejsza. Czekamy na Was z otwartymi ramionami 🙂 <3

  • Reply Iwona z Oh Deer Blog 5 lutego 2016 at 18:36

    Helołłłł??!!!! Chyba zapomniałaś o Manchesterze?!:) Wpadnijcie do nas na kilka dni, a potem do Londynu, innej opcji nie widzę:)

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:32

      To jest bardzo sympatyczny pomysł, muszę Ci przyznać! 🙂

  • Reply HAART galeria dobrych pomysłów 23 lutego 2016 at 10:49

    Świetne plany 🙂 Podlasie polecam, bo tam stoi nasz stary, drewniany dom. Piękne tereny. Można znaleźć wioski, w których czas się zatrzymał…
    Pozdrawiam Hania

  • Reply kasia 654 25 czerwca 2017 at 14:09

    Polecam domki na plaży i w drzewach herbalsglamping.eu 🙂
    Piękne miejsce, prywatne jacuzzi i pyszne śniadanka.

  • Odpowiedz