Codziennik

Wolność Tomku w swoim domku, czyli słów kilka o życiu w bloku

30 stycznia 2016

Kilka miesięcy temu moją przyjaciółkę spotkała przykra przygoda. Otóż każdego wczesnego poranka zaczął wyrywać ją ze snu dźwięk domofonu. Dzień w dzień! Równo 4:45 (sł. za piętnaście piąta!). Przyjaciółka mieszka sama, więc pierwszych kilka poranków szok i przerażenie. Które szybko jednak zastąpił irytacja, później złość, a następnie konkretne wku….nie, co oczywiście w najwyższym stopniu jest zrozumiałe. Mimo czatowania przy domofonie na minutę przed tradycyjnym już dzwonkiem, nie udawało nawiązać się komunikacji. Jegomość po drugiej stronie urządzenia milczał jak zaklęty. W końcu misterną i błyskotliwą intrygą, (która gagiem mogłaby być w niejednej klasycznej komedii), dopięła celu. Dowiedziała się kim jest ten Pan Dzwoniący. I co nim właściwie kieruje.

Pozostawię tajemnicą jak doszło do odkrycia prawdy. Chociaż przyznaję, historia taka, że boki zrywać! Bardziej istotnie jest co kierowało owym natrętem. Jegomość okazał się sąsiadem mieszkającym bezpośrednio pod przyjaciółką. Wymyślił sobie, że o trzeciej w nocy (sł. trzeciej zero zero) słyszy dziwne dźwięki skrobania i stukania, czy coś w ten deseń. Noc w noc, jak sam twierdził. Oczywiście nijak miało się to do rzeczywistości. Umówmy się, człowiek pracujący w dzień, z względnie uregulowanym trybem życia, o tej godzinie przyzwoicie śpi. Spała w tym czasie i moja przyjaciółka. Ale to nieważne. Gość spod dziesiątki zarzekał się, że nocne zakłócania jego ciszy trwają OD MIESIĘCY i w końcu, najzwyczajniej w świecie, go przerosły. W akcie rewanżu postanowił odwdzięczyć się pobudkami o świcie, bo akurat wtedy wychodził na poranną zmianę do pracy. Wyrafinowana i niedorzeczna zemsta, sami przyznajcie. Kompletnie nie mogłam zrozumieć, jak bardzo zdesperowanym trzeba być, aby posunąć się do czegoś takiego!

Ale coś się zmieniło…


Bo dzisiaj gościa spod 10-tki rozumiem
Och! Jak ja go rozumiem!

Od pewnego czasu dręczy mnie równie dotkliwy i niezwykle męczący lokatorski problem. Różnica pomiędzy sąsiadem przyjaciółki, a mną jest taka, że on słyszał głosy urojone, a ja słyszę głosy realne! Łączy nas natomiast fakt, że owe głosy słyszymy od miesięcy i w tym samym stopniu jesteśmy zdesperowani. Urwało się ucho cierpliwości, jak mówi staropolskie przysłowie! Sytuacja jest następująca. Od początku grudnia (!) do dnia dzisiejszego, nasz sąsiad z góry, prowadzi permanentny i totalny remont swojego mieszkania. Przy czym nie jest to jakieś szuranie meblami, a ciągły i przenikliwy głos wiertarki, na zmianę z odgłosami uderzającego młota (bo nie młotka). Od rana do bardzo późnego popołudnia. Bardziej obrazowo? Wyobraźcie sobie, że nagle wasze stanowisko pracy zostało przeniesione do gabinetu stomatologicznego, w którym nieprzerwanie pracuje dziesięciu dentystów, borujących zęby swoim pacjentom, a w przerwach od borowania, szlifujących fach kowala. Spróbujcie wytrzymać tak jedną dniówkę, pracując przy tym konstruktywnie i bez frustracji.  Spróbujcie wytrzymać tych dniówek nieskończoność. Nie da się!

Każdego poranka, gdy przed ósmą zasiadamy do wspólnego śniadania, a na ten moment jakby czyha nasz sąsiad z góry, odpalając w tej samej minucie swój sprzęt –  DOSTAJĘ BIAŁEJ GORĄCZKI. Łyżeczka coraz głośniej uderza o ścianki kubka z kawą, chleb wściekle smaruję pastą i nawet fakt, że ta pasta to mi pysznie wyszła, nie jest w stanie już nic uratować. Nie odzywam się, bo przecież celebrujemy rodzinny posiłek. Moje w tym czasie odezwanie zapewne przyniosłoby odwrotny skutek. Poza tym zajęta jestem przeżuwaniem przekleństw, niczym rasowy żeglarz żujący tytoń w obskurnej portowej knajpie.

1b

Pomyśl o tym inaczej!

Jestem osobą bardzo cierpliwą, bardzo! I tolerancyjną do tego. Wolność Tomku swoim domku i te sprawy. Zagryzałam warki przez ponad miesiąc, mimo że życie tym nie naszym remontem mamy mocno uprzykrzone. Ma facet prawo zrobić remont? No ma! Cóż, mój wybór, że mieszkam w bloku, a nie w domku na Prerii. Ale czara goryczy właśnie się przelała. Myśli nie mogę skupić, pracować efektownie nie umiem, a dziecko moje od ponad miesiąca nie miało jednej pełnowartościowej drzemki. Koniec tego. Finito! Gdzie jest to finito?

Ostatnio brałam udział w ciekawych warsztatach dotyczących kontroli nad negatywnymi emocjami. Sztuka to niemożliwa, ale jest kilka sposobów, aby sprowadzić gniew na inne tory. Taka sytuacja. Gdy jedzie za wami samochód natarczywie i ostentacyjnie demonstrując światłami długimi, konieczność ustąpienia mu miejsca i zjechania na drugi pas – masz dwa wyjścia. Myślisz sobie, co za palant i jedziesz dalej po swojemu. Lub ustępujesz drogi, bo próbujesz popatrzeć na sytuację z innej perspektywy. Może się gość spieszy, może ma ważne spotkanie i jest spóźniony, może żonę do porodu wiezie, może najzwyczajniej ma kiepski dzień i nie należy brać osobiście jego zniecierpliwienia i złości. Przyznam, że zawsze byłam w dobra w te klocki i bez warsztatu,w którym wzięłam udział. Ludzi usprawiedliwiam jak tylko mogę (ok, nie wszystkich, ale jednak). Szukam alternatywnych wyjaśnień i zrozumienia. To moja słabość, za która często mi się obrywa. Ale w skrajnych emocjach pomaga.

Ale na Boga! Tego nie jestem w stanie ogarnąć!

Próbowałam. Próbowałam szukać usprawiedliwień, dlaczego tak długo to trwa. Przez miesiąc dzielnie broniłam przed samą sobą poczynania sąsiada. Do teraz. Bo gdyby nawet okazało się, że sąsiad z góry, nie wziął profesjonalnej ekipy, a zaoszczędzoną z tego kasę chce przeznaczyć na szczytny cel charytatywny. Bo gdyby się okazało, że to permanentne wiercenie ma cel wyższy i oto właśnie nad moją głową powstaje awangardowe dzieło sztuki; jakiś obraz na ścianie złożony z wwiertów, który przyniesie chwałę i rozgłos całej naszej mieszkaniowej wspólnocie. Gdyby się okazało, że ten remont to ma być prezent dla ukochanej kobiety, która marzyła o mieszkaniu jak z żurnala, więc on dłubie i dłubie, żeby zbliżyć się do ideału, a miłość ich taka piękna… Nawet gdyby to wszystko się okazało, nie zmniejsza to ani na procenta ułamek skali mojego zirytowania (choć umówmy się, irytacja w tym kontekście to czysty eufemizm).

1c

A zemsta byłaby taka słodka

Wracając do anegdotki przytoczonej na początku. Moja głęboka frustracja i bogata wyobraźnia podpowiada mi obrazy zemsty, słodkiej, acz spektakularnej. Może by tak z kaloryfera perkusję zrobić, może się w nocy z płaczącym dzieckiem pod drzwi sąsiada przespacerować. Piłeczką kauczukową o sufit odbijać. Codziennie. Regularnie. Nad ranem. Albo jakiś donos do ochrony czy zarządcy wysłać. W ostateczności i ten domofon to jest jakaś opcja, gdyby mi się tylko chciało zjeżdżać o świcie pod klatkę. W głowie układam dziesiątki celnych i ostrych jak żyleta tekstów. Niech no ja go tylko spotkam. W windzie, na korytarzu, czy przy śmietniku. Nie znam gościa, ale wyobrażam sobie jakim strasznym bucem być musi! Już ja mu tak wygarnę, że przecież w pięty pójdzie. Użyję TAKICH argumentów, z którymi nie sposób polemizować (na dziecko, oczywiście, go wezmę). Będzie się zwijał z tym remontowym kramem, że aż się będzie kurzyło. Niech no ja go….

Ding dong!

– Cześć jestem Marek, mieszkam nad wami. Słuchaj mam pytanko. Czy u was również od kilku dni jest lekko zimna woda w kuchni? Jest? No widzisz, u mnie to samo. Sama przyznaj, że to bardzo utrudnia funkcjonowanie. Prawda? No właśnie. Słuchaj, trzeba coś z tym koniecznie zrobić. Ja mam taki plan. Przejdę po wszystkich mieszkaniach i zapytam u kogo jeszcze nie ma wrzątku w kranie. I zrobię taką krucjatę na wspólnotę mieszkaniową, przecież to nie może dłużej trwać. Muszą liczyć się z naszymi potrzebami. Przy okazji pogadam o tych kwietnikach przy parkingu, z nim też przydałby się coś zrobić. No to jak? Jak by jakieś problemy były z tą wodą, to mogę na was liczyć? Wesprzecie mnie. Super! Spoko ja mam czas. Mam teraz przerwę w pracy i sobie coś tam w mieszkaniu dłubię, taki tam mały remoncik. W sumie dopiero zaczynam, mam nadzieję, że do wakacji skończę. Jestem wiec dyspozycyjny, mogę wszystko pozałatwiać. W końcu w grupie siła, trzeba sobie po sąsiedzku nawzajem pomagać, c’nie? No właśnie! Dobra, nie przeszkadzam, lecę dalej. Miło było poznać! W ogóle to super jest poznawać nowych sąsiadów! Do zobaczenia.

——————————————————————————————————————————————-

 

I weź tu człowiekowi wygarnij skoro on taki sympatyczny!
I przystojny do tego!
Bez sensu!

 

Podobne wpisy

40 komentarzy

  • Reply Agata - Ruby Times 30 stycznia 2016 at 19:38

    DO WAKACJI?? MAŁY REMONCIK??
    Fck! Sorry, ale uśmiałam się setnie 🙂 Cudowny wpis, chociaż współczuję to i tak się śmieję 🙂

    • Reply Ania z Tygrysiaki.pl 31 stycznia 2016 at 12:22

      No właśnie! Moi sąsiedzi z dołu też mają mały remoncik. Od kilku lat. Szybciej my skończymy budowę domu i się wyprowadzimy niż oni skończą hałasowanie 😉

  • Reply ja-matka.pl 30 stycznia 2016 at 20:19

    W pewnym momencie wyobraziłam sobie Ciebie z tym potokiem słów na ustach, kiedy ten oto sąsiad wsiada do windy, ale jest tal zabójczo przystojny, że nie mówisz nic 😂. Czytam dalej, a „on taki sympatyczny” 😘

    • Reply radoSHE 30 stycznia 2016 at 20:29

      Gdyby nie to, że mąż czyta, dodałabym również, że i owszem, całkiem przystojny ten sąsiad 🙂

      • Reply evay 31 stycznia 2016 at 20:33

        to ja mogę do niego po cukier wpaść 😉 i przy remoncie pomóc.

  • Reply Zuzi Clowes 30 stycznia 2016 at 20:20

    Też jestem ogromną fanką tego wpisu :))) i też się śmieję, choć współczuję stanie! X

  • Reply Zuzi Clowes 30 stycznia 2016 at 20:21

    Stanie, wtf! Setnie miało być, setnie!

  • Reply emilyhome 30 stycznia 2016 at 20:25

    super to opisałaś, jakbym tam była:) współczuję. ja teraz mieszkam w domu ale jak nocuje czasem u mamy i dziecię moje w nocy dorywa się do cyca a ja bronie się na całego, że koniec z tymi nocnymi przekąskami, a on drze się w niebogłosy, to zaraz szkoda robi mi się tych sąsiadów co pod nią i nad nią mieszkają, co znam ich od urodzenia i jak im spojrzę w oczy jak spotkam na klatce…i daje biedakowi tego cyca, niech będzie cicho, powalczymy z nocnymi karmieniami jak będziemy nocować w domu i nikomu nie przeszkadzać;)

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 20:52

      Miałam dokładnie to samo z nocnymi karmieniami i moimi wyrzutami sumienia względem pracujących sąsiadów! Zawsze brały górę 🙂

  • Reply Emily 30 stycznia 2016 at 21:10

    Bardzo lekki wpis 🙂 ale współczuję.bo to musi być bardzo irytujące 🙂

  • Reply evay 30 stycznia 2016 at 23:11

    pogadamy jak ten remont będzie trwał dwa lata, jak to miałam na Gramatyka…

  • Reply Monia 30 stycznia 2016 at 23:47

    Oj powinnasl byla grzecznie mu zwrocic uwage, inne godziny wiercenia ustalic , bo przeciez do lata sie wykonczycie. Ostatnio u nas nieznany osobnik zaczal wiercic o 21,30. Dziecko wybudzil. Gdyby to jeszcze sie powtorzylo to bysny go odszukali. Mieszkam w Hiszpanii i tutaj ludzie w domu lubia cisze i sa na to wyczuleni. Dzwonia od razu po straz i mierza decybele. Serio, nie ma zartow.

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 20:59

      Serio??? Zazdroszczę!
      Tu prawo lokatorskie jest jednoznaczne i w godzinach poza ciszą nocną można sobie wiercić i dłubać do woli. Przeszukałam cały internet, żeby dowiedzieć się, że może jest inaczej. Ale niestety.

  • Reply Eliza 31 stycznia 2016 at 00:58

    Nie podoba mi się ten sąsiad przyjaciółki. Zamiast przyjść, pogadać, to od razu zemstę knuje i to perfidną!
    A Ty biedna do wakacji kawy w spokoju nie wypijesz? 🙂

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:00

      Z remontem czy bez remontu – żadna różnica z tą kawą 😉

  • Reply Mama Filipa 31 stycznia 2016 at 11:53

    Sąsiad obok: kawaler, ma koleżanki, które wieczorami do niego wpadają, napić się winka i podyskutować (tak sobie to ja wyobrażam), prawda jest taka, że drą mordy w nocy i chleją, a potem się przewracają jedna przez drugą, nie umiem zasnąć, ale to chyba jeszcze nie jest najgorsze, bo nie zdarza się codziennie, tak co drugi czy trzeci dzień, więc śpię „w kratkę”. Najgorsza jest PRALKA! kurde ktoś ma tak cholernie głośną pralkę, że chyba boeing ciszej startuje … a pranie robione jest codziennie po 2 razy, a zaczyna się po 23:00, nie wiem kto to i chyba nie chcę wiedzieć, ale niechże się zlitują ileż można prać ?

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:05

      MASAKRA! Ale znam te odgłosu sprzętów AGD, bo sama mieszkałam w bloku, w którym podczas głębokiej nocy słychać było…chrapanie sąsiada u góry. Nic do ukrycia 🙂 Ale kolegi od imprez na pewno bym nie odpuściła, w takich wypadkach mamy narzędzia, które możemy wykorzystać, za zakłócanie ciszy nocnej.

  • Reply Basewear 31 stycznia 2016 at 12:15

    Przy następnej okazji sprowadź rozmowę na temat czym kto się zajmuje i pochwal się, że prowadzisz bloga 😉 Jest szansa, że zacznie go czytać 🙂

  • Reply Nature by Me 31 stycznia 2016 at 12:33

    To wygarnęłaś 😉

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:06

      Prawda?????? Powinnam z tego jakichś korepetycji udzielać, czy coś..

  • Reply Aneta 31 stycznia 2016 at 13:29

    Podziwam, że tyle dajecie radę – ja bym chyba oszalała. Ja również mam przykre doświadczenia z sąsiadami – bezpośrednio koło nas mieszkali ludzie, którzy wyszli z więzienia dopiero co. Nie mieszkam na jakimś szemranym osiedlu, wręcz przeciwnie, na osiedlu monitorowanym, ze szlabanem, ochroną, gdzie metr kwadratowy trochę kosztował. Przez pierwszy okres zastanawiałam się skąd oni się tu wzięli i czy mi się to śni. Imprezy nocne, awantury, darcie sie na balkonie, a nasz sypialnia sąsiaduje z ich salonem – byłam wykończona psychicznie, a baliśmy się cokolwiek robić, skoro wiedzieliśmy co to za ludzie. Jedynym pocieszeniem było to, że to mieszkanie wynajmowali i miałam nadzieję, że nie będa mieszkać wiecznie. To był koszmar!!! Dobrze, że wtedy nie mieliśmy dziecka, bo teraz śpi w tym pokoju sąsiadującym z tamtym salonem. Na szczęście po roku przeprowadzili się, miałam otwierać szampana, gdy zobaczyłam że się pakują, ale nie zrobiłam tego, bo się okazało, że się przenieśli do mieszkania na dół po skosie. Ale zawsze coś. Awantury rodzinne, bijatyki dalej są, ale już dalej od nas. Raz wezwaliśmy policję, gdy koleś bił się w ogródku z drugim, bo to już było przegięcie. Dalej nie wiem skąd oni się tu wzięli.
    Mieszkanie obok nas jest wynajmowane i po nich mieszkało już troje lokatorów i wszyscy w porządku, bezproblemowi, cisi, Można? Można. Tamto to było spełnienie najgorszych koszmarów.

    Mam nadzieję, że koleś skończy szybko ten remont 🙁 Napewno nie będzie wiercił wiecznie.

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:12

      Tak wiem, sąsiad remontujący mieszkanie, to nie jest jeszcze największe zło. Każdy remont kiedyś się kończy. Ale mieszkanie koło kogoś, tak asocjalnego jak Twoi sąsiedzi to musi być prawdziwy koszmar, który może zatruć każdy dzień. Cieszę się, że mieszkają już trochę dalej od Was. A jeśli to nie ich mieszkanie, a wynajmowane, to może połączycie sąsiedzkie siły i doprowadzicie do grzecznej ewakuacji lokatorów.

  • Reply Esencja 31 stycznia 2016 at 15:25

    Do wakacji mówisz? Słaba perspektywa. Mogłaś zapytać czy nie mogłabyś mu jakoś pomóc w tym remoncie, ponieważ chciałabyś nieco wcześniej móc wypić w spokoju i ciszy poranną kawę :-p
    A tak serio, to jest to koszmar, a u mnie dodatkowo uraz z dzieciństwa. Wyrosłam w bloku na łódzkim osiedlu, nowiusieńkim, ale każdy miał coś do roboty, coś do przywiercenia, coś do przybicia, tłuczenia się, tyle, że większość chodziła wcześniej po sąsiadach i uprzedzała o hałasie, podobnie jak i w przypadku imprez. Pełna kulturka. Ale jaki ja mam uraz jak słyszę wiertarkę, to nie pytaj.
    Po wyprowadzeniu się od rodziców (dość wcześnie) i zamieszkaniu na „swoim”, czyli w wynajmowanym w Warszawie mieszkaniu miałam sąsiada-świra. Dosłownie. Gość miał coś z głową i mocno mnie stresował, ponieważ nie mogłam upuścić niechcący nawet łyżeczki od herbaty. Natychmiast walił szczotką w swój sufit, a moją podłogę. Masakra. W kolejnym mieszkaniu też miałam pecha, bo facet, który mieszkał pode mną miał zarąbistego pieska. Piesek całe dnie milczał w domu, ale kiedy ten wyprowadzał go na spacer, wróć, na klatkę schodową, ten ujadał jak sukinsyn. Zamiast wyjść z nim jak najszybciej na dwór, stał na klatce i przez 5 minut zamykał drzwi, a ja myślałam, że oszaleję. Miałam wtedy maleńkie dziecko, które było wielokrotnie przez tego małego sierściucha wybudzane. Dlategochyba nie mam do dzisiaj psa. Dlatego wybudowałam własny dom. Bez sąsiadów 🙂

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:16

      Ola, z tym pieskiem to jakbym siebie widziała. Przed przeprowadzką tutaj, gdy Mati była jeszcze bardzo małym niemowlaczkiem, mieszkaliśmy w bloku, gdzie sąsiadka miała takiego samego…sorry…potworka, o wyglądzie i wymiarach gremlina. Normalnie nie było go w ogóle słychać, ale gdy tylko wychodził na klatkę, ujadał jak oszalały przez dobrych kilka minut. Zawsze wybudzał Matyldę. Przez całą ciążę i początek macierzyństwa się tyle nie nawkurzałam co w tamtym okresie 😉

  • Reply Renata 31 stycznia 2016 at 18:32

    Skąd my „blokersi” to znamy? W takich sytuacjach zawsze sobie powtarzam, że zemszczę się przy swoim remoncie. Potem , jak do niego dochodzi przeważnie dochodzi też do głosu moja empatia i świadomośc , że w klatce mieszka dużo małych dzieci i faceci pracujący na nocną zmianę 🙂 . Jeżeli nie pamiętasz, to Ci przypomnę, że Twój Tata, jak montowali u was w Mysłowicach okna dachowe i cięli betonowy dach, to obleciał wszystkich sąsiadów z przeprosinami i paroma skrzynkami wódki……. 🙂

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:18

      Tak! Przyznaję, że ten remont wymagał od naszych sąsiadów ogromnej dozy cierpliwości i zrozumienia 😉

  • Reply Olomanolo.pl 31 stycznia 2016 at 19:47

    Aga, założę się, że mieszkasz w nowym bloku, w którym jeszcze nie wszystkie mieszkania sa zamieszkane. Stąd te remonty. Ja bym oszalała, ale oczywiście sama bym słowa nie powiedziała. Wysłała bym męża, żeby poszedł porozmawiać z sąsiadem i ewentualnie zwrócił mu uwagę. Na mojej klatce ma 15 mieszkań 8 jest wynajmowanych, wyobraź sobie, jak mam wesoło 🙂

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:20

      U nas podobnie. Dużo mieszkań do sprzedaży. Dużo do wynajmu. Duża rotacja. I dużo remontów 😉 Ale wcale mi nie wesoło z tego powodu 😉

  • Reply patita 2 lutego 2016 at 10:17

    doskonale rozumiem ten stan. Na poprzednim mieszkaniu sąsiad zaczął remont robić w lipcu a jak się wyprowadzałam z mieszkania a było to dwa tygodnie temu to on jeszcze nie skończył. Kilka miesięcy remontuje mieszkanie i końca nie widać, ale w bloku w którym mieszkałam w sumie 4 mieszkania lokatorzy remontowali od kilku miesięcy wiertarki chodziły non stop.

  • Reply Kuba 2 lutego 2016 at 18:58

    Mieszkanie w uciążliwym sąsiedztwie było jednym z impulsów do wyprowadzki poza miasto. I nie żałuję 🙂

  • Reply Beata 4 lutego 2016 at 22:33

    Haha u nas podobnie! tyle że trwa to od wakacji bo wszyscy sąsiedzi wokół nas jeden po drugim robią remont mieszkania. Jedni skonczą, tydzień przerwy i następni zaczynają. Umówili się czy co? Właśnie od wczoraj jestesmy u rodziców, to już kolejna przeprowadzka do nich od wakacji bo w domu nie da sie normalnie funkcjonować. Kolejni raz zbawienni dziadkowie:) ale za każdym razem na kilka dni przed planowanym remontem sąsiedzi dzwonią i uprzedzają bo wiedzą, że małe dziecko jest. Chociaż tyle:) możemy się jakoś zorganizować. Mam nadzieje, że to już ostatni remont w tym bloku. na wiecej cierpliwosci i nerwów brak!I niech jeszcze tylko spróbują w niedziele coś robić! Kochana jesteśmy z Wami! 🙂

    • Reply radoSHE 5 lutego 2016 at 21:28

      Oo! No to rozumiesz nas doskonale! Gdybym tylko mogła również przeprowadziłabym się na ten okres gdziekolwiek! 😉 No i z naszymi sąsiadami jest jeszcze tak, że nikt tu nikogo nie informuje, bo po co.więc sami musimy się doinformowywać jak długo to wszystko jeszcze potrwa . Powoli dochodzę do wniosku, że człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do życia w każdych warunkach! 😉

  • Reply Iwona z Oh Deer Blog 5 lutego 2016 at 18:22

    Masz rację – bez sensu, albo jakto się kiedyś mawiało BEZ SERA!:)
    U nas na szczęście sufty mocno podwieszane więc nic a nic od sąsiadów nie słychać, ale u mojej mamy w bloku też było kilka podobnych historii. Życzę cierpliwości Kochana:)

  • Reply wiedźma 14 lutego 2016 at 13:05

    no, ja to mam pomysłowych sąsiadów. od momentu, gdy się wprowadzili, aź do momentu, gdy właściwie z miotłą w ręku wylecialam na klatkę i zrobiłam nieziemską awanturę, proceder prowadzili następujący : co 2 dzień, w tym w soboty koło godz.5:45-6:00 rano dzwonili do mnie domofonem ich znajomi, którzy chcieli się dostać do ich mieszkania, licząc że im otworzę drzwi, że niby się pomylili. raz, drugi trzeci otworzyłam, towarzystwo jest mieszane, może niezbyt kumaci, pomyślałam, rotacja spora, byłam człowiekiem, pomylić się każdy może, ale po 3 miesiącach dotarło do mnie, o co chodzi. znajomi chcieli się dostać do mieszkania moich sąsiadów, ale nie obudzić tym domofonem ich dzieci (!). zamiast dzwonić do nich, dzwonili do mnie, wówczas moi „zacni” sąsiedzi wychodzili na klatkę schodową i otwierali swoim znajomym dzwi ręcznie(parter) i przyprowadzali pod moim nosem do swego mieszkania. spryt ich wziął się stąd, że system domofonów mamy tak niewdzięcznej konstrukjcji, że jak dzwoni do kogoś domofon w mieszkaniu, to we wszystkich lekko go słychać. i tak państwo sobie wykombinowali, że sygnalizację będą mieli, że ktoś do nich, ale nie będą ich dzieci budzone. i teraz uwaga: sama mam małe dzieci. i oni doskonale o tym wiedzieli. w końcu piana na zębach, furia i dziki szał zdominowały moje człowieczeństwo i wyleciałam na tę klatkę i dałam upust moim emocjom. skutek: koniec procederu. czasami się inaczej nie da.

    • Reply radoSHE 25 lutego 2016 at 17:27

      Szczyt bezczelności! Kurde, ludzie to mają tupet!!!! Nie dziwię się Twojej reakcji, podziwiam natomiast, że tak długo wytrzymałaś! 🙂

  • Reply Damian 20 lutego 2016 at 06:49

    Ta historia skojarzyła mi się z pewną sceną filmową 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=b5FKnK7TaUc

    • Reply radoSHE 25 lutego 2016 at 17:28

      Tak właśnie tak!!!!!

  • Reply Fifth Metatarsal Fracture 4 marca 2016 at 12:50

    Howdy I am so glad I found your blog page, I really found you by accident, while I was
    researching on Digg for something else, Regardless I am here now
    and would just like to say many thanks for a remarkable post and a all
    round thrilling blog (I also love the theme/design), I don’t have time to look
    over it all at the moment but I have saved it and also added in your RSS feeds,
    so when I have time I will be back to read more, Please
    do keep up the superb b.

  • Odpowiedz