Codziennik

Jak stracić 5 kilogramów w tydzień!

2 marca 2016

Przeglądam się w lustrze i oczom nie wierzę. Spodnie rurki obciskające zakupione ostatnio – wiszą. Sukienka powiewa smętnie jak łachy na strachu na wróble. A pierścionek zaręczynowy – od lat stabilnie tkwiący na swoim miejscu – spłynął ostatnio wraz z nurtem prysznicowej wody. Cóż tu się zadziało moi drodzy Państwo?! Jak ja tego dokonałam? Bo przecież nie żadną dietą cud, rzecz jasna!

Gdybym nie doświadczyła, sama bym nie uwierzyła. Schudnąć pięć kilo w tydzień to naprawdę pestka. Możesz to zrobić bez odmawiania sobie wszystkiego, bez ćwiczeń katorżniczych i kalorycznych tabel. Słowem, żadnych nawyków życia i żywienia zmieniać Ci nie trzeba. Mój sprawdzony, opatentowany i skuteczny sposób wygląda tak:

Po pierwsze

W tygodniu poprzedzającym planowane schudnięcie oddaj dziecko swe do placówki publicznej. Ok, nie musi być publiczna, może być i prywatna. Ważne, aby publiczne zabawki w niej były i minimum cztery inne małoletnie pocieszki. Nie musisz zostawiać swej pociechy na dzień cały. Naprawdę wystarczą 2-3 godziny. Ważne tylko, aby wizyta odbyła się w okresie największej zachorowalności na grypę. Bądź spokojna. Reszta zrobi się sama.

Po drugie

Postaraj się nie wysypiać. Nawet jeśli Twoje dziecko całkiem dobrze śpi w nocy, postaraj się zarwać ją we własnym zakresie. Jakaś  kawa późno wieczorna, jakieś filmy do głębokich godzin nocnych, jakaś rozkminka intelektualna, co nie pozwala zmrużyć oka. Słowem nie staraj się w żaden sposób wzmacniać i zregenerować swojego organizmu. Nie jest to do niczego potrzebne w moim sprawdzonym sposobie na schudnięcie

Po trzecie

Załaduj sobie początek tygodnia arcy ważnymi spotkaniami. Ale takimi, że całe życie może od nich zależeć. A pomiędzy tymi spotkaniami daj sobie 15 minut przerwy na działania logistyczne. Co to znaczy, że nie dasz rady dobiec z miejsca A do miejsca B? Ja nie dam rady ?!?! Deszcz leje, szalik zapomniany w domu leży, wiatr zrywa głowę, a ja biegnę. Jak Usain Bolt biegnę, w tych moich cieniutkich botkach na szpilce. Widzisz? Dobiegłam! Jak człowiek chce to umie. 100% planu zrealizowane. A że mi się trochę oczy świecą w lustrze windy to nic wielkiego przecież.

Po czwarte

Wróć do domu przepełniona triumfem i sukcesem, dotknij kontrolnie czoła dziecka swego i – choć to trudne – postaraj się zachować spokój. Głowa rozpalona jak grill pod kaszankę, męczy się dziecko przeokrutnie, a syropy i czopki na niewiele zdają. Zarwij więc kolejną noc, nie ze swojej winy tym razem. Kołysz w ramionach, szeptaj do ucha i schładzaj rozgrzane gorączką czoło. Rano bez kawy, bez śniadania, bez czapki i rękawiczek (kto by o tym myślał!) – za to z zacnym bagażem stresu – biegnij do lekarza, po to by usłyszeć: Córka ma grypę. Miejmy nadzieję, że nie TĘ GRYPĘ. Jak nie przejdzie do piątku – hospitalizujemy. I proszę na siebie uważać, Pani Agnieszko! Proszę się z dzieckiem nie przytulać, nie miziać po twarzy, proszę czasami również nie zachorować. Czo ten doktor? Ja miałabym się pochorować? Ja? Ja z dziesięć lat nie byłam na nic chora. Też mi dowcipniś z tego doktora.

Po piąte

Noc trochę lepsza, bo przecież po grypie dziecka nie ma już prawie śladu, ale co to? Budzisz się rano, ale nie jest jak co rano. Jest podle. Gorszego ranka nigdy nie było. Ale co tam dziwne łomoty w twojej głowie. Co tam uczucie straszne, jakby walec jakiś miażdżył każdą pojedynczą kość twoją. A mięśnie, o których posiadaniu nie miałaś pojęcia, nagle dotkliwie manifestują swoje istnienie. Nic to! Przejdzie po rutinoskorbinie! Zwlekasz swoje obolałe ciało i zaczynasz nowy piękny dzień. Ach, życie takim cholernym cudem jest! Oszukujesz się przez równie 40 minut, podśpiewując pod nosem znany szlagier Mam tę moc.

Po szóste

A jednak nie masz. Kolejne dni spędź w łóżku nie robiąc nic. Absolutnie nic. No może poza gorączkowaniem i robieniem sobie wyrzutów sumienia. A powodów masz sporo. Dlaczego Ty nierozsądna kobieto (eufemizm) nie zaszczepiłaś się we wrześniu na tą cholerną grypę. Przecież Ty tu umierasz! Poza tym zobacz ile swoich złotych zasad złamałaś w tym tygodniu! Dziecko drugi dzień wlepione w bajki na ekranie, a ty zamiast zasmucić się tym faktem, dziękujesz stwórcy za powstanie youtuba. Żadnych twórczych i kreatywnych zabaw w tym tygodniu. Posiłki spożywa wszędzie tylko nie w swoim krzesełku. Posiłki to znaczy słoiczki! Okna brudne od borówkowych łapek, że świata bożego nie widać. Posprzątasz za milion lat, jak już się zwleczesz z łóżka. Trudno. Wzięłaś zwolnienie, choć matki podobno go nie biorą. Sumienie więc trochę gryzie.

Po siódme

A dołóż sobie kolejny problem. Nic tak nie spala kalorii jak ich zbędny nadmiar. Właśnie rusza ważny blogowy konkurs, na który czekałaś i w którym startujesz. Takie plany miałaś na zaangażowanie swojej społeczności. Posty motywacyjne i posty rozśmieszające, memy okolicznościowe, minimum dwa blogowe wpisy, może nawet jakiś filmik na końcu! A tymczasem sił i pomysłów starcza Ci na napisanie żebropostu i terroryzowanie najbliższych 😉 Miało ci nie zależeć, ale zależy jak diabli. Widzisz jak konkurencja dwoi się i troi, aby uzyskać pożądany wynik. Ach, jakie te emocje są wykańczające! Dziecko już prawie zdrowe. Ale ty znów nie śpisz, bo odświeżasz stronę z wynikami, które nie wiedzieć czemu aktualizowane są w środku nocy.

Po ósme

Po ósme i po ostatnie. Każda grypa się kiedyś kończy i każdy stres odchodzi w zapomnienie. Przychodzi nowy tydzień, a z nowym tygodniem nowy miesiąc, nowe siły i nowe możliwości! I tylko tych kilka centymetrów w pasie brak, ale nie ma takich pączków, coby nie uformowały masy od początku.

Nie idźcie jednak tą drogą. Dbajcie o siebie!

Ps. Dziękuję za wsparcie, dobre słowo, chęć pomocy i smsowe głosy! Czytelnicy, rodzino, znajomi – jesteście wielcy! Jedziemy dalej! 🙂 

 

 

 

Podobne wpisy

6 komentarzy

  • Reply Esencja 2 marca 2016 at 21:53

    Można się zestresować od samego czytania. No to teraz możesz dołożyć do pieca, uzupełnić to czego brakuje z akcentem na sen i luz. Dobrego tygodnia Aga, dobrego miesiąca.
    Cieszę się z Twoich wyników. Czekamy dalej tak?

  • Reply Matko Zabawko 3 marca 2016 at 00:50

    No nie, ja tu się spodziewałam jakiejś diety cud 😀

  • Reply Agata - Ruby Times 3 marca 2016 at 16:22

    Oj Aga! Wnioski wyciągaj, szalik z domu zabieraj 🙂

  • Reply evay 3 marca 2016 at 17:10

    tyle choruję że powinnam ważyć 50kg…

  • Reply magda 3 marca 2016 at 18:25

    Hmm…gdyby to działało zawsze, to po ostatnich trzech tygodniach powinnam… no właśnie !! Jednak wchodzę na wagę… a tu ani drgnie! Nie żebym zazdrościła choroby, czy trudnego okresu w Twoim życiu… tylko tak po prostu żal, że u mnie matematyka się nie sprawdziła i te 3 tygodnie nie jest równe 15 kg mniej! 😉

  • Reply Renia Hanolajnen | Ronja.pl 4 marca 2016 at 02:59

    Biedaku, minus 5 kg przy Twojej piórkowej wadze? Toż Ty chyba zupełnie znikłaś 🙁
    Życzę nowej energii, mnóstwo snu, relaksującej kąpieli (i drinka) z bąbelkami, słowem: zero spinki.
    U nas też pogrom, zdaje się, że jakiś przedszkolny rotawirus mnie dopadł. Bałam się o karmienie, ale przynajmniej kilka nadprogramowych kilogramów pociążowych poleciało 😉 (chociaż też nikomu nie polecam tej metody odchudzania!).

  • Odpowiedz