Dziecko

Chrońmy dziecko w dziecku. Tak szybko dorasta!

7 marca 2016

Patrzymy co rano przy śniadaniu na naszą córkę i głośno zastanawiamy się, jak długo to jeszcze potrwa. Ta przejrzystość myśli, te niczym nie zmącone uczucia, ten brak filtrów, zniekształceń, barier i konwenansów. Patrzymy z niemałą zazdrością, bo uświadamiamy sobie, jak starzy jesteśmy, jak bardzo wtłoczeni w normy i ramy, z którymi wcale nie zawsze nam po drodze. Ale patrzymy też z zachwytem, bo nie ma absolutnie nic piękniejszego, niż możliwość ogrzania się w promieniach jej świata. 

Oprócz tysiąca powodów, dla których fajnie jest być rodzicem, jeden powód jest wyjątkowo szczególny. Można się przejrzeć w swoim dziecku jak w lustrze i zobaczyć ile straciliśmy na rzecz dorosłości i wzywań, które przed nami stawia. Można sobie wyraźnie, a czasem boleśnie uświadomić, że proces wygaszania dziecka w dziecku, oprócz naturalnych etapów rozwoju, w dużej mierze zależy od nas. I w końcu można podjąć wysiłek, aby te naturalne przymioty naszego potomka zachować w nim jak najdłużej. 

Taka na przykład – wyobraźnia!

Matylda jeździ na wyimaginowanych sankach, po wyimaginowanym śniegu, w całkiem realnym i materialnym pokoju. A nigdy na prawdziwych sankach sama nie jechała i raz tylko tej zimy taką atrakcję zobaczyła. A jednak potrafi sobie to wyobrazić. Jednego dnia jest czerwonym kapturkiem, a słoń pluszak jest wilkiem. Sprzedaje mi niewidoczne dla świata bilety na tramwaj, bo przecież zaraz do niego wchodzimy i w drogę. A tym tygodniu najlepszym przyjacielem jest ziemniak, który zaliczył już kilka wspólnych kąpieli, karmień i czytanie bajek. 

Wczoraj na przykład. Zerwała się ze swojego krzesełka, wskazała palcem na sufit i krzyknęła:

Mamusiu! spójrz! LEW! Gonimy go!

I goniłyśmy po całym mieszkaniu. A on skakał zwinnie, lekko, z gracją taką, jak to lew przecież. To tu, to tam. Raz był w szafie, raz na stole, zaraz schował się pod łóżkiem, o teraz jest na karniszu! Żółty taki był cały, z grzywą piękną i bujną. I wyglądał kropka w kropkę jak nasz lew z książki z wierszami Tuwima. Nie musiałam go sobie specjalnie wyobrażać. Widziałam go oczami Matyldy.

A na co dzień mam problem, aby zwizualizować sobie ważną rozmowę biznesową. 

11 12

I czysta dziecięca szczerość

Konwenanse, społeczeństwo, etykieta. Co można powiedzieć, czego nie należy. Co można zrobić, co zostanie źle odebrane. Kultura, ramy, bariery, normy społeczne. Jesteśmy tym przesiąknięci do szpiku kości. Filtry, które sami sobie narzucamy. To nasza słabość. Moja na pewno. Tymczasem dzieci….Jesteśmy w sklepie. Przed nami idzie sympatyczna ekspedientka, pokazuje nam drogę do alejki, w której znajdziemy ekstrakt waniliowy. WTEM! Matylda jak nie huknie na sklep cały, jak nie zakrzyknie!

Mamusiu! Spójrz! Pani ma dziurę w spodniach. NA PUPIE!

Rzadko się czerwienię, ale to był akurat ten raz, gdy przypominałam obranego buraka. Zakrzk był naprawdę solidny. Z pół sklepu słyszało, wiem, widziałam. A Pani ekspedientka, niczym niezmieszana, gruchnęła śmiechem, dziękując za poinformowanie jej o tym fakcie. Bo nic nie wiedziała, nikt jej nie powiedział, a przecież chodzi w tych spodniach cały dzień. Dopiero dwulatka musiała przyjść i poinformować co jest na rzeczy.  

A ja mam dramatyczny problem, gdy muszę powiedzieć przyjaciółce, że źle wygląda w nowej fryzurze. Chociaż sama względem siebie wymagam absolutnej szczerości otoczenia. 

4 10

 

 Empatia, czyli współodczuwanie

Mamusię boli ząb? Mamusiu boli cię ząb? Pokaż! Wszystko jest w porządku? Przytulę. Podmucham. Boli jeszcze? 

I tak o tym zębie dwa dni. Chodzi, pokazuje, dmucha, przytula. Mimo, że tylko raz jej powiedziałam. Bo od tego zęba to mnie i cała głowa bolała i rozdrażniona byłam strasznie, akurat w nocy tabletki przeciwbólowe się skończyły. Więc powiedziałam, bo przecież z dzieckiem trzeba w otwarte karty grać. Nawet jak za małe i nie zrozumie. A ona zrozumiała, zapamiętała. I ciszej jakby krzyczy i śpiewa i tłucze się klockami, choć to akurat moje pobożne życzenia chyba 😉 Historia powtarza się, gdy płaczą dzieci w parku lub klubiku, gdy ktoś z nas uderzy się o róg stołu lub gdy dzwoni babcia, która 2 miesiące temu złamała nogę. A ona wciąż to przeżywa i dmucha na nogę babci przez głośnik telefonu komórkowego. 

A ja sobie wmówiłam, że jeśli oślepnę i znieczulę się na ogrom smutków i tragedii, które docierają do mnie każdego dnia, to będę silniejsza. 

1 3

Gdy tak sobie co rano obserwujemy nasze dziecko, jesteśmy niemal pewni czego dla niej chcemy. A chcemy by pozostała dzieckiem jak najdłużej. Żeby to światło, które nosi w sobie, a nosi je w sobie każdy dzieciak, paliło się jak najdłużej i jak najmocniej. Spróbujemy nie zgaśmy go nadmiarem bodźców, oczekiwaniami ponad miarę, przyspieszaniem kolejnych etapów i próbą wtłoczenia w znane schematy. Patrzymy na siebie i wiemy, że dziecko wyrośnie z dziecka, samo. Niestety, to nieuniknione. Tym bardziej nie ma się do czego spieszyć. Chcemy ją taką jak najdłużej.

 

Podobne wpisy

7 komentarzy

  • Reply Marta / pani poczytalna 8 marca 2016 at 11:13

    Racja. Dorosłość jako początek umierania. Moja córka trochę starsza, już ją schwytało kilka konwenansów, już ma kilka wyobrażeń co „dziewczynka powinna” podłapanych z przedszkola. Ale wciąż jeszcze przyjaźni się z wyimaginowanym krokodylem i wciąż nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Uwielbiam na to patrzeć.

  • Reply KreacjoWariacje 8 marca 2016 at 12:09

    Oj, jak ja to dobrze znam! Z jednej strony chcemy, by nasze dzieciaki zachowywały się coraz dojrzalej, a z drugiej, aż się łezka w oku kręci na wspomnienie pewnych zachowań, powiedzonek, etc. Ważne, że dzięki dzieciom jesteśmy jeszcze czasem w stanie odnaleźć i w sobie to ‚wewnętrzne dziecko’. Fajny i ważny wpis!

  • Reply Ania | PrimoCappuccino 8 marca 2016 at 15:10

    O jak bardzo postrzeganie dziecka się zmienia, gdy idzie do przedszkola. Moja córka miała 2,5 roku, gdy dołączyła tam do brata, a od pierwszego tygodnia kazała się nazywać księżniczką i różowy stał się proprytetowym kolorem, mimo, że wcześniej nie widziała zbytniej różnicy między tym, co ubierają dziewczynki a co chłopaki. Staram się znaleźć równowagę między tym, czego chcę ją nauczyć, a tym, czego sama wciąż chcę uczyć się od niej. I tak, uświadamiam (najczęściej babci), że to od dziecka warto się uczyć, bo ma w sobie piękno i bezwarunkową miłość, o którą nam dorosłym trzeba dziś walczyć.
    Pięknie to napisałaś!

  • Reply Iwona z Oh Deer Blog 9 marca 2016 at 09:53

    Czy od tej pory mogłabyś nie dodawać we wpisach żadnych zdjęć? Bo człowiek się na tekście skupić nie może, patrząc na taką ślicznotę:-) Masz zupełną rację! Taka dziecięca niewinność i szczerość są mega rozbrajające. Stwierdzam, że dorosłość jest do bani:-)

  • Reply Agata - Ruby Times 9 marca 2016 at 19:21

    Świetny wpis, i powiem Ci, że u nas bardzo podobnie! I z tą empatią („mamusiu, bolało, pocałuję!”) i z wyobraźnią. To niesamowite, jak oni potrafią się bawić bez żadnych gadżetów! Moja siostra przyjechała do nas ostatnio i była zachwycona tym, że Stworom wystarczy, że mama (Królowa Elsa) wyczaruje dla nich w salonie ślizgawkę. I ruszają od razu się ślizgać, i mamy ich z głowy na pół godziny. Potem proszą o śnieg i z zachwytem wpatrują się w sufit, jakby naprawdę z nieba leciały piękne śnieżynki.
    Sto razy dziennie biegają do garderoby by ochronić nasz dom przed złym potworem. Po bardzo długim czasie wreszcie domyśliłam się skąd ten potwór – na czerwonej ścianie są odłupane dwa kawałki tynku, które wyglądają jak złe oczy :)) Ta wyobraźnia jest niesamowita!

  • Reply Pola-Odpoczywalnia 10 marca 2016 at 22:39

    Pięknie napisane:) mój synek w swoim czasie jeździł na paczce pampersow twierdząc że to czołg, a trzypak ręczników papierowych był walcem drogowym. Uwielbiam to

  • Reply Salusiowo.blogspot.com 14 marca 2016 at 16:18

    Pięknie napisane

  • Pozostaw odpowiedź Agata - Ruby Times Anuluj