Codziennik

Tak młodzi jak dziś nie będziemy już nigdy więcej

13 kwietnia 2016
11l

Codziennie rano przecinam pieszo główny dziedziniec uniwersytetu. Nie skracam sobie tym żadnej drogi, a wręcz przeciwnie, bo co rusz mam przeszkodę do ominięcia. Tu student pomyka na deskorolce nieświadom przechodniów obok, tam grupa stanęła na szerokość chodnika i się zaśmiewa w najlepsze, tu nie przejdę, bo przecież kawę najlepiej się pije siedząc na murowanych schodach. W rezultacie droga krótsza, ale dłuższa i bez sensu. Dodatkowo kocimi łbami wyłożona, a na nogach obcas.  Przecinam jednak ten dziedziniec co rano, aby nie zapomnieć. Nie zapomnieć jak to jest, jak było. Smells like teen spirit.

Zwłaszcza teraz stało się to moją mocną potrzebą. Teraz, gdy stateczna rzeczywistość sięgnęła po mnie swoje macki i mocno je zaciska. Co roku w moje urodziny dzwoni do mnie przyjaciółka rówieśniczka, znana ze swojego bezkompromisowego języka. I życzenia zaczyna mniej więcej tak: „K**** Aga, jesteśmy zajebiście stare! Kiedy i jak  to się stało!!???.” I tak od kilkunastu lat, chociaż z roku na rok tony coraz bardziej dramatyczne 😉 Do tej pory kwitowałam wewnętrznym przekonaniem, że mnie ta sprawa w ogóle, ale to w ogóle nie dotyczy. Trzydziestka na karku to nie koniec świata. To wciąż pełnia młodości. Wciąż mogę wszystko. Żadnych moich urodzin nigdy szczególnie nie przeżywałam. Nie ruszał mnie upływ czas w ogóle.

Nie ruszał. Bo właśnie zaczął.

Mówią, że to ciało się starzeje, a dusza pozostaje młoda

Mylą się. Mylą się chociaż rok temu dałabym sobie za tę myśl oświeconą rękę uciąć. Bo ciało – faktycznie – starzeje. Po trzydziestce starzenie się nie jest już tylko pojedynczym siwym włosem znalezionym przypadkiem na głowie. Po trzydziestce zaczyna się mały armagedon. Ciało nagle przestają się układać, przemiana materii postanawia pójść na urlop, a brak odpowiedniej ilości snu zobaczysz na każdym centymetrze swojej twarzy. Nie dbasz już o siebie po to, aby wyglądać lepiej. Dbasz po to, aby nie wyglądać gorzej. No cóż. Z naturą nie wygrasz. Możesz co najwyżej redukować skutki przegranej, ale nie ma co przesadnie szaleć. W tej bitwie od początku jesteś na straconej pozycji.

Z duszą niby inaczej, bo na jej stan mamy wpływ. Tak myślałam. Tak myślałam, że nic nie zniszczy nigdy mojego życiowego entuzjazmu, wiary w rzeczy wielkie, które każdego dnia mogę dokonać, ufności w ludzi i ogólnej pozytywności nastrojów. Tymczasem zdarzają się dni, że nic od rana do nocy nie robię – tylko zrzędzę. Polityka taka nie moja, ludzie których nie rozumiem, korki, w których tracę czas, skarpetki, tak bardzo na ziemi, kwaśne pomarańcze-jak można takie w ogóle sprzedawać. Każdy powód jest dobry, żeby wypluć swoje frustracje. Całe szczęście przychodzą chwilę otrzeźwienia, są jak wymierzenie siarczystego policzka. Jesteś dokładnie takim człowiekiem, jakim nigdy być nie chciałaś. Ogarnij się. Nie bądź nim! Na ogarnięcie mam szybki sposób. Wizualizuję sobie siebie za 10-20 lat. Czy chcę być zgorzkniałą babą, jak nasza sąsiadka spod dziesiątki? Nie chcę! Co warte jest życie człowieka, gdy nie ma on z tego życia za grosz radości. Doprecyzowując: gdy nie chce lub nie umie sobie tej radości w życiu zobaczyć i przeżyć. Równie dobrze człowieka mogłoby nie być.

16l

Smells like teen spirit

W weekend oglądałam taki film, po którym długo nie ruszałam się z kinowego fotela. Łapałam bowiem łzy rzęsiste do pustego opakowania po paprykowych chipsach. Film ten miał tytuł Mustang i ogólnie rzecz biorąc był wielce przejmujący. I też bardzo złożony, miażdżący serce na różnych płaszczyznach. Wydawać by się mogło, że ryczę bo historia taka ciężka: zniewolone kobiety, utracona wolność, utracone życie…a ja ryczałam z zupełnie innego powodu. Ryczałam, bo morał historii był jasny. Tylko nieujarzmiona młodość może pokonać największe przeszkody. Te mentalne również. Ryczałam, bo nic już chyba we mnie nie zostało z tej młodości ducha. Bo dorosłe filtry, które sobie wrzuciłam, zadomowiły się już raczej na dobre. Bo zapomniałam jakie wielkie marzenia miałam jeszcze całkiem niedawno. Nie, nie zapomniałam; skutecznie wmówiłam sobie, że te marzenia już nie są dla mnie.  Wtedy, w tym kinie, tuż przed północą, poczułam się po raz pierwszy staro. Kiedy i jak to się stało? cytując klasyka.

I kilku dni potrzebowałam, żeby sobie to wszystko objaśnić, zrozumieć i wytłumaczyć.  Że każdy dzień, jest tym dniem, w którym mogę wszystko, jakkolwiek banalnie i infantylnie to zabrzmi. Wiek, kilogramy, kolor spódnicy czy liczba zmarszczek, nie ma tu najmniejszego znaczenia. Że jeśli czegoś nie robię to nie z powodu metryki. Najzwyczajniej w świecie nie robię bo tego nie czuję lub brakuję mi odwagi. A odwaga nie jest powiązana z wiekiem, tylko z poczuciem braku pewności siebie. A ta z kolei zależy od czynników miliona pięćset. Wiek to takie łatwe wytłumaczenie, którym racjonalizujemy sobie naszą niemoc. A guzik prawda!

Bo tak młodzi jak dziś nie będziemy już nigdy więcej.

8l

Podobne wpisy

10 Komentarzy

  • Reply Mikołaj 15 kwietnia 2016 at 08:19

    Mówisz – tak młodzi jak dziś, nie będziemy już nigdy więcej. A ja Ci odpowiem – że tak starzy jak dziś też nie będziemy już nigdy więcej. Fajnie, że wiesz, że wiek to nie wyznacznik naszego życia, wszystko zależy od naszego nastawienia do życia, spójrz chociażby na polskiego podróżnika Aleksandra Dobę, facet starszy od nas o ładnych „kilka lat”, a przepłynął na kajaku Atlantyk i został uznany za podróżnika roku 2015.
    Ostatnio, gdy wróciłem do kraju pozbawiony pamięci, coś zrozumiałem tak dogłębnie. Zrozumiałem trafność sentencji „Carpe diem”, bo to „dziś” daje nam radość i wspomnienia na przyszłość (moje choć się ulotniły, mają powrócić za kilka miesięcy), daje nam też przyjaciół, którzy zostają na zawsze. Pamiętaj, jesteśmy młodzi dopóki nam się „chce” żyć i metryka nie ma tu nic do gadania – starym można być w wieku 20 lat, a młodym w wieku 80.
    Życzę Ci, abyś zawsze była młoda, bo młodość ducha daje nam skrzydła do pokonania kolejnego dnia na drodze naszego życia.

    • Reply radoSHE 18 kwietnia 2016 at 21:09

      Mikołaj, dziękuję za ten komentarz.

  • Reply Esencja 15 kwietnia 2016 at 21:19

    Kurcze Aga, nigdy nie przywiązywałam wagi do swojego wieku, upływających lat, jak wiesz nie czuję się na tyle lat ile mam i nie mam potrzeby poczuć. Jest mi dobrze z tym stanem, w którym teraz jestem, z moją dojrzałością i świadomością różnych rzeczy. Nie zastanawia mnie też jak to będzie później. Chłonę życie, bo doświadczyłam tego, że jest kruche i ulotne. Widzę pewne zmiany zachodzące wokół mnie, widzę również te w sobie i na sobie, coś się zmienia, ale nie jest to jeszcze etap, który skłoniłby mnie do jakichkolwiek smutnych refleksji. Oby zostało tak jak najdłużej. Chwytam chwile i celebruję na tyle na ile potrafię i mogę. Bo bardzo. chcę

    • Reply radoSHE 18 kwietnia 2016 at 21:11

      Ola, Ty to masz po prostu w sobie 🙂 Wzór do naśladowania!

  • Reply asia/wkawiarence.pl 15 kwietnia 2016 at 23:43

    nie bardzo mnie obchodzi ile mam lat, bo mam ich az nadto, aczkolwiek i tak mało kto w to wierzy zerkając na mnie spod nosa. A ja się cieszę tą chwilą i lat już nie liczę. Dodam tylko – jako 30 latka czułam się idealnie młoda, teraz już idealnie tylko, a młoda ? tak gdzieś w głębi na pewno.

    • Reply radoSHE 18 kwietnia 2016 at 21:12

      Właśnie to w głębi najważniejsze ponoć 😉 Zerkam na Ciebie z ekranu monitora i też nie wierzę 🙂

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 16 kwietnia 2016 at 11:34

    Wybieram się w poniedziałek na Mustanga!

    Dnia zgorzkaniałego starca przytrafiają się chyba każdemu, podobnie jak dni rozlazłej łajzy i dni płaczliwej buły. Kwestia tylko, żeby to były pojedyncze dni, na więcej serio szkoda czasu.
    Ja mentalnie mam koło 27 lat:)

    • Reply radoSHE 18 kwietnia 2016 at 21:15

      Pola, ciekawa jestem jak Twoje wrażenia po obejrzeniu Mustanga 🙂
      No i mentalne 27 lat to baaardzo dobry wiek 🙂

  • Reply Kasia z Piątego Pokoju 28 kwietnia 2017 at 01:08

    Czytam, patrzę na zdjęcia i chce mi się płakać.

    Tęsknię za beztroską, za brakiem odpowiedzialności większej niż nauka do jakiegoś tam łatwego kolosa, za nagminnymi okienkami, które pozwalały niespiesznie łapać promienie majowego słońca czołem, policzkiem, łydką, za chodzeniem krokiem powolnym przez skwery, za rozpieraniem się w kawiarnianym fotelu bez patrzenia na zegarek, za głośnym śmiechem i bólem brzucha, który powodował, za „autobusami, tramwajami i ukochanym metrem”.

    Niby mentalnie czuję się niezbyt pełnoletnia, niby w głowie mam taką samą sieczkę, jak 10 lat temu. Ale przy tym jestem jakaś taka… z czasu okradziona. Gdzie jest mój czas na pierdoły? Czy on wróci jeszcze kiedykolwiek?

  • Reply myslobook.pl 29 kwietnia 2017 at 17:51

    Trafiłaś w punkt. W mojej głowie dzieje się podobnie. Jest mi tym gorzej, że mam dwóch młodszych braci – jeden jest studentem drugi uczniem technikum (jego znajomi mówią mi dzień dobry (!!!!!). Zawsze mi się wydawało, że jak ktoś ma 30 lat, to jest już koszmarnie stary 😀 Takie to miałam wyobrażenie. A teraz daję się zadziwić mnóstwo razy, a ostatnio nieświadomie odmłodziłam się o 2 lata, jakby w mojej głowie czas się zatrzymał. I jakoś tak… niby poszłabym znów na imprezę poszaleć do białego rana… ale z drugiej strony szkoda mi weekendu, marnowania go na odsypianie następnego dnia… I jak tu dogodzić kobiecie?

  • Odpowiedz