Ona ma siłę

26 maja 2016
IMG_8073

Ma gładką twarz i oczy młode jak u nastoletniej dziewczyny. Oczy zupełnie nie wyrażające swojego wieku, choć nie jest to wiek zaawansowany. W tych oczach widzę trochę zdziwienia, trochę ciekawości … i dumę, którą można byłoby obdarzyć tłumy ludzi. Orientacyjną liczbę lat zgaduję po wysuwających się spod chusty pasemkach siwych włosów. Wygląda młodo i świeżo, na upartego mogłaby być moją starszą siostrą.
Jej dusza przeżyła kilka żyć.
I nie jest to frazes.

Początek

O Zargan dowiedziałam się w sposób dziwny i zupełnie zaskakujący; tylko życie potrafi napisać takie scenariusze. Zimą wzięłam udział w przypadkowym spotkaniu, z zupełnie przypadkowymi kobietami. Tam poznałam Anię. Poznałam to za duże słowo. Siedziałam na przeciwko niej w dużej grupie obcych sobie kobiet. Słuchałam, czasami zagryzałam zęby, aby się nie rozsypać. I nie ogarniałam. Nie ogarniałam, że po historii, którą usłyszałam, można mieć siłę uśmiechać się. Siłę, aby wdawać się w pogawędki i poznawać  nowych ludzi. Że można mieć siłę podnieść się z łóżka. Spotkanie wywarło na mnie spore wrażenie, tak spore, że  kilka dni później opisałam je wpisie Suma wszystkich strachów. Znajdziecie w nim Anię bez trudu.

Pod koniec spotkania Ania powiedziała, że na wiosnę wydaje książkę. Książkę o Zargan. Książkę, która jest rezultatem ich wielomiesięcznych rozmów, a w większości spisana podczas pobytu Ani na OIOMie. Książkę, która miała pomóc im obu, bo każda z nich zmagała się w tym czasie z własnymi demonami. Książkę, która przemówić miała do przeciętnego człowieka, który w pogoni za kolejnymi celami, utracił z wzroku to co najcenniejsze. I wreszcie książkę, która otworzyć miała głowy i serca nas, Polaków, bo książka traktuje o wojnie i uchodźstwie. A my Polacy, niewiele o tym wiemy, chociaż wydaje nam się, że wiemy wszystko.

186 szwów. Z Czeczeni do Polski. Droga matki.

Zargan, znaczy biegnąca

Jest Czeczenką, muzułmanką i matką czwórki dzieci. Zargan znaczy biegnąca i nic tak dobrze jej nie określa, jak to właśnie słowo. Zargan mówi, że biegnie całe życie, choć ten bieg czasami bardziej przypomina czołganie. W Polsce znalazła się uciekając przed wojną. Przed taką wojną, której nie wyobrazisz sobie, choćbyś wyobraźnie miał najbogatszą. Przed taką wojną, której opisy powodują skurcz serca. Z całą jaskrawością uświadamiasz sobie, że ta wojna czeczeńska, to nie wojna sprzed prawie wieku; to wojna która zdarzyła się całkiem blisko i całkiem niedawno. Ale czytasz i nie wierzysz, że obecny nowoczesny świat może być tak zdehumanizowany, a we współczesnej cywilizacji, ktokolwiek może przeżywać rozdarcia i cierpienia jak Zargan i tysiące jej podobnych. Czytasz i przekładasz na swoją rzeczywistość. Gdy Ona decydowała, które z dwojga chorych dzieci uratować przed śmiercią, bo uratować mogła tylko jedno – ty rozwijałaś swoje towarzyskie życie. Gdy przedzierała się przez lodowatą rwącą rzekę, z trójką dzieci na rękach i jeszcze z tym strachem ogromnym, co siedział na jej ramieniu i podpowiadał złe obrazy – ty kułaś do pierwszej sesji, zamartwiając się tysiącem niepotrzebnych rzeczy. Uświadamiasz sobie coś jeszcze. Wojna w Czeczeni nie była brutalniejsza od żadnego innego konfliktu zbrojnego. To samo dzieje się teraz i na naszych oczach.  Na Ukrainie, w Syrii, Iraku czy w Afganistanie. Żadna nasza zasługa w tym, że urodziliśmy się na innej szerokości geograficznej.

Kobieta, w której mieszka wojna

Zargan na brzuchu ma 186 szwów. Ten brzuch jak mapa obrazuje topografię wszystkich cierpień i historię każdego bólu, z którym przyszło jej się zmagać. Wybuchy bomb, przyjście na świat dzieci, odłamki szkła, bestialskie napaści, tortury. Czytanie tej opowieści boli. Tak bardzo, że gdy skończyłam czytać, napisałam do Ani, że czuję jakby każdy kawałeczek mojego ciała, został rozjechany walcem.  Tym bardziej, że historia jest pisana z perspektywy matki, a to zmienia punkt ciężkości każdej historii. Zwłaszcza jeśli odbiorca jest również matką.

Ja też się bałam. Jednak matkom najciężej jest, kiedy dzieci płaczą z głodu i pragnienia. Płaczą albo patrzą takimi dużymi „glazami”, w których widać pytanie: „Mama, pacziemu nie ma nic do jedzenia? Pacziemu nie ma nic do picia?” To dla każdej matki są okrutne tortury. Do fizycznego bólu i cierpienia człowiek może się przyzwyczaić. Nie czuje po pewnym czasie nic. Cierpi z bólu i pragnienia, głodu, zimna, ale po pewnym czasie wszystko przestaje czuć. Robi się jakby z drewna. Ból już go nie boli i myśli tylko o tym, żeby przeżyć. Przetrwać jeszcze tylko ten jeden dzień, albo choć tę najbliższą chwilę. Jednak żadna matka nie przyzwyczai się do patrzenia w oczy swojego cierpiącego dziecka. To zawsze boli jak nic innego na świecie. 

Wojna  w Czeczeni wybuchła w 1994 roku. Do Polski Zargan wraz z dziećmi trafiła w 2000 roku. To jest sześć lat tułaczki liczonej nie w setkach, a tysiącach kilometrów. To życie w ruinach domów zdewastowanych przez bomby i ciągły dźwięk świstu pocisków w uszach. To życie bez bieżącej wody, bez żywności, ogrzewania, środków czystości i wszystkich tych podstaw, które wydają nam się oczywiste. Życie w ciągłym strachu, bynajmniej nie paraliżującym, bo gna ten strach na przód: byle dalej, tam gdzie bezpiecznie.  I w końcu życie, gdzie śmierć, rozpacz, rozłąka i tęsknota za bliskimi staje się chlebem powszednim. Tak bardzo powszednim, że nawet długi pobyt w bezpiecznej części świata, nie zaleczy traumy, przez którą przechodzą ofiary wojny.

Wojnę mam w sercu, w duszy. Wojnę co dzień i co noc. Ta wojna wciąż jeździ po moim organizmie, jak winda, z góry na dół i nazad. Wojna zabrała wszystko.

Rany, których nie w sposób zaleczyć

Książka „186 szwów” to nie tylko wzruszająca opowieść o macierzyństwie, miłości, odwadze, walce o życie i kobiecej sile. W historii tej jest również drugie dno, równie ważne i bardzo ważne, bo traktujące o tym, co aktualnie rozgrzewa polski dyskurs do czerwoności.  Książka Ani Kaszubskiej i Zargan Nasordinovej to mocny i wyrazisty głos w ważnej dla mnie (Płot) dyskusji o uchodźcach i uchodźstwie. Ale temat pokazany został z zupełnie innej perspektywy, bo przez pryzmat ofiar, którym wojna zabrała wszystko. Również przyszłość.

Kilka lat krwawych walk. Każda wojna to tysiące, dziesiątki, setki tysięcy zabitych. Ale ta liczba to jedynie niewielki procent ofiar. Kilka lat wojny w Czeczeni zniszczyło kilkadziesiąt lat życia wielu pokoleń. Poczynając od pokolenia rodziców Zargan, urodzonych w latach czterdziestych XX wieku, poprzez jej pokolenie, pokolenie Jej dzieci i Jej przyszłych wnuków, jeśli w ogóle się urodzą. Tyle pokoleń poranionych przez wojnę.

Wszystkie ofiary wojny dotknięte są zespołem stresu pourazowego, bo trauma wojny, zawsze pozostawia swoje piętno. W wielu przypadkach, dzięki specjalistycznej pomocy, udaje się demony przeszłości poskromić. Niestety w większości przypadków, wojna zostaje w duszach, sercach i głowach, już na zawsze. Cierpi więc Zargan, której depresja jest niewyleczalna. Cierpią Jej dzieci, które przyszły na świat w trakcie wojny i ich rozwój został poważnie zakłócony, choć słowo zakłócony to w tym przypadku eufemizm. Dziś mają stwierdzone zaburzenia psychiczne, neurologiczne, brak poczucia tożsamości, problemy z wpasowaniem się w reguły współczesnego społeczeństwa. Dodatkowo, ze względu na wyznanie, coraz częściej stają się celem rasistowskich ataków. A przecież w Polsce mieszkają już kilkanaście lat.

Rany, których nie w sposób zaleczyć. Również dlatego, że polski system pomocy uchodźcom jest słaby, niewydolny, nie odpowiadający na faktyczne potrzeby przebywających w ośrodkach ludzi. Publiczna dyskusja na temat lokacji uchodźców kończy się na miejscu ich pobytu. W swojej nieświadomości i nieznajomości realiów myślimy, że pobyt ofiar wojennych w miejscach dla nich przeznaczonych rozwiązuje wszystkie problemy. Tymczasem rozwiązuje on tylko problem bytowy, bo mimo wysiłku i oddania ludzi pracujących w ośrodkach, odczuwalny jest brak profesjonalnej pomocy psychologicznej i psychiatrycznej, która byłaby w stanie przynieść ludziom ukojenie.

Każdy kto tam trafia, przywozi swoją traumę. Swój strach, swój głód, swoje cierpienie, swoją rozpacz, swoją złość, swoją tęsknotę, swoją nienawiść, swoją bezsilność, swoją rezygnację. Swoją wojnę. I nagle pod jednym dachem spotykają się te wszystkie wojny i wszystkie nieszczęścia. (…) Ci ludzie potrzebują spokoju, i nawet bardzo go pragną, ale nie mogą go zaznać.

Ona ma siłę

Książka „186 szwów” ma dwie bohaterki. Annę i Zargan. Ich siostrzana i pełna miłości relacja zachwyca, chociaż kobiety różni niemal wszystko – pochodzenie, język, kultura, religia, wychowanie i poglądy. Właściwie mogłyby się nigdy nie spotkać, nigdy o sobie nie usłyszeć, ale przecież wiemy, że los potrafi pisać najdziwniejsze scenariusze. Mimo tych ewidentnych różnic są rzeczy, które połączyły silniej niż niejedne więzy rodzinne. Samotne macierzyństwo, ciężki życiowe doświadczenia i nieprawdopodobna wręcz siła przetrwania. Nieprawdopodobna.

W dedykacji na pierwszej stronie Ania napisała: „Dla Agnieszki. Książka pełna siły”.
To prawda. Z tej siły można czerpać garściami.

 

IMG_8071

Zargan ma dach nad głową i zapewnione bezpieczeństwo. Jednak sytuacja finansowa jej rodziny jest trudna, a ona sama ze względu na stan zdrowia, nie może podjąć się fizycznego zatrudnienia. Chętnie jednak przyjmie zlecenia na prace, które nie będą obciążeniem dla jej kręgosłupa. Na przykład produkcją pierogów 🙂 Oprócz tego dzięki Fundacji Przyjaciółka zostało otwarte subkonto, na które można wpłacać pieniądze dla Zargan. Jeśli mielibyście ochotę pomóc, poniżej niezbędne dane:
Fundacja Przyjaciółka, ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa, mBank, PL72 1140 1010 0000 5494
1000 1001, z dopiskiem „pomoc dla Zargan”

Książka do kupienia tutaj -> 186 szwów. Z Czeczeni do Polski. Droga matki
Oficjalny fanpage Ani tutaj -> Anna Kaszubska

* cytaty pochodzą z książki „186 szwów. Z Czeczeni do Polski. Droga matki”. Autor: Anna Kaszubska

Podobne wpisy

10 Komentarzy

  • Reply Monia 27 maja 2016 at 16:06

    Daje po glowie… A ja przejmuje jakimis glupotami. Dzieki Agnieszko. Az sie boje przeczytac tej ksiazki, ale juz zamowilam.

  • Reply Agata - Ruby Times 27 maja 2016 at 21:30

    Tak na czasie, właśnie czytam „Wszystkie wojny Lary” Jagielskiego, również o Czeczenii, również o matce, która próbuje uchronić swoje dzieci przed wojną, z tym, że jej synowie ruszają walczyć do Syrii. Czytam z malutkim dzidziusiem przylepionym do mnie i myślę jakie to straszne. Ona miała dwóch synów, tak jak ja.. macierzyństwo zmienia perspektywę, i takie książki naprawdę łamią serce.

  • Reply Edyta 27 maja 2016 at 21:39

    Aga, kiedyś myślałam o samobójstwie i wówczas u Ciebie znalazłam „przypadkiem” informacje o akcji blogerów pomagająca ludziom którzy są w takiej sytuacji. Wtedy pomyślałam ze ktoś gdzieś myśli także o mnie. Odbiłam się, choć nie miałam okazji podziękować.
    Potem były „Kobiety z ulicy Stawki” – wówczas ja mogłam oddać to co dostałam, dzięki Tobie. I małymi kroczkami docenić życie, to co mam.
    Dzis znów poruszyłaś mnie. Sercem jestem z Zargan. Pomogę. Dziękuję

    • Reply radoSHE 29 maja 2016 at 21:32

      Kurcze, Edyta. Chciałabym odpowiedzieć coś mądrego, ale naprawdę nie wiem jak i co.
      Cieszę się, że znalazłaś tutaj treści, które pozwoliły Ci się odbić. Tak trzymaj! Przesyłam moc ciepłych wibracji! 🙂
      I bardzo, ale to bardzo dziękuję za pomoc!
      Ściskam!

    • Reply Aleksandra Bohojło / Esencja 29 maja 2016 at 23:27

      Ja też się cieszę Edyta, że napisałaś, otworzyłaś się. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę wszystkiego co najlepsze. I daj kopa temu czemuś, jeśli jeszcze raz spróbuje ściągnąć Cię w dół 😉

  • Reply Aga z makeonewish.pl 27 maja 2016 at 22:44

    nie wiem jak mam skomentować ten wpis. temat taki… dotkliwy. trudny. ale potrzebny.

  • Reply Iri Sunshine 28 maja 2016 at 21:40

    Wszystkiego najlepszego dla Zargan i jej rodziny… Poruszająca historia, aż trudno cokolwiek z siebie wykrztusić.
    Dobrze, że istnieją ludzie, którzy „puszczają” takie historie w świat, szczególnie teraz jest to bardzo ważne.

  • Reply Magda 29 maja 2016 at 21:36

    Oglądałam ddtvn z ich udziałem. Niezwykle silna kobieta.

  • Reply Aleksandra Bohojło / Esencja 29 maja 2016 at 23:28

    Aga, zrobiłam plan na cały tydzień, będzie ciężki logistycznie i organizacyjnie, dużo stresu, biegania, ogarniania, a potem przeczytałam Twój artykuł. Ściągnęłaś mnie na ziemię. Po raz kolejny dzięki.

  • Reply asia/wkawiarence.pl 31 maja 2016 at 10:39

    urzekła mnie ta książka, ta kobieta, jej siła.

  • Pozostaw odpowiedź Agata - Ruby Times Anuluj