To nie jest kraj dla starych ludzi

7 lipca 2016

Dorastałam w wielopokoleniowej rodzinie, w której berło najstarszego członka dzierżyła moja ukochana prababcia. Umarła w wieku 96 lat, a ja miałam wtedy lat szesnaście. Babcia była bardzo istotną częścią mojego dzieciństwa, chociaż w tej historii nie ma wspólnego pieczenia ciasteczek, małych słodkich sekretów, czy rodzinnego oglądania Familiady.

Moją babcię znałam tylko jako osobę leżącą, zupełnie niesłyszącą i wymagającą stałej opieki. To była godna starość, ale wcale nie piękna. To była starość obarczona chorobami, starość, która umysł zamyka w niedołężnym ciele, starość, która nocą przywołuje najgorsze obrazy. A tych babcia miała okazję zgromadzić wiele. Pod koniec ta przeszłość coraz bardziej panoszyła się w babci świecie. Do dziś pamiętam delikatny ruch dłoni, gdy uporczywie wygładza moje niesforne włosy, mówiąc: z tymi lokami, ktoś jeszcze weźmie cię za Żydówkę. Musisz je schować! Wtedy mnie to śmieszyło, dopiero wiele lat później zrozumiałam, ile dramatu skrywały te słowa.

W życiu porusza mnie wiele rzeczy i wiele rzeczy wchodzi mi głęboko za skórę. Ale jest coś co kłuje mnie szczególnie, a tym czymś jest niedola starszych ludzi.  Gdy widzę ich godzinami przesiadujących na ławce w parku, gdy w upale przez dzień cały rozdają ulotki pod warszawskimi Zapieckami, gdy czytam, że od kilkudziesięciu lat nie opuścili swoich miast lub nawet ulic, gdy wygrzebują z namaszczeniem ostatnie grosze z portfela, by zapłacić za swoje zakupy. Krew mnie zalewa, a gardło ściska jakieś imadło. Nawet cierpliwości mam dla nich dużo więcej niż dla reszty świata. Bo dla reszty świata cierpliwości mam w deficycie. Panie z poczty i urzędów gromię w myślach na czym świat stoi, a i często mimiką oraz znaczącym spojrzeniem gromię.

A jednak prędzej by mi język usechł, niż gdybym miała pokazać lekceważenie starszej osobie, bez względu na to jak trudna czy zgryźliwa by była. Nie ucinam interakcji, które inicjują przypadkowo napotkani seniorzy. Nie wzdrygam się z obrzydzenia, gdy zdarza im się pogłaskać moje dziecko. Nie kipię z oburzenia, gdy próbują wcisnąć mu lizaka czy starego cukierka. To nie jest kwestia wychowania. Nigdy nie usłyszałam z ust moich rodziców, że starszych ludzi trzeba szanować. To kwestia dorastania w otoczeniu, w którym bolesna i zaawansowana starość była codziennością, a pomoc, empatia i zrozumienia dla starszego wieku, była czymś tak naturalnym jak kromka chleba zjadana na śniadanie.

Kibicuję gorąco każdej inicjatywie skierowanej w stronę seniorów (jak np. TEJ, TEJ i również TEJ akcji), ale przecież wiem, że to kropla w morzu (kropla w oceanie!) potrzeb. Bo starość się nie sprzedaje, nie jest atrakcyjna, nie jest medialna, nie porusza tłumów i nie generuje zrzutek narodowych. Bo starzy ludzie nie rokują. Co my właściwie wiemy o samotności, ubóstwie i dramacie seniorów? Patrzymy na naszych uśmiechniętych dziadków i myślimy, że taki jest świat. Nie, nie jest! Aby się o tym przekonać wystarczy pójść do jakiegokolwiek Domu Opieki Społecznej i wysłuchać kilku z brzegu historii. Można porozmawiać z pracownikami ośrodków. A czasami wystarczy dosiąść się do samotnej osoby, która godzinami przesiaduje w na tej samej ławce w parku. Jak myślisz. Dlaczego to robi?

Ostatnio dzieci z przedszkola Matyldy wykonywały prace plastyczne dla znajdującej się blisko placówki dla seniorów. Inne przedszkole mieszczące się w tym samym budynku co Dom Opieki Społecznej, regularnie organizuje wspólne pikniki, koncerty i spotkania świąteczne ze starszymi ludźmi. To są fantastyczne inicjatywy, które my dorośli powinniśmy szerzyć i propagować. Uczą empatii, wrażliwości i tolerancji. Oswajają z tematem starości, który we współczesnym świecie jest kompletnie marginalizowany, a nawet traktowany z pogardą. A przecież udowodniono, że wzajemna relacja pomiędzy dziećmi, a starszymi ludźmi, pozytywnie wpływa na obie grupy społeczne. Najbardziej optymalnym modelem wychowywania, jest dorastanie w rodzinie wielopokoleniowej, w której nie istnieje zjawisko wykluczenia ze względu na wiek.

Tym tokiem rozumowania poszło przedszkole z Seattle, które połączyło placówkę dla dzieci z domem spokojnej starości. Seniorzy i kilkulatki pod jednym dachem! Niebywałe? A jednak! Autorzy projektu przyznają, że taka forma integracji przerosła ich oczekiwania. Starsi mieszkańcy przeszli kompletną transformację dzięki niemal codziennej obecności dzieci. W momencie, kiedy maluchy przekraczają próg ich ośrodka, rezydenci jakby przebudzają się z letargu, odzyskują radość, chęć życia i działania. Pozytywny wpływ obecności dzieci wynika z tego, że maluchy traktują swoich współtowarzyszy zabaw zupełnie bez uprzedzeń. Uprzedzeń, które jak filtry oblepiają nas w procesie dorastania.

Zobaczcie trailer filmu dokumentalnego o Zintegrowanym Ośrodku Nauczania w Seattle. Już pierwsza scena jest kluczowa, gdy kilkuletni chłopiec z niebywałą cierpliwością powtarza niedosłyszącemu seniorowi swoje imię.

———————————————————————————————————————–

Kilka dni temu media poinformowały o zaproponowanej przez partię PiS nowelizacji ustawy o pieczy zastępczej i o pomocy społecznej. (Chciałabym napisać, że wieść ta gruchnęła jak grom z jasnego nieba i była roztrząsana, jak każdy news dotyczący Trybunału Konstytucyjnego…tak jednak nie było). W skrócie chodzi o to, aby  placówki dla dzieci (np. domy dziecka, placówki wsparcia dziennego, ośrodki interwencyjne) nie mogły być lokalizowane w pobliżu placówek dla ludzi starych. Powód? Zdaniem autorów projektu widok ludzi starych i chorych źle wpływa na proces wychowawczy. Skąd autorzy nowelizacji czerpią ową wiedzę? Nie wiadomo, na pewno nie z oficjalnych i powszechnie znanych badań. Takich po prostu nie ma. Jak absurdalnie, a zarazem cynicznie i okrutnie brzmi poniższe uzasadnienie?:

Wychowując się w otoczeniu starości, choroby i śmierci, stykają się na co dzień z dramatem samotności ludzi częstokroć pozbawionych wsparcia najbliższej rodziny. Funkcjonowanie w takim otoczeniu jest bardzo trudne dla osób dorosłych. Tym bardziej trudno je uznać za odpowiednie dla prawidłowego kształtowania postaw i rozwoju emocjonalnego dzieci

Komentarz pozostawiam każdemu z Was.

———————————————————————————————————————-

Na koniec kilka cennych słów od mojej koleżanki Magdaleny, która z problemami seniorów Domu Opieki Społecznej styka się każdego dnia. Magda jest terapeutą zajęciowym, prowadzi zajęcia indywidualne i grupowe, które mają na celu aktywizację podopiecznych, zgodnie z ich zainteresowaniami, zdolnościami oraz aktualnymi potrzebami.

Pracuje w Dziennym Domu Pomocy Społecznej, w którym podopieczni mają zapewnioną pomoc w godzinach od 8 do 16. Otrzymują dwa posiłki. Podopiecznymi są osoby, które z powodu swojego wieku, chorób, samotności lub wielu innych przyczyn wymagają pomocy w codziennym funkcjonowaniu. Mamy seniorów, którzy przepracowali 40lat i mają tak niską emeryturę, że nie są w stanie sami się utrzymać. Potrzebują dożywienia i pomocy materialnej. Mamy seniorów bezradnych życiowo, którzy potrzebują pomocy w załatwieniu spraw urzędowych i innych. Wszyscy korzystają z pomocy psychologicznej.

Wszelkie działania jakie podejmujemy skierowane są na sferę emocjonalną  (wzbudzenie chęci do życia i wiary w jego sens). Wielu naszych seniorów ma depresję, kilkoro schizofrenie, kilkoro jest ma niepełnosprawność ruchową. Prawie wszyscy mają tak wiele schorzeń, że trudno je wszystkie wymienić.

W budynku gdzie znajduje się Dom Pomocy Społecznej znajduje się świetlica środowiskowa, w której zajęcia mają dzieci objęte pomocą Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Dzieci i seniorzy widują się na wspólnych korytarzach. Mamy wspólną jadalnię. Zdarzają się inicjatywy, w których dzieci i seniorzy robią coś wspólnie. W czasie przedświątecznym np. były to zajęcia z arteterapii…robiliśmy bombki cekinowe 🙂
i tutaj seniorzy wprawieni w technikę „pailletage”, pokazywali dzieciaczkom na czym polega ta sztuka. Wspólnie powstałe bombki były piękne.

Seniorzy w kontakcie z dziećmi i młodzieżą ożywiają się, nabierają ochoty do działania. Uruchamiają swoją pamięć i opowiadają ciekawe dla dzieci historie. Mają bogate doświadczenie, które dla dzieci może być cenne. Wszystko zależy od tego jak my pokierujemy tymi relacjami. Czy umożliwimy im wspólne spotkania. Trzeba pamiętać, że wiele dzieci nie ma dziadków, albo dziadkowie są daleko, a co za tym idzie tracą tak ważne wzorce.
Seniorzy osamotnieni z rożnych przyczyn potrzebują kontaktu z osobami młodymi. Taki kontakt wprowadza energię, która choć na chwilę pozwala zapomnieć o swoich troskach, wyrywa z objęć samotności.

Dziecko przebywając w otoczeniu seniorów nabywa szacunku i wrażliwości na potrzeby osób starszych. Uczy się pomagania, cierpliwości i zrozumienia człowieka o innej sprawności niż osoba młoda. Towarzystwo osób starszych pozwala oswoić się dziecku ze starością, z etapami życia i przemijaniem. 

Warto dać dzieciom szansę takiego kontaktu.Widzę to również na przykładzie swojego dziecka. Mój syn Wojtuś..dużo można opowiadać. Rozbrykany prawie 6latek. Mający chyba jak każdy maluch w tym wieku sto pomysłów na minutę, zainteresowany wszystkim. Najważniejsze żeby działo się coś ciekawego, wesołego. Kreatywność, pomysłowość nie zna granic. I taki mój mały skarb w otoczeniu moich seniorów (wiek do 87lat) czuje się „jak w rodzinie”. Nie przeraża go niepełnosprawność, inność, ani też widoczna „starość”, którą za wszelką cenę chcą izolować pomysłodawcy absurdalnych ustaw. Wojtuś często spędza ze mną cały dzień w pracy. Widzi różnych seniorów w różnych sytuacjach życiowych. Nie zauważyłam by miało to na niego zły wpływ.
Mam głęboką nadzieję, że wyrośnie na  pomocnego młodego człowieka, który pochyli się nad potrzebującym „staruszkiem”.

Podobne wpisy

8 komentarzy

  • Reply Iri Sunshine 7 lipca 2016 at 03:43

    Chętnie obejrzę ten film. Piękny pomysł!
    Co do proponowanej nowelizacji, to po prostu ręce opadają. Powinniśmy oswajać dzieci właśnie ze starością od najmłodszych lat, a nie serwować im jedynie wyidealizowane bajki

  • Reply Pola-Odpoczywalnia 7 lipca 2016 at 21:29

    Słyszałam o tej inicjatywie w Seattle, wiem też ze podobne placówki powstają we Francji, to idealny układ, zwłaszcza w sytuacji gdy z powodu mieszkania w innym miastach dzieciaki są daleko od własnych dziadków. W ogóle wszelką integracja dzieci z… trudniejszych grupami społecznymi daje wspaniałe efekty. Przedszkole mojego synka od lat współpracuje z ośrodkiem dla osób niepełnosprawnych umysłowo. Efekty sa piękne

  • Reply Nakolkach.com 7 lipca 2016 at 22:16

    Zgadzam się z tym co napisałaś. To nie jest kraj dla starych ludzi.

  • Reply Kasia 8 lipca 2016 at 00:07

    ja pierdolę. obiło mi się o uszy, jeszcze nie zgłębiałam tematu. coś strasznego się u nas dzieje. aż zabrakło mi słów. jak tak można? moja św, pamięci babunia, moi rodzice (81 i 78) obłożnie chorzy, a odżywają jak moje skrzaty tam pędzą. nie mieści mi się w głowie. cokolwiek wymyśli ten zasyfiały nasz rząd, ja nadal zamierzam żyć i pokazywać tak jak do tej pory moim dzieciom każdy element życia, niesienie pomocy i szerzenie dobra. a ci tam zapomnieli, że kiedyś sami zostaną wykluczeni. czas im to pokaże…

  • Reply Przekraczając Granice 8 lipca 2016 at 08:24

    Starość nie przystaje do reklamy, łatwo ją zepchnąć na margines. Świetna inicjatywa w Seattle (oby więcej takich). Przez kontakt z dziećmi starsi ludzie czują się potrzebniejsi, a dzieci zyskują doświadczenie, szybciej się rozwijają, poznają nowe wzorce życia. Może właśnie tego obawiają się nasi rządzący, w końcu ludzie mający jakiś cel i chęć życia dłużej żyją (i trzeba im wypłacać emerytury), a mądrzejsze dzieci to mądrzejsze społeczeństwo.

  • Reply Kuba 8 lipca 2016 at 14:04

    Starość może być ciekawa. Moja babcia, kiedy miała 80 lat poznała nowego męża. Przez następne 7-8 lat przeżywali drugą młodość. Jeździli na rowerach, odwiedzali rodzinę w całej Polsce i nie tylko. Korzystali z mnóstwa wolnego czasu. Chciałby, żebyśmy mieli tyle żywotności, co oni.
    Życzę tym ludziom, co próbują przepchnąć tak absurdalny pomysł, żeby zostali na jakiś czas wyizolowani ze społeczeństwa. Szybko wrócą na prawidłowe tory. Integracja i socjalizacja młodych z tymi starszymi może przynieść korzyści.
    Osobiście chciałbym dożyć w takiego wieku w takiej formie jak mój pradziadek, mając 97 lat zajmował się zwierzętami w gospodarstwie, a one go uwielbiały i chodziły krok w krok za nim. Zróbmy tak, żeby to był kraj dla ludzi, nie tylko młodych czy starych, bo póki, co jest dla nie wiem kogo.

  • Reply Ula 12 lipca 2016 at 16:35

    Pomysł w Seattle rewelacyjny !!! Przecież zawsze dziecko pojawiające się w rodzinie to radość. Przecież można z tego źródła radości i energii czerpać, bez krzywdy dla drugiej strony. To naprawdę cudowny pomysł, by dzieci mogły spotykać się ze starszymi. Aż mi się łza w oku zakręciła, bo przypomniała mi się moja babcia i dziadek, których już nie ma tu z nami….
    Dziękuję 🙂

  • Reply greacee 13 lipca 2016 at 13:37

    Nowelizacja pewnie wynika z wyników badań przeprowadzonych przez „ekspertów” obecnej opcji rządzącej:P
    Banda deb..li – chciałoby się rzec…
    Sama mogę zaobserwować totalną zmianę 85-letniej prababci Bartka w momencie kiedy go widzi. Już ją nic nie boli i nie strzyka, a energii do zabawy mogłabym jej nieraz pozazdrościć:)

  • Odpowiedz