Codziennik

Rajzefiber

20 sierpnia 2016
18

Gdy Panie w przedszkolu dowiadują się, że Matylda idzie na długi urlop, w ich oczach widzę niewysłowioną ulgę i z trudem skrywaną chęć otwarcia chłodnego szampana z Żabki za rogiem. Pewnie by to zrobiły, gdyby nie fakt, że inne dzieci…  W myślach dziękuję, że tak słodko i uroczo określają moją córkę słowem  „Iskierka”. To bardzo miłe, ale przecież wszyscy wiemy o co chodzi. Gdy po południu jedna z przedszkolanek, charyzmatyczna Meksykanka, oddaje mi Mati i wzdycha przy tym głęboko She has so much energy, so much energy… to przecież wiem wszystko. Wiem, że radość jej przemieszana jest ze współczuciem, że teraz ja sama biedna, w pojedynkę będę musiała tę energię okiełznać.

Matylda nasza jest cudownie bezproblemowym dzieckiem. Pogodnym, komunikatywnym, współpracującym…I W PERMANENTNYM  ruchu. I nie ma w tych ostatnich słowach ani grama przesady. Zbyt wiele dzieciaków znam w jej wieku. Leży tylko, gdy śpi. Stoi tylko, gdy stróżka lodów ścieka jej do łokcia i trzeba się na chwilę zatrzymać, aby dokładnie wszystko oblizać. Siedzenie jest formą abstrakcyjną. Gdy już musi, gdzieś na chwilę przysiąść zawsze towarzyszy temu pytanie a na kogo czekamy? Siedzenie jest zawsze określone w czasie, a ten czas jest maksymalnie krótki. Siedzenie dla siedzenia, to jakiś niezrozumiały wytwór.

Myśl o urlopie przyprawiała mnie o delikatny zawrót głowy. Od trzech lat wiem, że żaden wyjazd nie będzie już taki, jak wszystkie poprzednie wyjazdy. Ale skromnie pragnienie przeczytania chociaż jednej książki (chociaż pół!) wciąż nieśmiało tliło się w mojej głowie. Co tam książka! Żeby piaskownica zajęła nasze dziecko na 15 minut. To by było coś! Kombinowaliśmy więc. Może jakaś puszcza zielona i piękna, ale otoczona cała wysokim płotem. Taka agroturystyczna zagroda, żeby nie powiedzieć wybieg. Taka, w której  dziecko nie znajdzie się 3 km dalej, gdy ty schylisz się podrapać po pogryzionej przez komary kostce. Taka, w której żadnych zaskoczeń i nadmiaru bodźców człowiek się nie spodziewa. Albo jakiś na maksa zorganizowany wyjazd. Transferek, samolot, żarcie pod nos i masa dzieciowych atrakcji, żeby już się niczym człowiek nie musiał martwić i całą swą energię skupił na podążaniu za energią pociechy. Jakiś stricte rodzinny, pro dziecięcy, kids friendly wywczas.

To nie. Jeden klik przed zabukowaniem lotu musiał człowiek zostać na tydzień sam bez dziecka w domu i musiał chyba oszaleć. Omamić się dał tą ciszą, tymi podłogami czystymi, tą kawą nieśpiesznie pitą o poranku. W głowie pojawił się zalążek myśli. Myśli o mocno przykurzonym marzeniu, lata temu odłożonym na półkę, półkę co nazywa się kiedyś. A ponieważ myśl na podatny grunt trafiła, bo TA cisza i myśl tę można było nawet usłyszeć, zakiełkowało…

– A z dwie stronki sobie tylko zobaczę – rzekł on.
Na kilka obrazków rzucę okiem…-rzekła ona.

Wieczór później był już skonstruowany cały plan wyjazdu, wybrane i opłacone noclegi.
Prawie 4000 kilometrów.
Kilkadziesiąt godzin spędzonych w podróży.
Zapewne dziesiątki nieprzewidzianych sytuacji i okoliczności.
My.

Mimo góry obaw, która przerasta nawet górę walizek dopchanych siłą kolanem w naszym i tak pojemnym bagażniku.
(- To będzie minimalistyczny wyjazd. Spakujemy się do jednej, góra dwóch toreb – instruował on).
Mimo faktu, że zamiast zwiewnej kiecy w kolorze palonej toskańskiej cegły kupiony został plecaczek ze smyczką.
(-Nigdy, nigdy w życiu TEGO nie kupię! To uwłacza godności dziecka! – oburzała się ona).

Mimo wielu myśli i niepokojów, które burzą mój spokój.
Jesteśmy niesamowicie podekscytowani!
To będą ekscytujące wakacje!
Trzymajcie za nas kciuki 🙂

A na bieżąco podglądać nas można tutaj -> RADOSHE NA INSTRAGRAMIE.

8 10 1121 20 19 13 14 15 16 23

Podobne wpisy

9 Komentarzy

  • Reply ja-matka.pl 21 sierpnia 2016 at 08:47

    Lubię to delukatne ujęcie trmatu „ISKIERKA” – pierun jaśnisty, a nie 🙂

    Spokojnej drogi, mega wypoczynku i samych cudownych przystanków :-*

    • Reply ja-matka.pl 21 sierpnia 2016 at 08:48

      Delikatne, delikatne!

  • Reply Dorota 21 sierpnia 2016 at 17:01

    A ja myślałam że nie ma więcej takich dzieci jak moja Natalka 🙂 nie jestem sama!!! Na moje dziecko mowia pendolino lub kamikaze …

  • Reply Aneta 22 sierpnia 2016 at 21:41

    A czy Matylda chodzi do anglojęzycznego przedszkola?

    • Reply radoSHE 31 sierpnia 2016 at 22:54

      Chodziła 🙂 Ale od września do publicznego.

  • Reply Agata - Ruby Times 30 sierpnia 2016 at 23:51

    Ach, jakie piękne zdjęcia, jakie piękne dziewczyny!
    A Toskanii zazdroszczę absolutnie, w ten pozytywny sposób ma się rozumieć!
    Bawcie się cudnie

  • Odpowiedz