Nigdy nie jest za późno, ale czasami jednak jest

24 października 2016
Agnieszka-8

Motywacyjne hasła zalewające nasze tablice. 

Plakaty wzywające do działania porozwieszane, gdzie tylko wzrok sięga. Coachingowe wynurzenia, że chcieć to móc, a wszystko jest w naszych głowach. Historie ludzi, którzy nie mieli nic, ale ruszyli się z kanapy i teraz mają wszystko. A jeśli się nie mają to przez lenistwo lub własne blokady. Bo przecież sky is the limit, a szczęście do osiągnięcie jest w dziesięciu prostych krokach. Ale wiesz co? To ściema.

Mówi się, że człowiek mądrzeje po 30-tce. Bo już się wyszumiał, napodróżował i podoświadczał. Priorytety wskakują na swoje miejsce, wartości nabierają nowego znaczenia, przychodzi potrzeba stabilizacji. Tak mówią i na swoim osobistym przykładzie skłonna jestem fakt ten poświadczyć. Ale wydaje mi się, że powód jest jeszcze jeden i jest to powód natury egzystencjalnej. Przychodzi moment, w którym człowiek staje przed lustrem i mówi sobie: Hej mała! Drugą Gisele Bund­chen raczej już nie będziesz, nie spędzisz życia pozując dla Vouge, nie staniesz się popularnym vlogerem ani nie napiszesz wiekopomnego dzieła. W skrócie, godzi się człowiek z samym sobą i z całym repertuarem swych niedoskonałości. Pokory nabiera względem życia i względem własnych osobistych możliwości. Przestaje gonić za marzeniami, których nigdy nie zrealizuje. Bo nie może.

Agnieszka-13

Nie możesz

Największym przekleństwem współczesnego świata jest mamienie nas. że możemy wszystko. Rzuć korpo i wyjedź w Bieszczady. Co tam Bieszczady! Rzuć korpo, spakuj plecak i ruszaj w świat! Zrób kurs, jeden, drugi, trzydziesty i zmień swoje życie o tysiąc stopni. Przekwalifikuj się i znajdź pracę życia. Schudnij, świat padnie do Twoich stóp! Wciąż do czegoś aspirujemy. Do lepszego życia, do ciekawszego życia, to większej kasy, prestiżowej roboty, uznania otoczenia. W biegu, pośpiechu, z zadyszką i wiecznym niedospaniem szukamy lepszej wersji siebie, swojej rodziny, swojego świata. W nagrodę otrzymujemy wkurw, frustrację i ogólne rozstrojenie. Porażki składamy na karb wszystkich możliwych czynników zewnętrznych. Czas nie ten, szef nie taki, nie takie znajomości. I tylko na końcu tunelu migocze refleksja, że nie udało się. bo…nie jesteśmy w czymś wystarczająco dobrzy.

Nie musisz być we wszystkim najlepszy

Niebywałe jak trudne jest przyznanie tego faktu przed samym sobą. Współczesny pressing na parcie do przodu, wszechobecny kult sukcesu, wieczna pogoń za więcej i lepiej  sprawiła, że straciliśmy dystans i właściwą perspektywę. Wciąż się do kogoś porównujemy. Skoro oni mogli, to czemu ja nie mogę? Przecież nie jestem w niczym gorsza/gorszy! Po czym okazuje się, że jednak nie mogę, a przyczyną nie jest tylko zła konstelacja gwiazd, a szereg dużo bardziej oczywistych przyczyn. Możemy najzwyczajniej w świecie nie mieć odpowiednich kompetencji, zdolności, charyzmy, wieku, wiedzy lub wyglądu.  Najzwyczajniej w świecie, wbrew temu co piszą poradniki, nie jest łatwo opuścić małe miasteczko i robić wielką światową karierę.  Najzwyczajniej w świecie może być na coś za późno. Bo nigdy nie jest za późno, ale czasami jednak jest! Czy jest w tym coś złego? Absolutnie nie! Świadomość własnych niedostatków i ograniczeń to bardzo uwalniająca świadomość. Uwierz mi, jestem w tym miejscu, ale droga do tego miejsca była długa i kręta.

Agnieszka-10

Bądź najlepszy w tym, w czym jesteś dobry

W zeszłym roku na pewnym spotkaniu z absolutnym guru biznesu (z panią Maryniką Woroszylską-Sapiehą) usłyszałam radę, która zupełnie zmieniła moje podejście do realizacji własnych celów. Przyznam, że stałam wtedy na małym rozdrożu, budując wielkie (nie wiem, które już)  fantasmagoryczne strategie na podbój świata. Planowałam skoki na kolejne branże, naukę i rozwój nowych umiejętności, które miały zrewolucjonizować moje życie. Jaki był efekt? Wiadomo. Jak się w związku z tym czułam? Nieciekawie, z perspektywy czasu oceniam, że nawet bardzo. Otóż Pani Woroszalska-Sapieha, kobieta sukcesów totalnych w zakresie medycyny i wielkiego biznesu, wyznała, że nigdy nie traciła czasu na naukę rzeczy, o których nie miała 100% pewności, że przydadzą jej się w życiu. Odpuszczała, gdy miała chociaż cień wątpliwości. Nie rozmieniała się na drobne. Nie aspirowała, do spraw i pozycji, do których wiedziała, że nie jest stworzona.  I teraz kwestia kluczowa: całe życie poświęciła na szlifowanie i rozwój tych kompetencji, w których była naprawdę dobra. Jak sama mówi, to postawa stojąca w sporej sprzeczności z lansowanym obecnie stylem na możesz wszystko. Co myślisz o takiej teorii?

Nie obniżaj poprzeczki

…ale stawiaj ją na miarę swoich realnych możliwości. Inaczej mówiąc mierz zamiary na siły. Tak dobrze czytasz. Zamiary na siły, a nie odwrotnie. Dlaczego o tym piszę? Bo każdego dnia widzę tę falę frustracji i niezadowolenia, która zalewa ludzi; tych bliskich mi, tych dalszych i tych zupełnie obcych. W Warszawie zjawisko to widoczne jest jak na dłoni, bo im większe  miasto, tym presja też większa. Ale nie oszukujmy się. To o czym mówię jest widoczne wszędzie; w mediach, w blogosferze, w kolejce do fryzjera. Frustracja stała się naszym codziennym narodowym sportem. Coraz trudniej wskazać mi osoby tak po prostu spełnione i zadowolone ze swojego życia. Pomyśl, ile Ty znasz takich osób? Ja zaledwie kilka. A  niezadowolenie reszty nie wynika z dramatycznych sytuacji życiowych, tylko wzorców i schematów w głowie, do których wciąż bezsensownie aspirujemy. Bezsensownie, bo inną wersją samego siebie nie będziemy. Możemy być tylko najlepszą wersją samego siebie.

Kojarzysz tę ostatnią reklamę IKEA? Wiesz dlaczego na zachwyciła? Bo przedstawia to za czym wszyscy tęsknimy. Za życiem wystarczająco dobrym, żeby nie powiedzieć przeciętnym. Za życiem, w którym możesz wszystko, ale nic nie musisz. Za życiem, które jest na miarę naszych realnych marzeń i możliwości. Nic mniej, nic więcej. Żyć wystarczająco dobrze.  To wystarczy!

Ps. Te piękne nadmorskie kadry to zasługa cudownej Izy, z Bellove <3 Dziękuję :*

Agnieszka-12 Agnieszka-11 Agnieszka-3

Podobne wpisy

14 Komentarzy

  • Reply Iza Bluszcz 25 października 2016 at 10:27

    Coraz częściej myślę o tym, żeby w ogóle wyjechać z miasta. Oderwać się od tego pośpiechu, żyć własnym tempem. Piękna wizja. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to zrealizować.

    • Reply radoSHE 25 października 2016 at 21:49

      Iza, ja również! Jeśli już łapiemy zadyszkę, to naprawdę nie wyobrażam sobie w tym trybie żyć przez całe życie. Powodzenia!

      • Reply Aleksandra Bohojło / Esencja 3 listopada 2016 at 20:31

        Jeśli jesteś aktywną osobą, zadyszkę łapiesz nawet wtedy kiedy wyprowadzisz się poza miasto, ale niewątpliwie pobyt poza nim, na łonie natury, gdzie życie wokół toczy się wolniej mimowolnie udziela Ci się ten nastrój i tempo życia, a z czasem nauczysz się je sama świadomie zwalniać. Ja się nauczyłam.

    • Reply Aleksandra Bohojło / Esencja 3 listopada 2016 at 20:28

      Ja właśnie jestem taką osobą, która to zrobiła. Ola. Blogerka. Freelancerka. Matka. Polecam 😉

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 25 października 2016 at 12:55

    O, jest ten tekst o presji związanej z motywacyjnymi tekstami! Bardzo go byłam ciekawa:)
    I zgadzam się z Tobą w pełni, niektóre motywacyjne w założeniu hasła tylko frustrują. (choć nie wiem też do końca, na ile czasem mają być motywujące, a na ile policzone na budowaniu ego przez wywoływanie zazdrości. Raczej Patrz, mi się udało – w domyśle bardziej niż tobie, niż Patrz, mi się udało – tobie też może). I tak, jak pisałam u siebie, inspiracje stały się samonapędzającą bańką, mam wrażenie, że pewne rzeczy, choć teoretycznie robimy je dla siebie, i dla własnej przyjemności, tak naprawdę są po to, żeby się pochwalić.
    Internet jest pełen sukcesów na różnych polach, my widzimy tylko te kariery, ciekawe pasje, super figury i ciuchy, dalekie podróże, udane gromadki dzieci i jakoś sobie to łączymy w jedno życie, i chcemy mieć to wszystko, nie widząc, że jak się wybiera jedne drzwi, to fizycznie nie da się wybrać drugich.

    Nie wiem tylko, czy zgadzam się do końca z ta panią, co nie traciła czasu na naukę nieprzydatnych rzeczy. Być może to się sprawdziło w jej przypadku, bo od razu dokładnie wiedziała, czego chce. Ale nie wiem, czy taka postawa nie jest zachętą do odpuszczania sobie zbyt wielkiego. Na zasadzie po w ogóle jest matematyka w szkole, jak mnie interesuje tylko historia. A mnóstwo jest takich rzeczy, które się przydają w sposób nieoczywisty, chociażby dlatego, że mózg uczący się różnych rzeczy jest bardziej plastyczny i chłonny i lepiej działa:)
    Pozdrawiam!

    • Reply radoSHE 25 października 2016 at 21:58

      Dzięki za niezawodny komentarz, jak zwykle zresztą 🙂
      Może źle ubrałam myśli w słowa, ale Pani Marynice chodziło raczej o inwestowanie w swoje mocne strony, a nie wkładanie wszystkich sił w aspiracje, które z różnych obiektywnych przyczyn, nie mogą zostać zrealizowane. Tracimy czas, frustrujemy się, zamykamy w sobie. Warto znać swoje możliwości, ale również i ograniczenia. Ja to rozumiem, bo to bardzo o mnie. Ale oczywiście poznawanie nowych rzeczy jest jak najbardziej super i w sumie to też bardzo o mnie 🙂

  • Reply Moni 25 października 2016 at 13:11

    Oj tak, zamiary na siły! To klucz do sukcesu! Ja zawsze łapałam się tylu ogonów srok ile się dało, a wystarczyło trzymać dobrze jedną, by nie uciekła!

    • Reply radoSHE 25 października 2016 at 21:59

      Dokładnie!!! Znam z autopsji 😉

  • Reply Ania | PrimoCappuccino 25 października 2016 at 14:54

    Życzę sobie przypominać o Twoich słowach za każdym razem, gdy przyjdzie mi mierzyć siły na zamiary. Ciąża bardzo pomaga zrobić coś zupełnie odwrotnego, i tak jak był czas, że się już prawie zafiksowałam w tym kierunku, tak teraz coraz częściej wybieram 20% wysiłku – 80% efektu, zajmowanie się tylko tym, co mi się naprawdę w życiu przyda, i to cudowne – mierzenie zamiarów na siły. To zdumiewająco wyzwalające 🙂 Gratuluję Ci tego tekstu!

    • Reply radoSHE 25 października 2016 at 22:00

      Dziękuję Aniu! A wiesz, że ja dopiero ostatnio dowiedziałam się, że jesteś w ciąży? Pięknego i spokojnego czasu Ci życzę!

  • Reply PAULA LUDWICZUK | FOODDIARY.PL 25 października 2016 at 18:34

    Przepiękne te zdjęcia <3

    • Reply radoSHE 25 października 2016 at 22:01

      Dziękuję:****

  • Reply Marta Guzowska 18 listopada 2016 at 16:04

    Nie zgadzam się, zupełnie nie. Własnie rzuciłam korpo dla bloga. Bez pleców i wielkich oszczędności, jako koło ratunkowe. Zrobilam to dla spokoju i spełniania. Nie jest na nic za późno, nie ma tylko odpowiednich motywacji.

    • Reply radoSHE 19 listopada 2016 at 13:14

      Dzięki Marta za komentarz. Nie do końca o tym jednak 🙂 Raczej chodziło mi o to, że często przytłacza nas wizja życia, której nie możemy osiągnąć, bo choćbyśmy znaleźli najlepsze na świecie motywacje, to po prostu pewnych spraw nie przeskoczymy, choćby dlatego, że nie są zależne od nas. To rodzi frustracje. Nie obniżać poprzeczki, ale mierzyć zamiary na własne siły. Czujesz się pewnie jako bloger, wierzysz w swój potencjał, wiesz że ciężka praca nad własną marką zaowocuje – dlatego to zrobiłaś! To jest dokładnie to o czym piszę 🙂 Btw. Gratuluje decyzji i mocno trzymam kciuki za sukces! 🙂

    Odpowiedz