Inspiracje

Jak zmarnować miesiąc i wcale tego nie żałować?

29 kwietnia 2017
THE NEW YOU(1)

Jak to dobrze, że marzec się już skończył, a kwiecień chyli się ku zachodowi. Nie polubiliśmy się w tym roku i mało dobrego sobie daliśmy. Jak to dobrze, że już maj za pasem, bo maj to miesiąc odnowy, nadziei i nowych początków. Drzewa pączkuję, kwiaty rozkwitają, ludzie podejmują odważne decyzje. Daj Pani Boże! Na przykład buty do biegania czekają, grzywkę chciałabym sobie zrobić, zapisać się na kurs inwestowania i jeszcze kilka innych radykalnych kroków. Wróćmy jednak na chwilę do początków wiosny, gdzie setki długich godzin minęły mi zupełnie bezproduktywnie. Zaprawdę, nie jestem z tego dumna, to mało w moim stylu, ale cóż, stało się. Chyba tego potrzebowałam. Z drugiej jednak strony to było całkiem miłe. Wypełnić głowę obcymi treściami. Odmóżdżczyć się. Nie myśleć o niczym i wcale. Też byś tak chciała? Więc chodź.

Po pierwsze: Middle Sex

Ostatnie badania czytelnictwa nie napawają optymizmem. Ponoć nie czytamy i nie kupujemy książek. Nie wiem kogo dokładnie badano, bo osobiście na książki potrafię przepuścić pół pensji, a w latach mojej świetlanej czytelnianej przeszłości łykałam jedną powieść w dzień. Dziś staram się trzymać równy poziom jednej książki na miesiąc, albo dwa miesiące, tudzież na trzy… Wiecie jak jest, życie panie. Ale jak już trafię na literacką perłę to trąbie o niej wszem i wobec, zakupuję w ilościach hurtowych, obdarowując bliskich z powodu i bez powodu. Nie inaczej było z książką Middle Sex (Jeffrrey’a Eugenides), choć przyznam, podchodziłam do niej jak do jeża, gdyż tematyka wydawała mi się cokolwiek obca (bo traktująca o Hermafrodytyzmie, czyli obojnactwie, dwupłciowości), a ciężar gatunkowy cokolwiek za ciężki, jak na lekką rozrywkę dnia powszedniego. A to przecież literatura taka, jaką najbardziej lubię! Napisana z rozmachem epopeja trzech pokoleń greckich imigrantów zamieszkujących Amerykę. Cokolwiek napiszę o tej książce, jakiegokolwiek elaboratu bym nie poczyniła, nie oddam nawet ułamka z jej specyfiki. Rodzina, więzi, grzech, dojrzewanie, tożsamość, namiętność, wstyd, strach, ulga. Ameryka w rozkwicie i Ameryka w kryzysie. Wielka lekcja tolerancji. A do tego piękny, subtelny, przejrzysty i dowcipny język. To jedna z tych książek, którą się delektowałam, i którą dawkowałam sobie aby jak najdłużej nie dotrzeć do ostatniej karty. Po prostu musicie to przeczytać! Czytelnicze must-have! radoSHE Wam rekomenduje!

Zrzut ekranu 2017-04-25 o 22.26.04

Po drugie: seriale (wiadomo)

Gdy już porozmawialiśmy o wysokiej kulturze zabiorę Was w trochę bardziej przyziemne rewiry, czyli….no wiadomo. SERIALE! A tych obejrzałam w ostatnim czasie 3!!! Tak wstydzę się bardzo! No dobra żartuję, uwielbiam seriale, choć to najgorsze z możliwych upłynniacze czasu. Moje serialowe must have tego sezonu podzieliłam na 3 kategorie uzależnione ściśle od naszych aktualnych potrzeb, stanu ducha, stanu spoczynku, bądź też stanu stania. Bo gdy na przykład w niedzielę wieczorem szczerzy się do ciebie upiornie góra prania do prasowania, której nie chciało ci się ogarnąć wcześniej, to wtedy po prostu odpalasz kompa i włączasz ostatni hit serialowy czyli Wielkie Kłamstewka – mini serial produkcji HBO, z gwiazdorską obsadą. Ach Nicole Kidman! Przejmująca! <3  Mamy więc nieziemskie krajobrazy, chaty w jakich nigdy nie przyjdzie nam żyć, stylowe bogate kobiety…i kryminalną tajemnicę (co prawda nie jest szczególnie porywająca). Powiecie, ale to już było! No było wielokrotnie, ale mimo to, ta historia wciąga nieprzeciętnie, bo pod całą otoczką splendoru i prestiżu kotłują się problemy, myśli i dylematy doskonale znane wielu z nas. To również wielki traktat o przemocy rodzinnej, chowanej skrzętnie przed oczami świata. Twórcy serialu nie obawiają się sięgać po trudne tematy i robią to dużo sprawniej niż w przypadku innych podobnych produkcjach. Pamiętajcie! Wielka góra prania + Wielkie Kłamstewka + wielka lampka czerwonego wina to naprawdę słuszne połączenie.

Kolejny serial odpalcie, gdy dojdziecie do wniosku, że obecny świat niewiele wrażeń ma Wam do zaoferowania i nic Was zaskoczyć już nie może. No to będziecie zbierać szczęki z podłogi. Mowa oczywiście o kultowym już Black Mirror, którego pierwszy odcinek pojawił się…6 lat temu! Naprawdę nie wiem gdzie ja się uchowałam przez ten czas! Na serial składają się trzy sezony (ostatni jest z końca minionego roku), a każdy z nich ma po trzy odcinki, stanowiące odrębne i zupełnie niezależne historie. Nie zrażajcie się tym sztywnym opisem gatunkowym serialu!  Black Mirror to nie jest produkcja dla fanów s-f i nowych technologii, a przynajmniej nie tylko do tej grupy jest skierowana! Owszem gadżety, świat cyfrowy, rozwój nowych mediów i nasz stosunek do nich odgrywają tu znaczącą rolę, ale dużo bardziej istotnym elementem serialu są mroczne, ponure, przerażające meandry ludzkiej natury. To taki serial, który po każdym odcinku zostawia Cię z jednym wielkim mindfuckiem. Co tu się właśnie oglądnęło??? Osobiście po każdym odcinku potrzebowałam kilku dni detoksu, bo po prostu nie da się go wciągnąć na jeden raz. A jeśli przygoda z Blac Mirror już za Wami koniecznie dajcie znać jak wrażenia 🙂

Trzecim serialem, który łyknęłam w całości był Homland, a właściwie jego szósty już sezon. Nie będę się zbytnio rozpisywać. Jeśli w serialach szukacie wysokiego napięcia, mistrzowsko prowadzonej intrygi, mocnego osadzenia w obecnych realiach, to propozycja dla Was! Delektujcie się pierwszymi sezonami. Ostatni był niestety najsłabszy 🙂

PicMonkey Collage

Po trzecie: yotuberzy! (serio!)

Na koniec coś dla fanów YouTuba! Nie jestem jego wielką fanką i oprócz muzyki prawie zupełnie go nie użytkuję. Na vlogi nie mam czasu, ale żeby być szczerą napiszę, że po prostu mnie nudzą i odstraszają swoją sztucznością i powtarzalnością. Sorry guys…Ale jest dwóch takich, na których każde kolejne odcinki wyczekuję z niecierpliwością. Krzysztofa Gonciarza nie muszę nikomu przedstawiać, ale jeśli jeszcze jest na sali ktoś, kto nie zgłębił tematu polecam ostatnie cykle vlogów Krzyśka z Grenlandii i Islandii. Zachwycające, piękne, nowatorskie – po prostu mistrzostwo świata! Drugi mój YouTubowy obiekt wyczekiwania to…(w życiu byście nie zgadli!)….Dawid Fazowski vel Faza z kanału Przez Świat na Fazie. Faza nie jest szczególnie przystojny (sorry Dawid), nie posługuje się literacką polszczyzną (łacinę opanował do perfekcji), podróżnicze outfity też nie wprawiają w zachwyt….ale jaką ten gość ma charyzmę! Uwielbiam go! Faza podróżuje totalnie niskobudżetowo, najczęściej śpiąc na dziko w swoim namiocie i przemieszczając się tylko autostopem. Myśleliście, że Azja Express pokazała czym jest podróżowanie na krawędzi? Bzdura. Vlogi Fazy na długo zapadają w pamięć. Są spontanicznie, autentycznie i jakkolwiek absurdalnie to brzmi – mega edukacyjne! Fazowski zwiedził już Amerykę Południową, Azję, Indie, Bliski Wschód, a teraz eksploruję Afrykę. Przez całe życie nie dowiedziałam się tylu ważnych i interesujących rzeczy o tych miejscach, co powyższych vlogów. Wszystkim zdystansowanym i mającym w sobie dziki i nieposkromiony gen podróżowana polecam po stokroć!

PicMonkey Collage

To by było chyba na tyle. Idźcie  i marnujcie czas dobrze 🙂

I podrzućcie swoje aktualne czasoumilacze (ksiązki, seriale, muzyka…etc.), bo kto wie, jeśli ta wiosna W KOŃCU nie przyjdzie to na czytaniu książek i oglądaniu internetów sprzeniewierzę kolejne pół roku 🙂

 

Podobne wpisy

5 Komentarzy

  • Reply myslobook.pl 30 kwietnia 2017 at 19:34

    Jak dobrze, że nie jestem jedyna! Moimi czasoumilaczami są ostatnio książki. Przedwczoraj skończyłam Olgę Tokarczuk, na podstawie której powstał „Pokot”. Teraz czeka na mnie „Król” Szczepana Twardocha. A! I malowanie pokoju 😀 Skoro pogoda nie pozwala wyjść, nadrabiam zaległości tu i ówdzie 😉

  • Reply Monia 3 maja 2017 at 15:00

    Zobaczylam na Twoim insta zdjecie ksiazek i Od razu zakupilam Middelsex, tez sie troche obawialam tematu, ale na szczescie sie pomylilam. Dzieki Aga! Podawaj wiecej takich stosikow. Klamstewka tez wciagam, kocham Reese i te widoki. Polecam ci serial the Knick, superowy!

  • Reply Monia Cz. 4 maja 2017 at 15:30

    u mnie na topie jest „Ch…a pani domu” lekko łatwo i przyjemnie, a do tego prze wesoło do tego stopnia ze ostatnio jadąc autobusem przepraszałam panią obok za moje wybuchy śmiechu. cóż.. 😉 polecam gorąco

    • Reply Monia Cz. 4 maja 2017 at 15:31

      u mnie na topie jest „Ch…a pani domu” lekko łatwo i przyjemnie, a do tego prze wesoło do tego stopnia ze ostatnio jadąc autobusem przepraszałam panią obok za moje wybuchy śmiechu. cóż.. 😉 polecam gorąco

  • Reply Bożena 10 maja 2017 at 13:08

    Ja głównie tracę czas na pracę, a seriale chciałabym nadrobić, ale….nie mam kiedy.

  • Odpowiedz