Inspiracje

Domek w ogrodzie, czyli jak budujemy wspomnienia!

10 sierpnia 2017

Wystarczyła jedna wrzutka naszego wakacyjnego królestwa w ogrodzie dziadków, by poruszyć lawinę! Pisaliście, pytaliście, wyciągaliście tajniki, a nawet groziliście porwaniem sprawcy tego całego zamieszania! I ja się wcale nie dziwię, bo to co w ostatnich miesiącach zrobił dziadek córki mojej, a mój osobisty Tata, zasługuje na prawdziwe uznanie. I aż trudno dziś uwierzyć, że to wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej…;)

Zanim wprowadzę Was w proces powstawania domku, przestawię Wam jedną istotną cechę, której posiadaczem jest autor projektu. Mój tata taki człowiek, który jadąc do sklepu po trzy akurat potrzebne produkty (no wiecie: mleko, masło, bułki) ZAWSZE wraca z dwoma dodatkowymi torbami wypełnionymi smakołykami, które absolutnie nie są rzeczami pierwszej potrzeby. To nie tak, że łyka on każdy marketingowy haczyk, który napotyka na swej drodze do kasy. On po prostu – wbrew obowiązującemu trendowi – ma na wskroś nieminimalistyczną duszę. Nie lubi się ograniczać, a już zwłaszcza jeśli chodzi o rodzinę, a już  ZWŁASZCZA jeśli chodzi o jego ukochaną, ulubioną i jedyną wnuczkę. I tak właśnie było z domkiem!

Historia domku, który wcale miał nie powstać

Pomysł na domek…wróć…na mały plac zabaw, złożony z jednej belki, huśtawki i ślizgawki, pojawił się późną wiosną. Ponieważ do tego typu pomysłów zapalam się z prędkością śp. samolotu marki concorde, dwa dni później znałam już całą ofertę popularnych marketów budowlanych. Konstrukcja wybrana, dodatki wybrane; miało być szybko, miło i ekonomicznie. Pozostało tylko wybrać się do sklepu, załadować pudło z belkami do samochodu….i wtedy….

I wtedy wkroczył ON! Cały na biało. Mój tata, dziadek mojego dziecka. Obejrzał swoim doświadczonym okiem kilka przedstawionych pomysłów. Udał się nawet osobiście do wybranych sklepów, celem kontroli jakości rzeczonych konceptów. I powiedział, że takich lichych patyków składać nie będzie. Że nie godzi się taką prowizorkę uprawiać, że tu trzeba solidnej konstrukcji na lata! I że co, on nie zbuduje? Zbuduje! Bo całe życie w duszy grała mu stolarka, chociaż się nigdy z tą miłością specjalnie nie zdradzał. Ale teraz to ona nam pokaże. I pokazał!

A od kuchni wyglądało to tak:

Budowa domku trwała około 1 miesiąca. Długo? Wziąwszy pod uwagę, że budowana jedną parą rąk i głównie weekendami, to całkiem przyzwoity wynik.  W kilku wiadomościach pytaliście o projekt domku, o to czy można znaleźć go w internecie. Otóż koncepcja powstała w wyobraźni, a rozrysowana została na serwetce. Jeśli jednak spodobał Wam się układ, a nie macie możliwości samodzielnej budowy, trochę podobną bryłę (choć chyba mniejszą) znajdziecie w internecie; nazywa się Jakob.

Jeśli chodzi o parametry naszego domku są one następujące. Domek w podstawie ma 3×2 m2 (2×2 to domek, a 1×1 to taras). Umiejscowiony jest na palach o wysokości 1,20 m. Wysokość w najwyższym punkcie to 1,80 m. Wymiary są bardzo optymalne. W środku zmieści się swobodnie kilka osób, a dorośli mogą bez przeszkód stać na prostych nogach. Drewno, które zostało wykorzystane to sosna, kupowana w hurtowni z materiałami budowlanymi. Pale wbite w ziemię, zostały wzmocnione betonową wylewką. Dach pokryty jest gontem. To jest naprawdę solidna konstrukcja, ale ponieważ lokalizacja domku znajduje się w obszarze, który latem często nawiedzany jest przez potężne wichury i gradobicia, nie mogło być inaczej.

Co było najcięższym elementem budowy, trudnym do zrealizowania samodzielnie? Dach! Tu nieoceniona była pomoc braci-stolarzy  (tak, w liczbie mnogiej:) ) mojego taty, którzy pomogli mu go położyć. Trudno to uwierzyć, ale dach wraz z gontem był gotowy w niecałe 3 godziny!

 

Jestem designerem 😉

Aranżacją domku zajęłam ja – dizjaner! Koncepcyjnie i wykonawczo. Miało być ożywczo, wakacyjnie, ale świeżo i prosto. Bardzo luźną inspiracją były budki ratownicze na plaży na Florydzie, prawda, że podobne? 😉 Zacznijmy od tego co widać na pierwszy rzut oka. Kolory! Po zaimpregnowaniu drewna, zabrałam się za jego malowanie. Ale aby efekt malowania był jak najlepszy, trzeba zachować określone przerwy pomiędzy kolejnymi warstwami farb. Piszę o tym dlatego, żebyście wymodlili sobie na malowanie zewnętrznej architektury drewnianej minimum dwa słoneczne dni, albo chociaż dni bez deszczu.  Niestety nasz deszczowy czerwiec i początek lipca zupełnie nie sprzyjał tego typu pracom i całość ciągnęła się naprawdę długo. Było jednak warto!  Ściany domku wewnątrz i na zewnątrz pokryte są szybkoschnącą lakierobejcą Tikkurila Valtti Plus Complete w odcieniu Lumi. Efekt wyszedł dokładnie taki jaki planowałam – czyli naturalny, transparentny, podkreślający słoje drewna. Listewki, okiennice i drzwi to wodorozcieńczalna farba akrylowa Tikkurila Everal Aqua w odcieniu K354. Z kolei podłoga domku i tarasu, oraz stopnie schodów to wodorozcieńczalny olej Tikkurila Valtti Wood Oil Akva do również w odcieniu Lumi. Całość (przed malowaniem) została zaimpregnowana impregnatem Tikkurila Valtti Super Guard

Aby przełamać biel domku potrzebowałam konkretnych, ale delikatnych akcentów kolorystycznych. Zgaszony róż wydawał mi się idealny, choć na co dzień stronię od tego odcienia. Tu jednak zrobił swoją robotę. Na ścianach zawiesiłam soczyste i bardzo wakacyjne retro plakaty nawiązujące do kultowych amerykańskich reklam. Poszewki na wysokie poduchy to H&M Home. Pojemnik na zabawki to zwykła skrzynia na jabłka pomalowana na biało. Dwa plecione dywaniki to Leroy Merlin. Całość dopełnia przepiękny łapacz snów od Pacz.to. Na zewnątrz wiszą lampiony solarne znalezione na Allegro. Podobnie na Allegro kupiłam najprostsze drewniane huśtawki i zjeżdżalnię. Pod domkiem znajduje się mała piaskownica, która zamontowana później, nie załapała się niestety do sesji zdjęciowej 😉

Let’s get back to business

I tu pojawia się kluczowe zagadnienie, jakie zawsze pada przy tego typu projektach. Ile to wszystko kosztowało? No cóż, domek wraz z całą infrastrukturą jest na pewno dużo droższy od tego co proponują nam markety budowlane, ale tańszy od profesjonalnych gotowców tej samej klasy do kupienia w internecie. Sam materiał (drewno+gont+gwoździe itp.) to koszt ok 1800 zł. Ok 800 zł wyniósł koszt farb i dodatków, takich jak huśtawki, zjeżdżalnia, plakaty itp. Oczywiście do zrobienia samodzielnie domku przydadzą się odpowiednie narzędzia stolarskie takie jak piła elektryczna, kontownik, wkrętarka czy szlifiarka. Niezbędne będzie trochę umiejętności technicznych,  szczypta wyobraźni przestrzennej i …co ważne, gigantyczna dawka zaangażowania 😉

Radość: bezcenna

Z pewnością trudno będzie Wam w to uwierzyć, ale wciąż jesteśmy lekko oszołomieni efektem, który udało nam się osiągnąć. Podejrzewałam, że nasz ogrodowy plac zabaw wzbudzi euforię w Matyldzie, ale nie przypuszczałam, że da tyle radości nam, STARYM! Ale to chyba tak jak w przypadku każdego projektu, w który zaangażujesz nie tylko czas i kasę, ale i całe wielkie pojemne serce. I choć sporo jeszcze jest do poprawy, domalowania i powkręcania-cieszy tak, jak nie cieszyłby żaden kupny gotowiec, wymuskany skandynawskim sznytem. To są piękne wakacje. Trochę dzikie, pełne przygód, wiatru we włosach i historii, jakie stworzyć potrafi tylko dziecięca wyobraźnia. To są takie wakacje, w których tworzą się najpiękniejsze wspomnienia, te na lata, na całe życie. Czy to byłoby możliwe bez naszego domku? Oczywiście! Ale z nim jest po prostu MAGICZNIE ♥

Tato, dziękuję, dziękujemy! :*

 

Podobne wpisy

2 Komentarzy

  • Reply Agata - Ruby Times 10 sierpnia 2017 at 22:42

    Wow, wow, wow!!
    Ja dalej jestem pod olbrzymim wrażeniem , chociaż już się zachwycałam na Insta.
    Jak to wszystko jest dopasowane, piękne! I te detale!
    Chętnie pobawiłabym się tam sama 😀

  • Reply Kamila 16 sierpnia 2017 at 21:44

    Och, jest cudowny!!!! Wymuskany w każdym szczególe, aż przyjemnie się patrzy. My właśnie z mężem zastanawiamy się nad domkiem do ogrodu dla córek, trochę się już rozglądaliśmy i jest bardzo ładny w misiedwa, ale ciągle też myślimy nad opcją samodzielnego stworzenia tylko nie wiem czy nam czas na to pozwoli.

  • Odpowiedz