Podróże i miejsca

Czy w Tajlandii są jeszcze niebiańskie plaże?

14 maja 2018
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Znów to zrobiłam. Wróciłam do Azji! Nienasycona pierwszymi odwiedzinami, nienajedzona lokalnymi pad-thaiami, niewygrzana wystarczająco w słońcu. Z Tajlandią jest jak z sernikiem nowojorskim. Jeden kęs nigdy nie wystarczy.  

O ile zeszłoroczna wyprawa była bardziej miejska, a co za tym idzie dynamiczna, głośna i szalona, to ten kolejny raz wyglądał niemal jak spacer emerytów. Z dala od miast, zgiełku i tłoku. Głównie w dżungli i na dzikich plażach. Węże, małpy, słonie. Te sprawy. I ona. Najprawdziwsza! Jak z raju!

RAJSKA WYSPA W TAJLANDII

Z rajskimi tajskimi wyspami jest jak ze świętym Mikołajem – nie istnieją, podobno. Solidną karę powinno się wręczyć wszystkim portalom, którzy mamią nas bajecznymi fotkami lazurowych wybrzeży. Ach ten kontrast kolorów podkręcony przez szalonego grafika. Te puste plaże i horyzonty. Pomyśleć by można, że to prawdziwy Cast Away – Poza światem. Tymczasem to tylko zdjęcia z shutterstocków, a w tych jak wiadomo tyle jest autentyczności, ile w twarzy Donatelli Versace. Taka np. kultowa Phi-Phi Island, na której spędziliśmy kilka dni w zeszłym roku. Jest piękna i urzekająca … o ile mieszka się z dala od maleńkiego centrum pełnego turystów i imprez! Zatoki wokół wyspy śnić będą ci się do końca życia, bo tamtejszy turkus wody to zjawisko więcej niż zachwycające. Ale już sama plaża Maya Bay…TA PLAŻA…Ta plaża, po której deptały młodzieńcze oniegdyś stopy Leonardo di Caprio, może się okazać srogim rozczarowaniem. Powód? Ludzie. Co ja mówię, tłumy ludzi! Kontemplowanie tego niezwykłego miejsca jest jakby utrudnione. No chyba, że (uwaga, zdradzam dobry patent) że na plażę wyruszycie sporo przed wschodem słońca. Macie wtedy szansę na 2-3 godziny pięknej samotności i względnej ciszy.  Polecam państwu ten styl.

SZUKAŁAM, SZUKAŁAM…I?
KOH NGAI!

Wróćmy jednak do tegorocznej wyprawy. Poszukiwanie prawdziwie rajskiej wyspy zajęło mi kilka wieczorów i setki przeglądniętych stron internetowych! Maleńkie wyspy archiplagu Trang pojawiały się w wielu rekomendacjach, ale nie aż tak wielu, aby móc się obawiać turystycznego przesytu. Nasz wybór padł na mikroskopijną (bo o wymiarach 4×5 km!) Koh Ngai. Z opisów wyłaniał się obraz prawdziwie dzikiego i niemal pustego miejsca. Nie ma dróg, sklepów, barów, bankomatów, samochodów, przystani. Tylko kilka resortów, dżungla i zachwycająca natura! Czy tak było? Ok, ależ to zabrzmi egzaltowanie! Do dziś pamiętam dreszcz ekscytacji, który ogarnął mnie, gdy przybijaliśmy do brzegu naszym longboatem. Uczucie to nie opuściło mnie nawet na moment. Krystaliczna woda, dzika przyroda, zachwycające widoki, cisza i spokój. Miejsce resetu totalnego!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ODPŁYWY, PRZYPŁYWY, RAFA I RÓŻOWE NIEBO!

Rytm życia na wsypie odmierza natura, a zwłaszcza cykl przypływów i odpływów. Rano, gdy wody jest najwięcej, można godzinami unosić się na jej tafli, obserwując podwodne życie ryb i innych skorupiaków. Z kolei w trakcie odpływu można odejść naprawdę daleko od brzegu, aż do imponującej rafy koralowej, która o innych porach dnia znajduje się kilka metrów pod wodą. Dla miłośników snorkelingu to prawdziwy raj. Można udać się do pobliskich lagun i obserwować ten cudny morski świat (jeszcze) nie zadeptany i niezaśmiecony przez nas ludzi. Jak długo?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale już absolutnym zachwytem są…różowe zachody słońca! Z punktu widzenia fizyki to tylko efekt rozproszonych promieni słonecznych. Z kolei dla Terrego Pracheta to najbardziej kiczowate zjawisko przyrody. Ale gdy stoisz pośrodku pustej plaży, a intensywna różowa łuna spowija wszystko co w zasięgu Twojego wzorku – wiesz, że wobec natury jesteś po prostu pyłkiem. Wybaczcie te banały, ale w tym wypadku po prostu nie da się inaczej!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

KOH NGAI – CZY TO MIEJSCE DLA CIEBIE?

Nie, jeśli odpoczynkiem dla ciebie jest aktywność, eksplorowanie i „bycie w drodze”. Chyba, że tak jak my zostawisz sobie tę przyjemność na koniec swojej intensywnej podróży. Są trzy rzeczy, które warto tu robić. Czytać, czytać i jeszcze raz czytać! I snorkelingować oczywiście. Możecie też codziennie wstawać na wschody słońca i łapać w kadry te najpiękniejsze. Resorty znajdują się tylko na jednym wybrzeżu, cała pozostała część wyspy jest totalnie dzika. A skoro dzika, to obfitująca w prawdziwie dzikie stworzenie. Małpy, węże, ogromne warany, jaszczurki. Istnieją jakieś ścieżki przez dżunglę i można ją spenetrować na własną rękę. Nie rekomenduję, ale też nie odradzam. Spotkanie z wężem nie było na liście moich tamtejszych aktywności 😉 O 23 zamykają się hotelowe restauracje. Zostajesz tylko ty i szum fal. Wreszcie możesz się wyspać za wszystkie czasy!

Czy są minusy? Różnica cen w porównaniu z innymi wyspami (nie mówiąc już o stałym lądzie) jest wyraźnie odczuwalna. Zarówno jeśli chodzi o noclegi (ale można też biwakować pod namiotem, są również nieliczne bungalowy w atrakcyjnych cenach), a przede wszystkim droższe jest jedzenie i napoje. Liczba lokali jest również ograniczona, ale za to przez cały pobyt możesz spróbować zjeść w każdym. Trudno się jednak dziwić cenom produktów, jeśli widziało się sposób ich transportu na wyspę. To naprawdę ciężka praca Tajów. Zwłaszcza jeśli dostawa trafi się podczas odpływu i przez dobrych kilkadziesiąt metrów niosą oni ciężkie skrzynie na swoich plecach, brodząc po kolana w morzu. W niektóre rzeczy warto więc wyposażyć się np. na pobliskiej Koh Lancie. If you know what I mean 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

GDZIE MIESZKAĆ, JAK TU TRAFIĆ?

Wyspa jest tak mała, a resortów tak niewiele, że oferta miejsc noclegowych jest stosunkowo ograniczona. Warto zarezerwować sobie coś wcześniej, zwłaszcza jeśli wybieracie się w sezonie. Mój wybór padł na kompleks Coco Cottage…i drugi raz zdecydowałabym się na to samo miejsce. Ten niewielki resort składa się z kilkunastu drewnianych domków, dosłownie przylepionych do ściany dżungli, której odgłosy słyszysz każdej nocy. Totalne obcowanie z naturą! I ten dreszcz emocji, gdy przed zaśnięciem zastanawiasz się, czy żaden niepożądany gość nie urzęduje pod twoim łóżkiem…Niezapomniane! Wyposażenie domków jest proste, ale stylowe, a każdy z nich ma klimatyczny prysznic pod gołym niebem! Na terenie kompleksu znajduje się prywatna biblioteka, a jeśli plaża zacznie nudzić, można podpłynąć do ulokowanej na morzu pływającej platformy widokowej. Co jeszcze? Super uprzejma obsługa…ale i super słabe wi-fi. Czy już wspomniałam, że to idealne miejsce do odpoczynku?

Jak tu trafić? Możliwości jest kilka. Najszybsza i najekonomiczniejsza droga to Bangkok – Trang. Dystans ten można pokonać samolotem, autobusem lub pociągiem. Z Trang na Koh Ngai to już tylko krótka podróż speedboatem. Nasza droga była niestety o wiele dłuższa. Ponieważ do Tajlandii przybyliśmy bezpośrednio z Kambodży, podróż rozpoczęliśmy z wyspy Phuket, zahaczając o Phi-Phi i Koh Lante, gdzie mieliśmy przesiadkę na speedboat. Ponieważ wybraliśmy prom…trwało to naprawdę długo! Zdecydowanie warto rozważyć opcje szybkiej łodzi, co też uczyniliśmy w drodze powrotnej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wracając do Polski myślałam, że nasyciłam się tą częścią Azji już na długi czas. Ale jednak nie! Rajską Tajlandią nasycić się nie w sposób!

Z pozostałych Tajlandzkich przygód:

  1. Bangkok, słów kilka o miłości trudnej, ale wielkiej
  2. Historia (prawie) kryminalna, czyli niecodzienny przewodnik po Bangkoku

Podobne wpisy

Brak komentarzy

Odpowiedz