Podróże i miejsca

Liguria i Jezioro Como – włoski trip w niecałe dwa tygodnie!

3 stycznia 2019

3000 km. 13 dni. 3 odwiedzone kraje. Niezliczona ilość klimatycznych miasteczek, zaułków i lokalnych kafejek. Witajcie w północnych Włoszech! I bookujcie termin na najbliższe wolne. Albowiem jest pięknie!

Jak okien sięgnąć nic tylko Włochy i Włochy na tym moim przykurzonym blogu. Obiecuję, to ostatni raz w tym roku!

Tymczasem słów kilka i kadrów trochę więcej o naszej ostatniej podróży. Podróży pełnej przygód, emocji, wrażeń i pokonanych kilometrów. Podróży dla osób, dla których podróż zaczyna się już w samochodzie pod domem, bo zaprawdę – planując taki trip, musicie to wiedzieć – w samochodzie tym spędzicie trochę czasu 🙂 Trzeba się właściwie nastawić!

Wyjeżdżamy o świcie z Krakowa. Wczesnym popołudniem dojeżdżamy do naszej pierwszej miejscówki – maleńkiego pensjonatu w austriackich Alpach. Jest godzina 17, ale budynek jest pusty. Na drzwiach rebus (tak, rebus!), gdzie ukryty został klucz do drzwi wejściowych i pokoju. Hej, przygodo! O takie wakacje walczyłam. Podekscytowanie zaczyna krążyć w żyłach. Impuls o nazwie urlop zaczyna docierać do odpowiednich zwojów mózgowych. Kolejny dzień, kolejne setki pokonanych kilometrów. Jesteśmy u celu. Najbardziej włoski z włoskich campingów otwiera przed nami swoje podwoje. (Pisałam o tym TUTAJ – zobacz nasze #campinglife). Jeden dzień resetu, plaża, lambrusco w plastikowych kubkach, 10 rozdziałów książki, pizza z lokalnej restauracji. Możemy rozpocząć wakacje. Czekałam!

Cinque Terre

Zdjęcia z Cinque Terre zobaczyłam wiele lat temu w jakimś podróżniczym magazynie. Wiedziałam, że kiedyś muszę tam trafić. I choć dziś moje odczucia są trochę inne – nie żałuję. To jest absolutnie wspaniały kawałek świata. Piękny, naprawdę piękny. Choć po czasie mogę też stwierdzić – banalnie piękny. Do tych pięciu zjawiskowych miasteczek zawieszonych na skałach nad Morzem Liguryjskim docieraliśmy za pośrednictwem lokalnego pociągu. Nie będzie tu szczegółowego przewodnika, choć dosyć dokładnie zobaczyliśmy większość miejscowości wchodzących w skład Parku Narodowego Cinque Terre. Co zrobiłabym inaczej teraz? Pojechałabym poza sezonem. Późna wiosna, wczesna jesień – to dopiero musi robić wrażenie. Zamiast pociągu dystans pomiędzy miasteczkami chciałabym pokonać pieszo, kultową „Drogą Miłości”. Podobno równie cudowne wrażenia daje też droga morska. Ktoś próbował? Na Cinque Terre polecam zarezerwować jeden pełny dzień, ale taki od wczesnego rana do wieczora.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Portofino

Podobno Portofino to jedna z najdroższych i najbardziej prestiżowych miejscówek na liguryjskim wybrzeżu. Jestem w to nawet skłonna uwierzyć. To właśnie tutaj osa gigant użądliła moje dziecko (po raz pierwszy w życiu!) w dużego palucha stopy, powodując dramę godną mnie w nastoletnich czasach. Aby dramę ugasić i godnie napić się najdroższego espresso w życiu, trzeba było najpierw kupić loda rożka…również najdroższego z wszystkich w pożartych w dotychczasowej egzystencji. Poza tym drobnym epizodem – warto tu wpaść na jedno popołudnie! My przypłynęliśmy turystycznym statkiem z naszej miejscowości (Sestri Levante) po drodze zahaczając o urokliwą zatoczkę San Fruttuoso di Camogli. Z czego słynie owa zatoka. Z urokliwego klasztoru Benedyktynów i posągu Chrystusa…usytuowanego w morskiej głębinie. Ta niezwykła rzeźba stanęła na dnie w hołdzie wszystkich osób, których praca związana jest z morzem. Aby ją zobaczyć wystarczy zanurkować na głębokość 17 m. Tym razem nie było nam to dane 😉 Ale wody w tym miejscu są tak krystalicznie czyste i przejrzyste, że wyciągnięte w stronę nieba ręce rzeźby Jezusa dostrzec można też z łódki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jezioro Como

Zaledwie. ok. 300 km jest z Ligurii do najpiękniejszej części Jeziora Como. A to z kolei raptem 3,5 godziny jazdy włoskimi autostradami! Jeśli jakimś cudem – tak jak nam – zostały Ci dodatkowe dni urlopu, po prostu trzeba to zrobić. Pojechać, zobaczyć, doświadczyć. Spędziliśmy tam 3 pełne dni i uważam, że to czas wystarczający, aby zwiedzić wszystkie lokalne, największe atrakcje. Zupełnie zaś niewystarczający, aby po prostu nad jeziorem wypocząć i skorzystać z największych atutów regionu. A teraz turystyczny protip. Jeśli zależy Ci na urokliwym miejscu, z urzekającym widokiem, a przy tym doskonale zlokalizowanym i nie kosztującym miliony monet skorzystaj z Lake Como Youth Hostel w miejscowości Mennagio. Stąd już tylko rzut beretem do dwóch innych cudownych miasteczek, uznawanych za perły Como, a więc: Varenny i Belaggio. Całe wybrzeże możesz eksplorować drogą wodna, infrastruktura turystycznych promów jest naprawdę świetna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Drogi do domu…bywają długie!

Jeśli wyjeżdżając znad Jezioro Como do domu (w domyśle, do Polski) przeoczysz jakimś cudem zjazd na autostradę – NIE PŁACZ! Prawdopodobnie już za dwie godziny zdobędziesz, któryś z bajecznych szczytów Alp szwajcarskich, a krótki (wcale nie taki krótki!) pitsop na wysokości ponad 2000 m. zamieni się w prawdziwą ucztę dla oczu i duszy, kojącą twój nadwyrężony włoskim latem system nerwowy. Naprawdę, warto dać się zapomnieć. Poniższe zdjęcie. Piżama, kalosze. Szwajcaria o świcie <3

I jeszcze jedno! Moja złota zasada każdej dalszej podróży. Jeśli w drodze powrotnej wypada mi nocleg – nigdy nie wybieram przypadkowego hotelu przy drodze. Rozkładam mapę i szukam najbardziej interesującej lub urokliwej miejscówki w promieniu 15-20 km od planowanego miejsca postojowego. Tym sposobem możesz trafić na absolutne perełki! W tej podróży, dla mnie, był nią Czeski Krumlov! To średniowieczne miasteczko, nad którym góruje monumentalny zamek, zachwyca tak, że brak tchu. I tak, wiem, że po Pradze to drugie najczęściej odwiedzane miasto w Czechach…ale umówmy się, gdyby nie Włochy, pewnie nigdy bym tu nie trafiła 🙂

Podobne wpisy

1 Komentarz

  • Reply weronika 28 stycznia 2019 at 14:46

    Chyba urządzę sobie podobny wyjazd

  • Odpowiedz